Rodzice...wiszą nade mną kilka metrów nad ziemią. Ich głowy opadają ciężko na klatkę piersiową, a gdy gruba linia owinięta wokół ich szyi jest cała we krwi.
Stoję przed wielkim dębem rosnącym za domem. Klątwa okazała się prawdą. Stary dąb zabrał kolejne ofiary,tak bliskie mojemu sercu. Zostałam tylko ja. Wiedziałam,że mój czas już się zbliża,ale nie mogłam się do nikogo zwrócić o pomoc. Oni też by zginęli.
Opowieść o przeklętym drzewie wie każdy mieszkaniec w miasteczku. Ludzie boją się z nami rozmawiać, bo myślą, że my też jesteśmy przeklęci. A my żyjemy w ciągłym strachu, nie wiedząc kto będzie kolejną ofiarą. Każda próba zniszczenia drzewa okazywała totalną klęską. Na naszym trawniku stoi od bardzo dawna tabliczka z napisem: "PILNIE SPRZEDAM", lecz nikt nigdy nie przyszedł do nas w sprawie kupna domu. Mieszkańcy boją się. My również. Kilka razy już mieliśmy się wyprowadzić,ale jakaś tajemnica siła nam nie pozwalała. A to nagle ojciec stracił pracę i nie mieliśmy wystarczająco dużo pieniędzy na wynajem innego domu. A to mama ciężko zachorowała i trzeba było się nią opiekować przez 2 miesiące.
W końcu odpuściliśmy i żyjemy w ciągłym strachu od kilku lat. Drzewo najpierw zabrało moją babcie, a później resztę członków rodziny. Ale oni nie byli jedyni. Sąsiedzi, którzy próbowali nam pomóc w zniszczeniu drzewa - ginęli. Najstraszniejsze jest to, że umierali w taki sam sposób jak babcia, powieszeni na starym dębie. Policja jest bezradna. Są przekonani, że wszyscy ci ludzie popełnili samobójstwo. Nie było żadnych śladów morderstwa.
Jestem z natury ciekawska i pamiętam jak w dzieciństwie męczyłam babcię na temat przeklętego drzewa, aż ta w końcu się poddała i opowiedziała mi historię o małym Williamie, mieszkającym w tym domu przed nami. Pewnego dnia jego ojciec wrócił do domu i z łopatą w ręku zaczął kopać mały dołek w ogrodzie.
- Co robisz tatusiu? - zapytał chłopiec obserwując pracę ojca.
- Sadzę drzewo, synu. - odpowiada mężczyzna i z wyciera pot rękawem.
- Skąd to masz?
- A...dostałem od nieznajomego. Zaczepił mnie w drodze do domu. Zawsze chciałem mieć posadzić drzewo w ogrodzie.
Po dwudziestu latach zaczęła się seria makabrycznych wydarzeń. Pewnego dnia William znalazł rodziców powieszonych na drzewie posadzonym przez ojca.
Do domu wprowadzili się dziadkowie Williama,ale nie na długo, bo 6 miesięcy później chłopiec przeżył makabryczne odkrycie drugi raz. W końcu policja znalazła martwe ciało chłopca powieszone na tym samym drzewie. Do domu kilka razy wprowadziło się kilka osób szukających prawdy o przeklętym drzewie,lecz bez skutku. Próbowali również znaleźć sposób na zniszczenie je, lecz skończyło się to tylko ich nagłą śmiercią.
Mój tata dostał ten dom w spadku od babci. Była osobą, która niczego się nie bała i ceniła ciszę i spokój. Nie robiło na niej żadnego wrażenia wszystkie opowieści o przeklętym drzewie. Była świadoma o klątwie, jednak pokochała ten dom i za nic nie chciała zostawić to miejsce. Po upływu lat myślę, że to jednak tajemnica siła nie dała jej po prostu odejść.
Do domu wprowadziliśmy się ze względu na problemy finansowe. Zresztą mój ojciec - jak i babcia - nie bał się klątwy. Śmiał się z mieszkańców, którzy patrzyli na nas jak na szaleńców, bo zgodziliśmy się wprowadzić do tego przeklętego domu. Lecz jego odwaga z dnia na dzień malała, gdy patrzył na kolejne włoki wiszące na drzewie w ogrodzie. Drzewo wybierało ofiary, nieważne w jakim wieku i nie wiedzieliśmy kto może być kolejną ofiarą.
Nie możesz sobie wyobrazić jakie to uczucie patrzeć na ciała własnych rodziców wiszące nad tobą bez ruchu. Wiem,że oni nigdy by nie chcieli abym była świadkiem tej właśnie sceny. Zawsze kazali mi siedzieć w pokoju,gdy tylko policja do nas przyjeżdżała. A ich wizyty były bardzo częste.
Od pogrzebu rodziców minął już tydzień, a ja siedzę sama w domu. Policjant poinformował mnie, że ma przyjechać jakaś daleka ciocia. Miała być wczoraj...albo przedwczoraj? Jestem strasznie głodna, ale nie mogę się zmusić do jedzenia. Boję się wychodzić z pokoju, boję się wyjrzeć przez okno, boję się starego dęba. Od kilku dni nie sypiam za dobrze. Gdy tylko zamykam oczy widzę moich rodziców. Ich ciała i gruby węzeł wokół ich szyi.
Drugi tydzień, a ciotki nadal nie ma. Nie ma nikogo,nikt nie przychodzi. Bo po co? Kim ja dla nich jestem? Pewnie już o mnie zapomnieli. Kto tam by się przejmował jedną osieroconą nastolatką... Jestem bliska załamania. Dzisiaj odważyłam się zerknąć przez okno. Nic się nie zmieniło. Stary dąb wciąż mroczny jak zawsze. Na gałęzi nadal wiszą dwie mocne linie poruszone przez delikatny wiatr. Wokoło cicho, ciemno i zimno. Wciąż wpatrzona w drzewo zauważyłam jakiś ruch. Ktoś...jakby mały chłopiec kręcił się koło drzewa. Nie mam pojęcia skąd przyszedł i jak się znalazł w ogrodzie. "To kolejna ofiara!" - zaświtało mi w głowie - "Trzeba go ostrzec". Wypadłam z pokoju i pokonując po dwa schodki biegłam na dół do kuchni, po czym wybiegłam do ogrodu. Po chłopcu ani śladu. Przewidziało mi się? Przecież on tu przed chwilą był! Pewnie wyobraźnia spłata mi figle ponieważ od kilku dni nic nie jadam. Wtedy właśnie to usłyszałam. Muzyka. Muzyka, której nigdy wcześniej nie słyszałam. Muzyka grająca tak pięknie i delikatnie. Poczułam jak moje nogi same ruszyły
w stronę drzewa. To tam...Muzyka i śpiew. Dźwięk przepełniony ogromnym smutkiem wołających o pomoc ludzi. Im dłużej słuchałam magicznego dźwięku tym szybciej popadałam w głęboki trans. To magiczne doznanie oczarowało mnie. Mój umysł koncentrował się tylko na głosach, a nogi niosły mnie coraz bliżej do starego dęba. Myślałam tylko o tym jak to fantastycznie by było umrzeć na tym drzewie, dołączyć się do tych ludzi i śpiewać z nimi tą piękną pieśń. Usłyszałam także ciche nawoływanie moich rodziców, którzy szeptali do mnie, abym do nich przyszła. Ci ludzie...potrzebowali mnie. Zaczarowana muzyką i głosami najbliższych podeszłam na niski taborek, który w magiczny sposób pojawił mi się przed oczami. Na jednej z gałęzi czekała już na mnie gruba linka. Mocny węzeł kołysał się delikatnie na wietrze i zachęcał mnie, abym go użyła. Głosy i muzyka przybrały na sile. Szeptali do mnie najsłodsze obietnice. Rodzice, babcia, sąsiedzi...oni zachęcali mnie,żebym do nich dołączyła. Wyciągali do mnie ręce, tysiące rąk. Pragnęli mnie, tylko mnie. To był mój czas, nie opierałam się, nie myślałam o niczym innym. Chciałam tego. Wspięłam się na palcach i...skoczyłam
czwartek, 31 stycznia 2013
Piętro
Zacznijmy od tego, że mam 14 lat, no rocznikowo 15 ale nieważne. Łatwo się domyślić, że mieszkam z rodzicami. Mam też młodszego brata. Odkąd pamiętam mamy wspólny pokój. Mieszkamy na parterze i często w nocy budziły nas jakieś dziwne odgłosy. Jakby ktoś pukał w szybę, tak coś w tym stylu. Ostatnio wstałem, żeby sprawdzić co to może być. Spodziewałem się jakiejś gałęzi, czy kota przechadzającego się po parapecie. Zawiodłem się, na dworze stał jakiś obrzygany żul. Nic nie mówił, tylko tak stał i pukał w tą cholerną szybę. Bałem się otworzyć okno i tak po prostu na niego ryknąć. Postanowiłem sięgnąć po coś do obrony, tak na wszelki wypadek. Chciałoby się rzec "epicki" bieg do kuchni i szybkie wyciągnięcie tasaka do mięsa. Teraz już ostrożnie z nożem w ręku przechadzam się przez mieszkanie. Odchylam firankę i... i w tym momencie pukanie ustało. Tak akurat w tym momencie, gdy już czułem się pewnie. Dobra, otwieram okno i lekko wychylam głowę. Znowu poczułem się dziwnie. Myślałem, że zobaczę uciekającego menela ale cała ulica była pusta. Nikt ani nic nie chodziło po dworze. W ciągu tej jednej chwili zrobiło się cicho, nawet wiatr ustał. No dobra, o 4 nad ranem to chyba dość normalne. O dziwo szybko zasnąłem.
* * * * * * * * * *
Wstałem, jest godzina 7:06, piątek. Ubrać się, umyć zęby i do szkoły. Pierwsze 6 lekcji szybko minęło. Nadszedł czas na znienawidzoną fizykę. Usiadłem z Pawłem, zawsze z nim siedzę w ostatniej ławce. Zapowiadała kartkówkę, więc piszemy. 5 pytań... mam 15 minut, już 14. Na jedną odpowiedź mam... mniej niż 3 minuty. Piszę w tempie... Moje rozmyślenia przerwała nauczycielka. "ODDAJEMY KARTECZKI" to jeden z najgorszych zwrotów, które standardowy nauczyciel może wypowiedzieć. Oczywiście najgorsze jest "WYCIĄGAMY KARTECZKI" . No fajnie będzie i pała do kolekcji. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że to ostatnia lekcja w piątek.
* * * * * * * * * *
Z Pawłem znamy się od przedszkola. Tak już ponad 10 lat. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy. Nie mieszkamy daleko od siebie, może ze 100 metrów. Paweł mieszka w wysokim wieżowcu. Dzisiaj ma urodziny i urządza taką małą imprezę. Zaprosił mnie i kilku kolegów na całonocne "granie w gry" i obżeranie się niezdrowym żarciem. Ok, idzie nas 5 i musimy mu coś kupić. Doładowanie do LOLa odpada. Zbyt oklepany prezent. Kupmy mu FIFE 13. Tak, na pewno mu się spodoba. Od razu ze sklepu poszliśmy do Pawła. Kulturalnie wbiegamy do budynku i 47 razy stukamy w przycisk. Wtedy winda szybciej przyjedzie. Wgramoliliśmy się do środka i pojechaliśmy. Wychodząc z kabiny oczywiście nacisnęliśmy wszystkie guziki. Przywitaliśmy się, złożyliśmy życzenia i zaczynamy grę. Po kilku godzinach spędzonych przy konsoli zaczęliśmy się nudzić. Jeden nawet zasnął. Nie wiem, czy z nudów, czy ze zmęczenia. Żeby go postawić na nogi poszliśmy po kilka napojów energetycznych. Na szczęście żabka była jeszcze otwarta. Wracamy tak przez pół miasta i mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Nieważne... Tym razem wbiegamy po schodach i włączamy mecz. Jest 79 minuta, remisujemy 1:1. Nagle ktoś puka w okno. Zadeklarowałem, że zajmę się sprawą. Odchylam zasłonkę. Tak to znowu on.
-Ej nie bójcie się to tylko jakiś żul
Paweł jak na przekór strasznie się zdenerwował i łamiącym się głosem powiedział- Ale... ale ja... mieszkam na 7 piętrze.
* * * * * * * * * *
Wstałem, jest godzina 7:06, piątek. Ubrać się, umyć zęby i do szkoły. Pierwsze 6 lekcji szybko minęło. Nadszedł czas na znienawidzoną fizykę. Usiadłem z Pawłem, zawsze z nim siedzę w ostatniej ławce. Zapowiadała kartkówkę, więc piszemy. 5 pytań... mam 15 minut, już 14. Na jedną odpowiedź mam... mniej niż 3 minuty. Piszę w tempie... Moje rozmyślenia przerwała nauczycielka. "ODDAJEMY KARTECZKI" to jeden z najgorszych zwrotów, które standardowy nauczyciel może wypowiedzieć. Oczywiście najgorsze jest "WYCIĄGAMY KARTECZKI" . No fajnie będzie i pała do kolekcji. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że to ostatnia lekcja w piątek.
* * * * * * * * * *
Z Pawłem znamy się od przedszkola. Tak już ponad 10 lat. Zawsze dobrze się dogadywaliśmy. Nie mieszkamy daleko od siebie, może ze 100 metrów. Paweł mieszka w wysokim wieżowcu. Dzisiaj ma urodziny i urządza taką małą imprezę. Zaprosił mnie i kilku kolegów na całonocne "granie w gry" i obżeranie się niezdrowym żarciem. Ok, idzie nas 5 i musimy mu coś kupić. Doładowanie do LOLa odpada. Zbyt oklepany prezent. Kupmy mu FIFE 13. Tak, na pewno mu się spodoba. Od razu ze sklepu poszliśmy do Pawła. Kulturalnie wbiegamy do budynku i 47 razy stukamy w przycisk. Wtedy winda szybciej przyjedzie. Wgramoliliśmy się do środka i pojechaliśmy. Wychodząc z kabiny oczywiście nacisnęliśmy wszystkie guziki. Przywitaliśmy się, złożyliśmy życzenia i zaczynamy grę. Po kilku godzinach spędzonych przy konsoli zaczęliśmy się nudzić. Jeden nawet zasnął. Nie wiem, czy z nudów, czy ze zmęczenia. Żeby go postawić na nogi poszliśmy po kilka napojów energetycznych. Na szczęście żabka była jeszcze otwarta. Wracamy tak przez pół miasta i mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Nieważne... Tym razem wbiegamy po schodach i włączamy mecz. Jest 79 minuta, remisujemy 1:1. Nagle ktoś puka w okno. Zadeklarowałem, że zajmę się sprawą. Odchylam zasłonkę. Tak to znowu on.
-Ej nie bójcie się to tylko jakiś żul
Paweł jak na przekór strasznie się zdenerwował i łamiącym się głosem powiedział- Ale... ale ja... mieszkam na 7 piętrze.
czwartek, 24 stycznia 2013
Doll
Dobra, żebyście zrozumieli moją opowieść muszę zacząć od początku.
Jakiś czas temu razem z moimi przyjaciółmi założyłam forum o tematyce paranormalnej. Żeby zdobyć większą liczbę użytkowników zaczęliśmy szukać inne strony o takiej tematyce i reklamowaliśmy się tak. Tak, wkurzający spam, ale nie o to chodzi w tej historii. Swoją drogą po tych przeżyciach skasowaliśmy forum, bo żadne z nas nie miało siły go administrować.. Zaczęliśmy od blogów, bo stwierdziliśmy, że je będzie najłatwiej znaleźć. Zaczęliśmy od kilku typowych z strasznymi opowieściami (lub raczej parodiami strasznych opowieści). Potem trafialiśmy na blogi o coraz odmiennej tematyce i zamiast reklamować swoje forum czytaliśmy notki. Fakt, z niektórych można było się nieźle pośmiać. Chcę zaznaczyć, że należymy do prawdziwych fanów wszelkich horrorów, często spotykamy się na wspólnym oglądaniu filmów, a nawet czytaniu książek. W końcu trafiliśmy na jakiś blog . Który chyba miał być pamiętnikiem. Nie podam wam adresu. Po pierwsze – blog i tak już został skasowany, po drugie – to dla Waszego dobra. Uwierzcie mi.
Blog prowadził facet o imieniu Kamil. Miał dziewczynę Ankę, i jak wywnioskowaliśmy z postów, nie układało im się. Oboje mieli po piętnaście lat. Chłopak sprawiał wrażenie typowego debila. Cały blog był przeładowany wszelakimi kolorami i zrywającymi oczy gifami czy innym gównem. Ale jednak z zainteresowaniem czytaliśmy jego notki. Tak, śmialiśmy się przy nich. Taki mamy już charakter…
- Okay, dawaj dalej, bo nie wytrzymam – powiedział mój przyjaciel, nazwijmy go J (był jeszcze D i M) i już miałam szukać dalej, gdy moją uwagę przykuła notka o tytule „Doll”
Przyznaję się, chociaż miałaby być to największa głupota nie mogłam się powstrzymać i jej nie przeczytać. Mam pewien sentyment do lalek. Szczerze mówiąc trochę się ich boję – wydają mi się zbyt ludzkie, ale mniejsza.
Na szczęście potem zapisaliśmy wszystkie jego notki, więc mogę po prostu ją Wam wkleić. Jest bodajże z wrześnie.
Rano znalazłem jakiś filmik na youtubie. Całkowita durnota ;p No miał właśnie taki tytuł Doll. Na początku był czarny ekran a potem jakaś lalka zaczel mówić, coś w stylu pobaw się ze mna i tak dalej. Doogladałem do końca i wyłączyłęm – debilizm ;PTen filmik był nieźle zeschizmowany, ale spoko. Z Anką dalej zle, nie chce mi się życ ;C
- Ale dać linku to już nie łaska – prychnęłam. Jednak ten filmik zainteresował nas tak bardzo, że spróbowaliśmy sami go znaleźć na yt. Bez powodzenia, nic.
- Poczekamy parę dni, może coś znowu napisze i da linka – zaproponował D.
Zgodziliśmy się i rozeszliśmy się do domów. Przyznaję się – przez ten filmik nie mogłam zasnąć. Tak strasznie interesowało mnie, co to było, że myślałam o tym całą noc. Jedyne do czego doszłam, to, że musiał to być jakiś film wpływający na psychikę. Mnóstwo tego gówna w Internecie – niby oglądasz zwykły film, a potem boisz się iść wykąpać, bo woda jest jakaś dziwna. Pewnie każdy zna jakiś taki film. Albo grafik. Wystarczy wiedzieć, co wywołuje niepokój, potem boisz się własnego psa ( o którą grafiką teraz mi chodzi, powinniście wiedzieć).
Następnego dnia zaraz rano włączyłam komputer i sprawdziłam bloga. Nic. Spakowałam się i poszłam do szkoły. Na przerwach rozmawialiśmy trochę z J, D i M o „Doll”, ale pod koniec lekcji zapomniałam o nim całkiem.
Po powrocie ze szkoły sprawdziłam jeszcze raz bloga. Była nowa notka. Zadzwoniłam do przyjaciół i szybko spotkaliśmy się u mnie. Już w szkole postanowiliśmy, że nie będziemy czytać tego bloga sami. Notka zawiera kolejne informacje na temat Anki, a na końcu taki zapis (dopiero teraz wiemy, jaki był on ważny)
Moja siora kupiła jakiegoś śmiecia na allegro. Chyba chciała lalkę, ale przyszła coś takiego: [link]Zawsze wiedziałem że niezla z niej frajerka ;p
Link został już usunięty, ale spróbuję opisać zdjęcie. Była to lalka, bobas, której brakowało jednej ręki i oczu. W paru miejscach ktoś poplamił ją czymś – obstawialiśmy na farbę, czarną i rdzawoczerwoną. Skóra była obtarta i wypłowiała, a szmaciany tułów lalki rozdarty w kilku miejscach.
Od razu zapytaliśmy w komentarzach, czy lalka przyszła pocztą, przyniósł ją listonosz, czy on w ogóle go widział, ale Kamil odpowiedział tylko
Paczka leżała pod drzwiami.
To zainteresowało nas, wciągnęło tak mocno, że nie mogliśmy zostawić tej sytuacji ot tak. Z niecierpliwością czekaliśmy na kolejną notę, ale autor jakby zapadł się pod ziemię – nie pisał, nawet nie odpowiadał na komentarze. Nic. W końcu po dwóch tygodniach napisał coś, ale wiadomość była strasznie krótka.
Moja siostra nie kupowała żadnej lalki
Tak, to nas przeraziło.
Pewnie wy też pomału domyślacie się prawdy, jaką my poznaliśmy dopiero kilka tygodni później. Kolejna wiadomość był równie krótka co poprzednia.
Ona mnie widzi. Patrzy się na mnie. Zabierzcie ją.
Zadrżeliśmy. Być może facet robił sobie z nas jaja, ale cholera, po co? Na blog wchodziło maksymalnie kilka osób dziennie, a po ostatniej notce wchodziliśmy tylko my. W końcu licznik odwiedzin zatrzymał się całkiem. Po co robić żart, jeśli nabiorą się tylko cztery osoby?
Mówi. Czy mogę się z nią pobawić? Powiedzcie, czy mogę?
Jego styl pisania zmienił się diametralnie, jak sami widzicie. Po tej notce zmienił się również szablon blog – z rażących w oczu żółci i czerwieni, na… Czerń. Po prostu. Litery były jasnozielone, ale wszystko inne czarne. Żadnych zdjęć, linków, tylko te upiorno zielone litery, które zaczęły wżerać nam się w mózg. I krótkie wiadomości, jakby skierowane tylko do nas. Jakby to nie był już blog dostępny dla wszystkich, ale… Chat? I chociaż my nie pisaliśmy nic, zdawaliśmy sobie sprawę, że autor wie o nas. Tylko czy wiedział jak bardzo się baliśmy? Blog stał się tematem tabu, baliśmy się o nim rozmawiać, ale i tak zawsze czytaliśmy każdą notkę.
W końcu doczekaliśmy się.
POBAWCIE SIĘ ZE MNĄ
ZNAM WAS WSZYSTKICH
TYLKO POPROŚCIE.
- Za dużo! – krzyknął M i wyłączył przeglądarkę.
Tak, tego było za dużo. Pamiętam, że nie mogłam spać po nocach. Naprawdę boję się lalek. Zaczęłam nawet przypuszczać, że ten facet to któryś z moich znajomych który chce nas wkręcić, znając nasze strachy… Ale cholera, nawet z moimi przyjaciółmi nie rozmawiałam o moich fobiach…
Tydzień temu przeczytaliśmy ostatnią notkę. Jest krótka. Jak wszystkie.
jrgnijseijpfnJKN?
Fn?
TAK
dkTHgvtiuhBIU
G
[link]
Kliknęłam w link podany w notce. Otworzył się yt. Spodziewaliśmy się tego. Tytuł filmu „Doll”. Czarny ekran. Nagle pojawia się lalka. Taka sama, jaką dostał Kamil.
- Wyłącz to – syknął J, ale ja nie posłuchałam. Drżał, a ja nie potrafiłam się przemóc. Cholera, tylko patrzyłam się w te jej oczy. Puste cholerne oczodoły!
- Poba… - szepcze lalka, głosem dziecka, ale J resetuje komputer.
- Wyłącz, mówiłem – powtórzył J.
Nie podam wam linku. Dla waszego dobra Nie podam wam żadnych informacji. Nie szukajcie tego filmu NIGDY.
Wtedy z nami był jeszcze jeden znajomy. To ważne. Wytłumaczyliśmy mu tylko trochę, o co chodzi z Doll, wiec nie zrozumiał naszej reakcji. Śmiał się nawet z nas, pewny, że żartujemy sobie z niego.
Rozeszliśmy się, a ja spróbowałam jeszcze raz wejść na bloga. Taki blog nie istnieje. Został skasowany.
Rano dostałam telefon.
- Pooglądałem ten filmik – zawołał wesoły znajomy
- Co?
- Jest dziwny, ale nic więcej.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Pamiętam tylko, że miałam drgawki ze strachu.
Przez kilka dni nic się nie działo, prawie zapomnieliśmy o Doll. Przyjęliśmy, że ten facet po prostu nas wkręcił. Ale dlaczego tylko nas? Dlaczego skasował blog? Po co tyle zachodu, dla kilku wystraszonych nastolatków?
Tylko że znajomy dwa dni temu znalazł pod drzwiami przegniła paczkę.
Zakopaliśmy ją w lesie. Nie obchodzi nas, co w niej było. To był chyba grudzień, napadało dużo śniegu.
Boże, błagam, jeśli śnieg się roztopi niech nie wymyje tego pudełka…
Jakiś czas temu razem z moimi przyjaciółmi założyłam forum o tematyce paranormalnej. Żeby zdobyć większą liczbę użytkowników zaczęliśmy szukać inne strony o takiej tematyce i reklamowaliśmy się tak. Tak, wkurzający spam, ale nie o to chodzi w tej historii. Swoją drogą po tych przeżyciach skasowaliśmy forum, bo żadne z nas nie miało siły go administrować.. Zaczęliśmy od blogów, bo stwierdziliśmy, że je będzie najłatwiej znaleźć. Zaczęliśmy od kilku typowych z strasznymi opowieściami (lub raczej parodiami strasznych opowieści). Potem trafialiśmy na blogi o coraz odmiennej tematyce i zamiast reklamować swoje forum czytaliśmy notki. Fakt, z niektórych można było się nieźle pośmiać. Chcę zaznaczyć, że należymy do prawdziwych fanów wszelkich horrorów, często spotykamy się na wspólnym oglądaniu filmów, a nawet czytaniu książek. W końcu trafiliśmy na jakiś blog . Który chyba miał być pamiętnikiem. Nie podam wam adresu. Po pierwsze – blog i tak już został skasowany, po drugie – to dla Waszego dobra. Uwierzcie mi.
Blog prowadził facet o imieniu Kamil. Miał dziewczynę Ankę, i jak wywnioskowaliśmy z postów, nie układało im się. Oboje mieli po piętnaście lat. Chłopak sprawiał wrażenie typowego debila. Cały blog był przeładowany wszelakimi kolorami i zrywającymi oczy gifami czy innym gównem. Ale jednak z zainteresowaniem czytaliśmy jego notki. Tak, śmialiśmy się przy nich. Taki mamy już charakter…
- Okay, dawaj dalej, bo nie wytrzymam – powiedział mój przyjaciel, nazwijmy go J (był jeszcze D i M) i już miałam szukać dalej, gdy moją uwagę przykuła notka o tytule „Doll”
Przyznaję się, chociaż miałaby być to największa głupota nie mogłam się powstrzymać i jej nie przeczytać. Mam pewien sentyment do lalek. Szczerze mówiąc trochę się ich boję – wydają mi się zbyt ludzkie, ale mniejsza.
Na szczęście potem zapisaliśmy wszystkie jego notki, więc mogę po prostu ją Wam wkleić. Jest bodajże z wrześnie.
Rano znalazłem jakiś filmik na youtubie. Całkowita durnota ;p No miał właśnie taki tytuł Doll. Na początku był czarny ekran a potem jakaś lalka zaczel mówić, coś w stylu pobaw się ze mna i tak dalej. Doogladałem do końca i wyłączyłęm – debilizm ;PTen filmik był nieźle zeschizmowany, ale spoko. Z Anką dalej zle, nie chce mi się życ ;C
- Ale dać linku to już nie łaska – prychnęłam. Jednak ten filmik zainteresował nas tak bardzo, że spróbowaliśmy sami go znaleźć na yt. Bez powodzenia, nic.
- Poczekamy parę dni, może coś znowu napisze i da linka – zaproponował D.
Zgodziliśmy się i rozeszliśmy się do domów. Przyznaję się – przez ten filmik nie mogłam zasnąć. Tak strasznie interesowało mnie, co to było, że myślałam o tym całą noc. Jedyne do czego doszłam, to, że musiał to być jakiś film wpływający na psychikę. Mnóstwo tego gówna w Internecie – niby oglądasz zwykły film, a potem boisz się iść wykąpać, bo woda jest jakaś dziwna. Pewnie każdy zna jakiś taki film. Albo grafik. Wystarczy wiedzieć, co wywołuje niepokój, potem boisz się własnego psa ( o którą grafiką teraz mi chodzi, powinniście wiedzieć).
Następnego dnia zaraz rano włączyłam komputer i sprawdziłam bloga. Nic. Spakowałam się i poszłam do szkoły. Na przerwach rozmawialiśmy trochę z J, D i M o „Doll”, ale pod koniec lekcji zapomniałam o nim całkiem.
Po powrocie ze szkoły sprawdziłam jeszcze raz bloga. Była nowa notka. Zadzwoniłam do przyjaciół i szybko spotkaliśmy się u mnie. Już w szkole postanowiliśmy, że nie będziemy czytać tego bloga sami. Notka zawiera kolejne informacje na temat Anki, a na końcu taki zapis (dopiero teraz wiemy, jaki był on ważny)
Moja siora kupiła jakiegoś śmiecia na allegro. Chyba chciała lalkę, ale przyszła coś takiego: [link]Zawsze wiedziałem że niezla z niej frajerka ;p
Link został już usunięty, ale spróbuję opisać zdjęcie. Była to lalka, bobas, której brakowało jednej ręki i oczu. W paru miejscach ktoś poplamił ją czymś – obstawialiśmy na farbę, czarną i rdzawoczerwoną. Skóra była obtarta i wypłowiała, a szmaciany tułów lalki rozdarty w kilku miejscach.
Od razu zapytaliśmy w komentarzach, czy lalka przyszła pocztą, przyniósł ją listonosz, czy on w ogóle go widział, ale Kamil odpowiedział tylko
Paczka leżała pod drzwiami.
To zainteresowało nas, wciągnęło tak mocno, że nie mogliśmy zostawić tej sytuacji ot tak. Z niecierpliwością czekaliśmy na kolejną notę, ale autor jakby zapadł się pod ziemię – nie pisał, nawet nie odpowiadał na komentarze. Nic. W końcu po dwóch tygodniach napisał coś, ale wiadomość była strasznie krótka.
Moja siostra nie kupowała żadnej lalki
Tak, to nas przeraziło.
Pewnie wy też pomału domyślacie się prawdy, jaką my poznaliśmy dopiero kilka tygodni później. Kolejna wiadomość był równie krótka co poprzednia.
Ona mnie widzi. Patrzy się na mnie. Zabierzcie ją.
Zadrżeliśmy. Być może facet robił sobie z nas jaja, ale cholera, po co? Na blog wchodziło maksymalnie kilka osób dziennie, a po ostatniej notce wchodziliśmy tylko my. W końcu licznik odwiedzin zatrzymał się całkiem. Po co robić żart, jeśli nabiorą się tylko cztery osoby?
Mówi. Czy mogę się z nią pobawić? Powiedzcie, czy mogę?
Jego styl pisania zmienił się diametralnie, jak sami widzicie. Po tej notce zmienił się również szablon blog – z rażących w oczu żółci i czerwieni, na… Czerń. Po prostu. Litery były jasnozielone, ale wszystko inne czarne. Żadnych zdjęć, linków, tylko te upiorno zielone litery, które zaczęły wżerać nam się w mózg. I krótkie wiadomości, jakby skierowane tylko do nas. Jakby to nie był już blog dostępny dla wszystkich, ale… Chat? I chociaż my nie pisaliśmy nic, zdawaliśmy sobie sprawę, że autor wie o nas. Tylko czy wiedział jak bardzo się baliśmy? Blog stał się tematem tabu, baliśmy się o nim rozmawiać, ale i tak zawsze czytaliśmy każdą notkę.
W końcu doczekaliśmy się.
POBAWCIE SIĘ ZE MNĄ
ZNAM WAS WSZYSTKICH
TYLKO POPROŚCIE.
- Za dużo! – krzyknął M i wyłączył przeglądarkę.
Tak, tego było za dużo. Pamiętam, że nie mogłam spać po nocach. Naprawdę boję się lalek. Zaczęłam nawet przypuszczać, że ten facet to któryś z moich znajomych który chce nas wkręcić, znając nasze strachy… Ale cholera, nawet z moimi przyjaciółmi nie rozmawiałam o moich fobiach…
Tydzień temu przeczytaliśmy ostatnią notkę. Jest krótka. Jak wszystkie.
jrgnijseijpfnJKN?
Fn?
TAK
dkTHgvtiuhBIU
G
[link]
Kliknęłam w link podany w notce. Otworzył się yt. Spodziewaliśmy się tego. Tytuł filmu „Doll”. Czarny ekran. Nagle pojawia się lalka. Taka sama, jaką dostał Kamil.
- Wyłącz to – syknął J, ale ja nie posłuchałam. Drżał, a ja nie potrafiłam się przemóc. Cholera, tylko patrzyłam się w te jej oczy. Puste cholerne oczodoły!
- Poba… - szepcze lalka, głosem dziecka, ale J resetuje komputer.
- Wyłącz, mówiłem – powtórzył J.
Nie podam wam linku. Dla waszego dobra Nie podam wam żadnych informacji. Nie szukajcie tego filmu NIGDY.
Wtedy z nami był jeszcze jeden znajomy. To ważne. Wytłumaczyliśmy mu tylko trochę, o co chodzi z Doll, wiec nie zrozumiał naszej reakcji. Śmiał się nawet z nas, pewny, że żartujemy sobie z niego.
Rozeszliśmy się, a ja spróbowałam jeszcze raz wejść na bloga. Taki blog nie istnieje. Został skasowany.
Rano dostałam telefon.
- Pooglądałem ten filmik – zawołał wesoły znajomy
- Co?
- Jest dziwny, ale nic więcej.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Pamiętam tylko, że miałam drgawki ze strachu.
Przez kilka dni nic się nie działo, prawie zapomnieliśmy o Doll. Przyjęliśmy, że ten facet po prostu nas wkręcił. Ale dlaczego tylko nas? Dlaczego skasował blog? Po co tyle zachodu, dla kilku wystraszonych nastolatków?
Tylko że znajomy dwa dni temu znalazł pod drzwiami przegniła paczkę.
Zakopaliśmy ją w lesie. Nie obchodzi nas, co w niej było. To był chyba grudzień, napadało dużo śniegu.
Boże, błagam, jeśli śnieg się roztopi niech nie wymyje tego pudełka…
Deszczowa noc
Witam
Przeczytajcie historię o Dawidzie Puszczał i jego rodzinie. Zanim jednak zaczniemy opowieść poznajcie rodzinę naszego bohatera:
-Barbara Puszczał - matka Dawida i jego rodzeństwa. Pięćdziesięciotrzyletnia kobieta
-Artur Puszczał- pierwszy mąż Barbary. Zginął 11 września 2001 roku. Leciał jednym z samolotów które uderzyly w World Trade Center
-Jerzy Puszczał - drugi mąż Barbary. Ojczym jej dzieci. Lat 33
-Dawid Puszczał - pierworodny. Od 15 roku życia sparaliżowany. Jedyne czym może ruszać to oczy.
Trenował taekwondo, następnie chciał je wykorzystać broniąc swej dziewczyny przed bandą dresów. Uszkodzony mózg w efekcie czego, powstały blokady w mózgu, którego uniemożliwiają mu jakikolwiek ruchy.Dwa lata paraliżu sprawiły że w jego oczach widać tylko smutek, desperacje i nienawiść.
-Joanna i Sylwia Puszczał -bliźniaczki. Przyszły materiał na moherowe berety. Tęsknią za ojcem Codziennie modlą się o jego powrót do domu. Szesnastolatki
-Kamil Puszczał - najmłodszy z rodziny. Trenował wrestling dopóki nie złamał sobie ręki w siedmiu miejscach. Wiek: 14 lat
Historia ta zaczyna się w ciepłą, sierpniową noc. A konkretniej o godzinie 21 gdy obie bliźniaczki klękały u siebie w pokoju i odmawiały różaniec, błagając o powrót ojca do domu. Robiły tak codziennie. I nic nie zapowiadało że w tamtą noc będzie inaczej.Ale jednak było. Dziewczyny po odmówieniu różańca odmówiły go po raz drugi, trzeci, czwarty, piąty, dziesiąty, dwudziestu, czterdziesty.
Wpadły w trans. Dopiero gdy nastał świt zemdlały z wyczerpania.
Następnego dnia Dawid siedział w pokoju głównym, oglądając telewizje. Zbliżała się 23. Chłopak nie mógł się doczekać 23. Rodzina zwykle o nim zapominała. Zapominała że trzeba go umyć, nakarmić, przewinąć, przebrać, położyć do spania. Był dla nich ciężarem. Wiedział że dopiero o 23:45 przypomną sobie o jego istnieniu. Miał czas. Od 23 na kanale na którym oglądał program leciało porno. Dawid oczekiwał na to z cierpliwością. Nie tylko jego oczy mogły się ruszać. Nie tylko.
Zaczęła się burza. Dawid siedział przed telewizorem. Błysnęło.
Za telewizorem znajdowało się okno. W chwili błysku chłopak zauważył postać. Wysoką, szeroką i z irokezem na głowie. Następny błysk i postać była bliżej. Chłopak zaczynał się bać. Kolejny błysk. Widział już zęby wyszczerzone w uśmiechu obcego i jego ubiór. Zwykły garnitur
Błysk. Widział jego oczy, jego twarz. W szoku zauważył że to jego ojciec.
Błysk. Nikogo nie było za oknem.
Kukułka zakukała dwanaście razy. Była już północ. Dawid uznał że to był tylko sen. Że przysnął.
Znowu o nim zapomnieli. Jedna łza spłynęła po policzku chłopca.
***
- Halo policja?
-Tak słucham pana
-Tutaj Jerzy Puchacz zamieszkały w domu nr 15 w Pisczelowicach. Pragnę zgłosić że jakiś mężczyzna od dwóch miesięcy krąży w nocy koło naszego domu. Proszę, przyjechać go zabrać
-Dobrze. Już wysyłamy patrol
***
-Słucham?
-Dobry wieczór. Tutaj komenda powiatowa Policji w Grzebce. Mam na imię sierżant Grzegorz Roślik. Chciałbym się spytać czy dotarł do państwa patrol który wysłałiśmy
-Nie. Czekamy od trzech godzin a co z nim?
-Właśnie mamy awarie w systemie. Policjanci nie odpowiadają na wezwanie a GPS wskazuje że auto znajduje się na środku Oceanu Atlantyckiego. No cóż przepraszam za niedogodności i dziękuje za czas. Dobranoc
***
Ta sama noc:
3:15
Dawid znów został zapomniany. Siedział przed telewizorem i oglądał powtórki seriali. Nie zmienili mu kanału. Nie mógł zasnąć. Zostało mu tylko to.
Usłyszał huk w drzwi. Jakby coś mocno w nie uderzyło. I następny. Słuchał jak coś wali w jego drzwi. Po piętnastu minutach przestało.
Chłopak zasnął, nieświadomy że podczas łupania jego ojciec wciąż mu się przyglądał.
***
-Baśka zobacz co ten jebany sierściuch znowu zrobił! No kurwa mać przesadził! Zabije gnoja! Urwę mu łeb!
-Jerzy daj spokój to tylko zwierzę! Nie wie co robi!
-Kurwa, no spójrz na ten ganek! Wszędzie flaki i wypatroszone myszy! Szczury! Jeże! Ptaki! Ja pierdole to jakiś psychol czy co?
-Artur uspokój się! Greborz do nogi! Greborz!
-I jeszcze to imię...kojarzy mi się z grabarzem...
***
Komisarz Marek Atoniesz spojrzał na dom w Piszczelowicach. Dom rodziny Puszczalskich. Duży, wiejski domek. Ładnie przystrzyżony trawnik. Ściany pomalowane na biało. W ogródku stał grill i hamak.
To był październik. Wyjątkowo pogodny i słoneczny poranek. Nie za zimno, nie za ciepło. Prawdopodobnie ostatni taki w roku. Żyć nie umierać.
Sielski nastrój psuły trzy radiowozy policyjne i karetka pogotowia. Oraz siedmiu rzygających jak koty policjantów.
***
Noc wcześniej
Dawid leżał w swoim łóżku i czekał. Czekał na nic. Rozmyślał nad swoją marną egzystencją, nad tym jak bardzo jego życie jest do dupy, jakim idiotą był chcąc zostać bohaterem. Chciał umrzeć. Ale nie mógł. Nie miał jak.
Poczuł na sobie czyjeś ręce. Czuł jak przerzucają go przed bark. Jak wisząc na jednym barku schodzili po schodach. Nic nie mógł zrobić. Było mu wszystko jedno. Nieznajomy zaprowadził go na korytarz i posadził na krześle koło drzwi wyjściowych. Powiedział:
-A teraz synciu poobserwujesz sobie przedstawienie
Następne zapalił światło. To był jego ojciec.
Dawid siedział i obserwował co wyczynia jego ojciec. A on poszedł na górę, i zniósł jego siostry na dół. Obie słodko spały. Położył je u nóg chłopaka. Następnie poszedł po Kamila, matkę oraz ojczyma.
Artur nachylił się do syna: "Wiesz o tym że tylko ty jesteś moim dzieckiem? Moja żonka lubiła przyprawiać mi rogi. Tylko ty jesteś moim dzieckiem. Moim dziedzictwem. Pozostałością po mnie. I spójrz. Całkowity paraliż. Nieładnie synek, nieładnie" wyszeptał, Dawid poczuł ostry zapach octu, siarki i moczu.
Ale poczuł! Smród był tak ogromny że przebił wszystkie blokady w mózgu dotyczące zapachu!
Chłopak zaczął odczuwać zapach. I o mały włos nie puścił pawia. Jego ojciec najzwyczajniej na świecie śmierdział
Dawid zaczął powoli żałować że jego węch działa.
W tym samym czasie jego ojciec wiązał i kneblował jego rodzinę. Chłopak był zdziwiony że nie obudzili się gdy ich niósł i kładł na ziemię.
Gdy związał ich Artur podszedł do swojej byłej żony i ją mocno kopnął ją w żebra. Kobieta obudziła się. Spojrzała prosto w twarz swojego nieżyjącego męża i załkała. Mężczyzna niewiele dał jej czasu. Wyciągnął nóż i szybko poderżnął jej gardło. Szybko podbiegł do Dawida i za niego wyciągnął wiadro. Powiedział: "Sorry synek, zapomniało mi się"
Szybko przytkał je do rany na szyi, tym samym sprawiając że cała krew wypompowywana jest do wiadra. Następnie złapał swoją żonę za kostki i podniósł ją do góry. Czekał aż cała krew spłynie do wiadra. Chłopak patrzył na to przerażony. I powiększając swoje własne przerażenie zafascynowany i zaciekawiony. W końcu gdy ostatnie kropelka krwi się wytoczyła z jej żył, mężczyzna podszedł do chłopaka z żoną na rękach i wyszedł na dwór. Dawid usłyszał odgłos miksowania. Poczuł mrowienie z kręgosłupie. Jego prawa ręka zaczęła dygotać z strachu.
Jego ojciec wrócił po godzinie. Z głową matki i baniakiem mięsa wyglądającego jak mielone.
Chłopak zwymiotował. Krztusząc się, kaszląc i wymiotując obserwował jak jego ojciec macza pędzel we baniaku i wiadrze po czym maluje tym ścianę.
Gdy w końcu skończyła mu się "farba" zrobił to samo z resztą jego rodziny. Cały korytarz był na czerwono. Dawid nie mógł się ruszać. Czuł swoje ciało, ale strach go obezwładniał.
Jego ojciec podszedł do niego, pogłaskał po policzku i powiedział: "Milutko było dostać przepustkę z piekła na trzy miesiące. Pa synek"
Przeczytajcie historię o Dawidzie Puszczał i jego rodzinie. Zanim jednak zaczniemy opowieść poznajcie rodzinę naszego bohatera:
-Barbara Puszczał - matka Dawida i jego rodzeństwa. Pięćdziesięciotrzyletnia kobieta
-Artur Puszczał- pierwszy mąż Barbary. Zginął 11 września 2001 roku. Leciał jednym z samolotów które uderzyly w World Trade Center
-Jerzy Puszczał - drugi mąż Barbary. Ojczym jej dzieci. Lat 33
-Dawid Puszczał - pierworodny. Od 15 roku życia sparaliżowany. Jedyne czym może ruszać to oczy.
Trenował taekwondo, następnie chciał je wykorzystać broniąc swej dziewczyny przed bandą dresów. Uszkodzony mózg w efekcie czego, powstały blokady w mózgu, którego uniemożliwiają mu jakikolwiek ruchy.Dwa lata paraliżu sprawiły że w jego oczach widać tylko smutek, desperacje i nienawiść.
-Joanna i Sylwia Puszczał -bliźniaczki. Przyszły materiał na moherowe berety. Tęsknią za ojcem Codziennie modlą się o jego powrót do domu. Szesnastolatki
-Kamil Puszczał - najmłodszy z rodziny. Trenował wrestling dopóki nie złamał sobie ręki w siedmiu miejscach. Wiek: 14 lat
Historia ta zaczyna się w ciepłą, sierpniową noc. A konkretniej o godzinie 21 gdy obie bliźniaczki klękały u siebie w pokoju i odmawiały różaniec, błagając o powrót ojca do domu. Robiły tak codziennie. I nic nie zapowiadało że w tamtą noc będzie inaczej.Ale jednak było. Dziewczyny po odmówieniu różańca odmówiły go po raz drugi, trzeci, czwarty, piąty, dziesiąty, dwudziestu, czterdziesty.
Wpadły w trans. Dopiero gdy nastał świt zemdlały z wyczerpania.
Następnego dnia Dawid siedział w pokoju głównym, oglądając telewizje. Zbliżała się 23. Chłopak nie mógł się doczekać 23. Rodzina zwykle o nim zapominała. Zapominała że trzeba go umyć, nakarmić, przewinąć, przebrać, położyć do spania. Był dla nich ciężarem. Wiedział że dopiero o 23:45 przypomną sobie o jego istnieniu. Miał czas. Od 23 na kanale na którym oglądał program leciało porno. Dawid oczekiwał na to z cierpliwością. Nie tylko jego oczy mogły się ruszać. Nie tylko.
Zaczęła się burza. Dawid siedział przed telewizorem. Błysnęło.
Za telewizorem znajdowało się okno. W chwili błysku chłopak zauważył postać. Wysoką, szeroką i z irokezem na głowie. Następny błysk i postać była bliżej. Chłopak zaczynał się bać. Kolejny błysk. Widział już zęby wyszczerzone w uśmiechu obcego i jego ubiór. Zwykły garnitur
Błysk. Widział jego oczy, jego twarz. W szoku zauważył że to jego ojciec.
Błysk. Nikogo nie było za oknem.
Kukułka zakukała dwanaście razy. Była już północ. Dawid uznał że to był tylko sen. Że przysnął.
Znowu o nim zapomnieli. Jedna łza spłynęła po policzku chłopca.
***
- Halo policja?
-Tak słucham pana
-Tutaj Jerzy Puchacz zamieszkały w domu nr 15 w Pisczelowicach. Pragnę zgłosić że jakiś mężczyzna od dwóch miesięcy krąży w nocy koło naszego domu. Proszę, przyjechać go zabrać
-Dobrze. Już wysyłamy patrol
***
-Słucham?
-Dobry wieczór. Tutaj komenda powiatowa Policji w Grzebce. Mam na imię sierżant Grzegorz Roślik. Chciałbym się spytać czy dotarł do państwa patrol który wysłałiśmy
-Nie. Czekamy od trzech godzin a co z nim?
-Właśnie mamy awarie w systemie. Policjanci nie odpowiadają na wezwanie a GPS wskazuje że auto znajduje się na środku Oceanu Atlantyckiego. No cóż przepraszam za niedogodności i dziękuje za czas. Dobranoc
***
Ta sama noc:
3:15
Dawid znów został zapomniany. Siedział przed telewizorem i oglądał powtórki seriali. Nie zmienili mu kanału. Nie mógł zasnąć. Zostało mu tylko to.
Usłyszał huk w drzwi. Jakby coś mocno w nie uderzyło. I następny. Słuchał jak coś wali w jego drzwi. Po piętnastu minutach przestało.
Chłopak zasnął, nieświadomy że podczas łupania jego ojciec wciąż mu się przyglądał.
***
-Baśka zobacz co ten jebany sierściuch znowu zrobił! No kurwa mać przesadził! Zabije gnoja! Urwę mu łeb!
-Jerzy daj spokój to tylko zwierzę! Nie wie co robi!
-Kurwa, no spójrz na ten ganek! Wszędzie flaki i wypatroszone myszy! Szczury! Jeże! Ptaki! Ja pierdole to jakiś psychol czy co?
-Artur uspokój się! Greborz do nogi! Greborz!
-I jeszcze to imię...kojarzy mi się z grabarzem...
***
Komisarz Marek Atoniesz spojrzał na dom w Piszczelowicach. Dom rodziny Puszczalskich. Duży, wiejski domek. Ładnie przystrzyżony trawnik. Ściany pomalowane na biało. W ogródku stał grill i hamak.
To był październik. Wyjątkowo pogodny i słoneczny poranek. Nie za zimno, nie za ciepło. Prawdopodobnie ostatni taki w roku. Żyć nie umierać.
Sielski nastrój psuły trzy radiowozy policyjne i karetka pogotowia. Oraz siedmiu rzygających jak koty policjantów.
***
Noc wcześniej
Dawid leżał w swoim łóżku i czekał. Czekał na nic. Rozmyślał nad swoją marną egzystencją, nad tym jak bardzo jego życie jest do dupy, jakim idiotą był chcąc zostać bohaterem. Chciał umrzeć. Ale nie mógł. Nie miał jak.
Poczuł na sobie czyjeś ręce. Czuł jak przerzucają go przed bark. Jak wisząc na jednym barku schodzili po schodach. Nic nie mógł zrobić. Było mu wszystko jedno. Nieznajomy zaprowadził go na korytarz i posadził na krześle koło drzwi wyjściowych. Powiedział:
-A teraz synciu poobserwujesz sobie przedstawienie
Następne zapalił światło. To był jego ojciec.
Dawid siedział i obserwował co wyczynia jego ojciec. A on poszedł na górę, i zniósł jego siostry na dół. Obie słodko spały. Położył je u nóg chłopaka. Następnie poszedł po Kamila, matkę oraz ojczyma.
Artur nachylił się do syna: "Wiesz o tym że tylko ty jesteś moim dzieckiem? Moja żonka lubiła przyprawiać mi rogi. Tylko ty jesteś moim dzieckiem. Moim dziedzictwem. Pozostałością po mnie. I spójrz. Całkowity paraliż. Nieładnie synek, nieładnie" wyszeptał, Dawid poczuł ostry zapach octu, siarki i moczu.
Ale poczuł! Smród był tak ogromny że przebił wszystkie blokady w mózgu dotyczące zapachu!
Chłopak zaczął odczuwać zapach. I o mały włos nie puścił pawia. Jego ojciec najzwyczajniej na świecie śmierdział
Dawid zaczął powoli żałować że jego węch działa.
W tym samym czasie jego ojciec wiązał i kneblował jego rodzinę. Chłopak był zdziwiony że nie obudzili się gdy ich niósł i kładł na ziemię.
Gdy związał ich Artur podszedł do swojej byłej żony i ją mocno kopnął ją w żebra. Kobieta obudziła się. Spojrzała prosto w twarz swojego nieżyjącego męża i załkała. Mężczyzna niewiele dał jej czasu. Wyciągnął nóż i szybko poderżnął jej gardło. Szybko podbiegł do Dawida i za niego wyciągnął wiadro. Powiedział: "Sorry synek, zapomniało mi się"
Szybko przytkał je do rany na szyi, tym samym sprawiając że cała krew wypompowywana jest do wiadra. Następnie złapał swoją żonę za kostki i podniósł ją do góry. Czekał aż cała krew spłynie do wiadra. Chłopak patrzył na to przerażony. I powiększając swoje własne przerażenie zafascynowany i zaciekawiony. W końcu gdy ostatnie kropelka krwi się wytoczyła z jej żył, mężczyzna podszedł do chłopaka z żoną na rękach i wyszedł na dwór. Dawid usłyszał odgłos miksowania. Poczuł mrowienie z kręgosłupie. Jego prawa ręka zaczęła dygotać z strachu.
Jego ojciec wrócił po godzinie. Z głową matki i baniakiem mięsa wyglądającego jak mielone.
Chłopak zwymiotował. Krztusząc się, kaszląc i wymiotując obserwował jak jego ojciec macza pędzel we baniaku i wiadrze po czym maluje tym ścianę.
Gdy w końcu skończyła mu się "farba" zrobił to samo z resztą jego rodziny. Cały korytarz był na czerwono. Dawid nie mógł się ruszać. Czuł swoje ciało, ale strach go obezwładniał.
Jego ojciec podszedł do niego, pogłaskał po policzku i powiedział: "Milutko było dostać przepustkę z piekła na trzy miesiące. Pa synek"
środa, 23 stycznia 2013
TO
- Zgaś to światło do cholery. – jęknęłam, zasłaniając twarz poduszką. Był środek nocy, a moja głupia siostra zapewne postanowiła sobie pożartować i mnie obudzić. Często tak robiła, byle tylko zrobić mi na złość. Ech, tak, uroki posiadania młodszego rodzeństwa. Przekręciłam się na drugi bok, plecami do ściany i otworzyłam oczy, jednocześnie zdejmując poduszkę z twarzy. Światło już się nie paliło, ale mój wzrok szybko przywykł do ciemności. Wpatrywałam się w materac naprzeciwko, Diany nie było. Nie zaniepokoiło mnie to jednak, pewnie wyszła do łazienki, czy coś, albo zaraz po zapaleniu i zgaszeniu światła udała się na dół, do kuchni. Często podjadała w nocy, przez co mama dość często na nią za to krzyczała. Ziewnęłam i nagle podskoczyłam ze strachu. Usłyszałam stukot, dochodzący z dołu. „Co Ty odpieprzasz?” – zganiłam samą siebie w myślach. Przecież dopiero co zastanawiałam się nad tym, że Diana na pewno zeszła na dół, więc to pewnie ona hałasowała. Uspokoiłam się i poczułam, że w pokoju robi się coraz chłodniej. Przykryłam się szczelniej kołdrą, i w tym samym czasie usłyszałam kroki dochodzące tuż zza drzwi. Spojrzałam w tamtą stronę. Coś we mnie podpowiadało mi, żę to na sto procent nie moja siostra. Kroki ustały tak niezapowiedzianie, jak się zaczęły. Drzwi zaś gwałtownie się otworzyły. Moim oczom ukazał się cień. Nie taki zwykły jednak, zdecydowanie ciemniejszy. Czarna, mroczna masa. TO wpatrywało się we mnie swoimi czerwonymi oczyma. Krzyknęłam ze strachu, poczułam ból w sercu. Atmosfera wyraźnie zgęstniała, chyba zemdlałam. […] Obudziłam się, zupełnie bez powodu. Odrzuciłam z siebie kołdrę i zadrżałam z zimna. Rozejrzałam się, okno było otwarte na oścież. Zmarszczyłam czoło. Diana miała różne dziwne pomysły, była zupełnie inna niż ja i czasami zastanawiałam się, czy aby na pewno jesteśmy rodziną. W każdym bądź razie otwarte szeroko okno to na pewno jej sprawka. W domu było przejmująco cicho. Nie słyszałam porannej szamotaniny rodziców, nie słyszałam młodszego braciszka bawiącego się z psem. No cóż, pewnie śpią. - Diana! Wstawaj! – krzyknęłam, jednocześnie wstając ze swojego materaca i zamykając okno. Czułam się jakoś dziwnie nieswojo, choć nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. W każdym bądź razie wiedziałam, że jak moja siostra wstanie, będzie mi raźniej. - Diana, do cholery. – byłam trochę podirytowana jej lenistwem i tym, że się mnie nie słucha. Ja zawsze wstawałam, gdy mnie o to prosiła, no! Podeszłam do materaca, na którym spała Diana i gwałtownie ściągnęłam z niej kołdrę. To, co zobaczyłam… Wiedziałam w tym momencie, że ten widok na zawsze pozostanie w mojej pamięci, to było więcej niż pewnie. Diana… Inaczej- to, co z niej zostało… Na łóżku leżała moja młodsza siostra, tego byłam pewna, choć osobom trzecim na pewno byłoby trudno ją rozpoznać. Jej flaki były wyciągnice na wierzch i walały się po całym materacu, jej brzuch aktualnie był jedną wielką dziurą. Była oskalpowana, włosów i oczu nie miała w ogóle. Uklękłam i zwymiotowałam żółcią, nagle przypominając sobie swój sen. Wybiegłam z pokoju, przez załzawione oczy nie widząc praktycznie nic. Potykałam się o własne nogi, aż po paru sekundach, które dla mnie ciągnęły się wiecznie, wybiegłam na korytarz. Smród wydobywający się z ciała mojej martwej siostrzyczki był nie do wytrzymania. Usiadłam na schodach i zapłakałam gorzko. Wtem znów usłyszałam stukot, który wydawało mi się, że słyszałam w swoim śnie. Dochodził z sypialni rodziców. Poczułam płomyk nadziei i wstałam. Przetarłam oczy i dopiero teraz zauważyłam namalowane na ścianach krwią pentagramy. Były wszędzie! Zadrżałam, a łzy znów wypłynęły z moich oczu. Wkroczyłam do sypialni rodziców, mając nikłą nadzieję, że ich tam spotkam. Niestety… Uderzył we mnie taki sam smród, jaki wydobywał się ze zwłok Diany. Mały Tomek spał zawsze z rodzicami, więc on też zapewne… Zacisnęłam pięści. Już wiedziałam i nawet nie chciałam patrzeć na zwłoki mojej rodziny. Dopiero teraz tak naprawdę zaczęłam się bać. Ogarnięta paniką wybiegłam z domu na mroźne, wieczorne powietrze. Właśnie… wieczorne? Dopiero co był poranek! O Mój Boże, co tu się działo. Stanęłam bosymi stopami na trawie, starając się złapać oddech. Wokół nie było żywej duży. Chciałam iść po telefon, zadzwonić na policję… Ale coś mnie zatrzymało. Z ciemności wyłonił się cień. Ten sam, który przyszedł do mnie w dzisiejszym śnie (choć z sekundy na sekundę coraz bardziej wątpiłam, że ten sen snem był). Chciałam uciekać, ale nie mogłam. To COŚ mi zabraniało. Wpatrywało się we mnie tymi swoimi obrzydliwymi, krwisto czerwonymi ślepiami. - Czekałem na Ciebie. – jego głos rozbrzmiał w mojej głowie, choć mogłabym przysiąc, że TO nie ruszyło ustami. Co ja gadam! TO w ogóle ust nie miało! Cień gwałtownie ruszył ku mnie. Chciałam uciekać, Bożę, tak bardzo chciałam! Nie mogłam, więc pozostało mi krzyczenie. Nie pohamowany pisk, który wydobywał się z mojego gardła. TO weszło we mnie. Poczułam i widziałam, jak mój brzuch pęka. Tak- pęka, dosłownie. Widziałam też, jak moje wnętrzności wypływają na zewnątrz. Trawa płynęła krwią, a ja bólem. Upadłam, wzdrygnął mną wstrząs. Nadal krzyczałam, ból mnie rozrywał. Byłam pewna, że umrę. Ale nie, nic takiego się nie stało. Nagle wszystko zniknęło. Cały ból, cierpienie i uczucia. Czułam, jak moja dusza opuszcza ciało. Stałam teraz obok, patrząc na swoją żałosną, ludzką powłokę. Uśmiechnęłam się i zauważyłam, jak cień znika za drzewem. - Zabijaj. – usłyszałam jednak, uśmiechnęłam się i pognałam przed siebie, zostawiając pięć martwych, zmasakrowanych ludzkich ciał za sobą. Widzisz cień kątem oka? Słyszysz hałasy w domu? Światło samo gaśnie? Strzeż się, jesteś następny.
Król zstąpił
Chyba jedna z moich najbardziej ulubionych creepypast.
Cześć, ludzie. Chcę wam opowiedzieć pewną historię. Prawdopodobnie mi nie uwierzycie. Mam już dość przekonywania do tego ludzi. To było jakieś trzy tygodnie temu. Siedziałem na Google, szukając jakichś zabawnych stron. Znalazłem jakiś imageboard (Rodzaj forum internetowego, nastawionego na wymianę obrazków. Przykładem jest 4Chan - przyp. tłumacza). Wszyscy na tej stronie gadali w ekstremalnie zagadkowy sposób. Mówili rzeczy w stylu "Widziałem ich dzisiejszej nocy. Trzymając ręce jesteśmy wyżej, na wysokości 99924028 KRÓL ZSTĄPIŁ" Tej jednej frazy używali często. "Król zstąpił"... Na początku myślałem, że jest to spam, zważając na ilość linijek takiego tekstu, ale... użycie tego zwrotu było zbyt częste, a jednocześnie nieregularne, żeby był to spam. Poza tym te liczby nie wyglądały na przypadkowe. Stwierdziłem: "pieprzę to". Zobaczę, o co chodzi na tej stronie. Napisałem w dziale, który przypominał /b/ na 4Chanie - Nie było żadnego konkretnego tematu, którego dotyczyły zamieszczane tam obrazki i posty (/b/ to jedno z forów 4Chana, na którym można znaleźć dyskusję dosłownie na temat wszystkiego. Jednocześnie forum to jest uznawane za największe śmietnisko w internecie - przyp. tłumacza). Przywitałem się, powiedziałem, że jestem nowy, i że chciałbym zacząć temat dotyczący śmiesznych rzeczy. To był moment, w którym się zaczęło. Pamiętam, że pierwsza odpowiedź brzmiała: "Dobrze Cię widzieć. Dołączyłeś do POMOCY! POMOCY!". Od tego czasu zaczęło się robić jeszcze dziwniej. Powiedziano mi, żebym unikał "łapówkarzy". Stwierdziłem, że to był dowcip, zrozumiały tylko dla ludzi z forum. Później zaczęli gadać jak szaleńcy. Zaczęli pisać z pozoru wyglądające na losowe liczby oraz litery, czasami pochodzące z innych języków (Kilka wyglądało na rosyjskie, inne na pochodzące z języków bliskiego wschodu czy z języka Chińskiego). Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Później ponownie zobaczyłem frazę "Król zstąpił", którą poprzedzały liczby. Następnie wysiadł mi prąd. Zupełnie niespodziewanie. Przeraziło mnie to. Sprawdziłem bezpieczniki. Wyglądało na to, że po prostu się wyłączyły. Włączyłem je na nowo. Kiedy wróciłem do swojego komputera, dostrzegłem zdjęcie, przedstawiające małego, białego chłopca. Miał nie więcej, niż dziesięć lat. Usiadłem, przerażony, lecz zaciekawiony jednocześnie. Chłopiec się uśmiechał i wyglądało na to, że mówi, lecz ja niczego nie mogłem usłyszeć. Ustawiłem głośniki głośniej. Ledwo słyszałem, co mówi. Brzmiało jak wyciszony szept. Ustawiłem głośniki najgłośniej, tak tylko się dało. Ciągle jednak słyszałem cichy szept. Jego usta poruszały się powoli. Zbliżyłem głowę do głośników, próbując zrozumieć, o czym mówi. Wtedy krzyknął bardzo głośno. Brzmiało to, jak przerażający głos jakiegoś demona. Obrazek się zmienił. Chłopiec płakał. Silnie krwawił z oczu. Znowu został odcięty dopływ prądu. Ponownie, winę ponosiły bezpieczniki. Kiedy przywróciłem dopływ prądu, wszystko było na powrót normalne. Mój komputer włączył się normalnie, nie zdarzyło się nic strasznego. Wtedy zacząłem dostawać maile. Bardzo zagadkowe, wypełnione liczbami, które nie układały się w nic sensownego. Zupełnie jak na tamtym forum. Dostałem też maila napisanego po angielsku. Mówił: "PO PROSTU PRZEKAŻ TO DALEJ! PRZEKAŻ DALEJ, DO CHOLERY!". Nie rozumiałem, o co chodziło. Wstałem, żeby pójść się napić. Wtedy sparaliżował mnie strach. Z mojego sufitu zwisał człowiek. Jego ciało kołysało się delikatnie. Na ścianie, napisany krwią widniał napis "KRÓL ZSTĄPIŁ". Mrugnąłem, i nagle wszystko, w jednej chwili zniknęło. Ciągnęło się to tygodniami. Wróciłem na tą stronę. Byłem pewien, że zwariuję. Byłem gotów zgłosić się do domu wariatów. Wtedy przeczytałem post, napisany w spójnym angielskim. Brzmiał "Przekaż dalej Króla. Przekaż dalej Króla." Temat stał się niedostępny, przez błąd 404, zanim zdążyłem nawet przeczytać go w całości. Zacząłem tworzyć nowy temat. Wtedy zorientowałem się, że słowa, które wpisuję, nie są tymi, o których myślę. Moje palce wpisywały słowa, jak gdyby posiadały swoją własną wolę. Na ekranie pojawiły się dwie frazy: "HGHSUTHS" oraz "4918484 KRÓL ZSTĄPIŁ". Wtedy, w jakiś sposób zdałem sobie sprawę, że w ten sposób przekazuję tą "klątwę" dalej. Przestałem mieć halucynacje. Czułem się dobrze. Nauczyłem się, jak bronić się przed tym. A teraz... Przepraszam. HAKKSIITMS 44919174 KRÓL ZSTĄPIŁ
Cześć, ludzie. Chcę wam opowiedzieć pewną historię. Prawdopodobnie mi nie uwierzycie. Mam już dość przekonywania do tego ludzi. To było jakieś trzy tygodnie temu. Siedziałem na Google, szukając jakichś zabawnych stron. Znalazłem jakiś imageboard (Rodzaj forum internetowego, nastawionego na wymianę obrazków. Przykładem jest 4Chan - przyp. tłumacza). Wszyscy na tej stronie gadali w ekstremalnie zagadkowy sposób. Mówili rzeczy w stylu "Widziałem ich dzisiejszej nocy. Trzymając ręce jesteśmy wyżej, na wysokości 99924028 KRÓL ZSTĄPIŁ" Tej jednej frazy używali często. "Król zstąpił"... Na początku myślałem, że jest to spam, zważając na ilość linijek takiego tekstu, ale... użycie tego zwrotu było zbyt częste, a jednocześnie nieregularne, żeby był to spam. Poza tym te liczby nie wyglądały na przypadkowe. Stwierdziłem: "pieprzę to". Zobaczę, o co chodzi na tej stronie. Napisałem w dziale, który przypominał /b/ na 4Chanie - Nie było żadnego konkretnego tematu, którego dotyczyły zamieszczane tam obrazki i posty (/b/ to jedno z forów 4Chana, na którym można znaleźć dyskusję dosłownie na temat wszystkiego. Jednocześnie forum to jest uznawane za największe śmietnisko w internecie - przyp. tłumacza). Przywitałem się, powiedziałem, że jestem nowy, i że chciałbym zacząć temat dotyczący śmiesznych rzeczy. To był moment, w którym się zaczęło. Pamiętam, że pierwsza odpowiedź brzmiała: "Dobrze Cię widzieć. Dołączyłeś do POMOCY! POMOCY!". Od tego czasu zaczęło się robić jeszcze dziwniej. Powiedziano mi, żebym unikał "łapówkarzy". Stwierdziłem, że to był dowcip, zrozumiały tylko dla ludzi z forum. Później zaczęli gadać jak szaleńcy. Zaczęli pisać z pozoru wyglądające na losowe liczby oraz litery, czasami pochodzące z innych języków (Kilka wyglądało na rosyjskie, inne na pochodzące z języków bliskiego wschodu czy z języka Chińskiego). Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Później ponownie zobaczyłem frazę "Król zstąpił", którą poprzedzały liczby. Następnie wysiadł mi prąd. Zupełnie niespodziewanie. Przeraziło mnie to. Sprawdziłem bezpieczniki. Wyglądało na to, że po prostu się wyłączyły. Włączyłem je na nowo. Kiedy wróciłem do swojego komputera, dostrzegłem zdjęcie, przedstawiające małego, białego chłopca. Miał nie więcej, niż dziesięć lat. Usiadłem, przerażony, lecz zaciekawiony jednocześnie. Chłopiec się uśmiechał i wyglądało na to, że mówi, lecz ja niczego nie mogłem usłyszeć. Ustawiłem głośniki głośniej. Ledwo słyszałem, co mówi. Brzmiało jak wyciszony szept. Ustawiłem głośniki najgłośniej, tak tylko się dało. Ciągle jednak słyszałem cichy szept. Jego usta poruszały się powoli. Zbliżyłem głowę do głośników, próbując zrozumieć, o czym mówi. Wtedy krzyknął bardzo głośno. Brzmiało to, jak przerażający głos jakiegoś demona. Obrazek się zmienił. Chłopiec płakał. Silnie krwawił z oczu. Znowu został odcięty dopływ prądu. Ponownie, winę ponosiły bezpieczniki. Kiedy przywróciłem dopływ prądu, wszystko było na powrót normalne. Mój komputer włączył się normalnie, nie zdarzyło się nic strasznego. Wtedy zacząłem dostawać maile. Bardzo zagadkowe, wypełnione liczbami, które nie układały się w nic sensownego. Zupełnie jak na tamtym forum. Dostałem też maila napisanego po angielsku. Mówił: "PO PROSTU PRZEKAŻ TO DALEJ! PRZEKAŻ DALEJ, DO CHOLERY!". Nie rozumiałem, o co chodziło. Wstałem, żeby pójść się napić. Wtedy sparaliżował mnie strach. Z mojego sufitu zwisał człowiek. Jego ciało kołysało się delikatnie. Na ścianie, napisany krwią widniał napis "KRÓL ZSTĄPIŁ". Mrugnąłem, i nagle wszystko, w jednej chwili zniknęło. Ciągnęło się to tygodniami. Wróciłem na tą stronę. Byłem pewien, że zwariuję. Byłem gotów zgłosić się do domu wariatów. Wtedy przeczytałem post, napisany w spójnym angielskim. Brzmiał "Przekaż dalej Króla. Przekaż dalej Króla." Temat stał się niedostępny, przez błąd 404, zanim zdążyłem nawet przeczytać go w całości. Zacząłem tworzyć nowy temat. Wtedy zorientowałem się, że słowa, które wpisuję, nie są tymi, o których myślę. Moje palce wpisywały słowa, jak gdyby posiadały swoją własną wolę. Na ekranie pojawiły się dwie frazy: "HGHSUTHS" oraz "4918484 KRÓL ZSTĄPIŁ". Wtedy, w jakiś sposób zdałem sobie sprawę, że w ten sposób przekazuję tą "klątwę" dalej. Przestałem mieć halucynacje. Czułem się dobrze. Nauczyłem się, jak bronić się przed tym. A teraz... Przepraszam. HAKKSIITMS 44919174 KRÓL ZSTĄPIŁ
wtorek, 22 stycznia 2013
List
List do matki
Wprowadziłam się do starej kamienicy, ledwo odnowionej po wojnie. Wyglądała koszmarnie, czerwona cegła straszyła rychłym zawaleniem. Krzywe ściany i nierówna podłoga uniemożliwiały dopasowanie mebli i wykładziny. Jednym słowem stojący koszmar, budzący litość. Niestety, nie stać mnie było na lepsze mieszkanie. Od pierwszego dnia w skrzynce na listy znajdowałam, regularnie co tydzień, list od jakiejś kobiety, której nazwiska nie pamiętam. Adresowany był poprawnie, ale adresat się nie zgadzał. Ignorowałam listy, od razu wrzucałam je do zwrotów. Pewnego dnia ciekawość wzięła górę i jeden otworzyłam. Okazało się, że adresowany był do matki nadawcy. Nie przeczytałam nawet połowy listu, zakleiłam kopertę i tradycyjnie odłożyłam do przeznaczonej przegródki. Autorka pisała coś o długim rozstaniu, że tęskni, że nie wie co się dzieje z bratem i czy mama ma może jakieś informacje. Bała się, że matce coś się stało, skoro nie odpisuje. Pytała się, czy odbudowali już miasto(?), czy mieszkają w kamienicy jeszcze ci sami ludzie co przed wojną(?). Pomyślałam, że to żart albo, że nadawczyni była chora psychicznie. Zdarza się przecież. O całej sprawie zapomniałam i nie myślałam o listach, które zwracam. Któregoś razu znalazłam kolejną kopertę. Tym razem adresatką była kobieta, która wysyłała listy na mój adres. Nadawcą natomiast… jej matka z dotychczasowego swojego adresu. Czemu list leżał więc w mojej skrzynce? Na kopercie widniała pieczęć, napis brzmiał „ADRESAT NIEZNANY”, obok była data. 05.04.2012. Data się zgadzała, tylko ja nie miałam pojęcia, kto wpisuje w miejscu adresata mój nowy adres. Następnego dnia złapałam wychodząc listonosza, który wzruszył ramionami, „bo on raczej by pamiętał, że list do mnie przynosił”. Paranoja. Zdecydowałam się otworzyć kopertę. Treść była mniej – więcej taka: „ Kochana córeczko, dostałam list od Ciebie. Wybacz, że nie odpisywałam, ale jakiś żartowniś wyjmuje listy z mojej skrzynki. Ostatnio dzieją się dziwne rzeczy. Może to mój stary umysł, ale mam wrażenie, że nie jestem w domu sama. Czasem, gdy się przebudzę, widzę moje mieszkanie zupełnie inne. Czasem widzę w nim ducha jakiego, w postaci kobiety, dziwnie ubranej. Proszę Anielo, przyjedź do mnie, bo ja już się boję sama mieszkać. Kościół jakoby zamknięty i nie mam gdzie pomocy szukać. Wszystko u nas inne w mieście. Czekam na list, całuję Cię serdecznie, moja kochana Anielko. Mama. 03.04.1949r.”
Wprowadziłam się do starej kamienicy, ledwo odnowionej po wojnie. Wyglądała koszmarnie, czerwona cegła straszyła rychłym zawaleniem. Krzywe ściany i nierówna podłoga uniemożliwiały dopasowanie mebli i wykładziny. Jednym słowem stojący koszmar, budzący litość. Niestety, nie stać mnie było na lepsze mieszkanie. Od pierwszego dnia w skrzynce na listy znajdowałam, regularnie co tydzień, list od jakiejś kobiety, której nazwiska nie pamiętam. Adresowany był poprawnie, ale adresat się nie zgadzał. Ignorowałam listy, od razu wrzucałam je do zwrotów. Pewnego dnia ciekawość wzięła górę i jeden otworzyłam. Okazało się, że adresowany był do matki nadawcy. Nie przeczytałam nawet połowy listu, zakleiłam kopertę i tradycyjnie odłożyłam do przeznaczonej przegródki. Autorka pisała coś o długim rozstaniu, że tęskni, że nie wie co się dzieje z bratem i czy mama ma może jakieś informacje. Bała się, że matce coś się stało, skoro nie odpisuje. Pytała się, czy odbudowali już miasto(?), czy mieszkają w kamienicy jeszcze ci sami ludzie co przed wojną(?). Pomyślałam, że to żart albo, że nadawczyni była chora psychicznie. Zdarza się przecież. O całej sprawie zapomniałam i nie myślałam o listach, które zwracam. Któregoś razu znalazłam kolejną kopertę. Tym razem adresatką była kobieta, która wysyłała listy na mój adres. Nadawcą natomiast… jej matka z dotychczasowego swojego adresu. Czemu list leżał więc w mojej skrzynce? Na kopercie widniała pieczęć, napis brzmiał „ADRESAT NIEZNANY”, obok była data. 05.04.2012. Data się zgadzała, tylko ja nie miałam pojęcia, kto wpisuje w miejscu adresata mój nowy adres. Następnego dnia złapałam wychodząc listonosza, który wzruszył ramionami, „bo on raczej by pamiętał, że list do mnie przynosił”. Paranoja. Zdecydowałam się otworzyć kopertę. Treść była mniej – więcej taka: „ Kochana córeczko, dostałam list od Ciebie. Wybacz, że nie odpisywałam, ale jakiś żartowniś wyjmuje listy z mojej skrzynki. Ostatnio dzieją się dziwne rzeczy. Może to mój stary umysł, ale mam wrażenie, że nie jestem w domu sama. Czasem, gdy się przebudzę, widzę moje mieszkanie zupełnie inne. Czasem widzę w nim ducha jakiego, w postaci kobiety, dziwnie ubranej. Proszę Anielo, przyjedź do mnie, bo ja już się boję sama mieszkać. Kościół jakoby zamknięty i nie mam gdzie pomocy szukać. Wszystko u nas inne w mieście. Czekam na list, całuję Cię serdecznie, moja kochana Anielko. Mama. 03.04.1949r.”
Wspomnienie
Jedne z moich najwcześniejszych wspomnień to mój tata wymieniający się z kolegami historiami o duchach, podczas gdy ja uważnie podsłuchiwałem z pokoju obok. Nic na to nie poradzę - ciągnie mnie do Wielkiego Nieznanego. W jakiś makabryczny sposób zawsze chciałem doświadczyć czegoś paranormalnego, żebym mógł poznać Jedyną Prawdę. Przez długi czas nie udało mi się natknąć na nic, czego logika i zdrowy rozsądek nie potrafiłyby wyjaśnić. Gdy wkroczyłem w dorosłość, wszystko stało się bardziej racjonalne; dziecięca ciekawość i zapał szybko zgasły w obliczu poważnej pracy i kredytów. Ale niedawno wszystko się zmieniło. Dorastałem w małym drewnianym domku na przedmieściach. Był to z pewnością najstarszy budynek w okolicy - właśnie dlatego było nas na niego stać. Zawsze zastanawiałem się czy jest nawiedzony - tak stary dom musiał mieć jakieś ciemniejsze karty w swojej historii. Ale nie działo się nic, co by na to wskazywało. W nocy słyszałem jakieś chrobotanie, ale okazało się, że to tylko gołębie zagnieździły się na strychu. Pewnego razu, kiedy miałem dziesięć lat, bawiłem się sam na podłodze w swoim pokoju. Nagle zamarłem - usłyszałem wyraźne chrapanie dochodzące z mojego łóżka. Dźwięk robił się coraz głośniejszy. Wpatrywałem się w łóżko, ale nic tam nie było. Zebrałem się na odwagę i krzyknąłem "Kto tu jest?". W odpowiedzi usłyszałem tylko głośnie, przerażające chrapanie. Złapałem parasolkę i ostrożnie podszedłem do łóżka. Moje serce biło jak szalone. Parasolką rozgarnąłem pościel, ale nic tam się nie poruszyło. Wtedy zobaczyłem, że okno nad łóżkiem jest uchylone. Zamknąłem je i chrapanie ucichło. To był tylko wiatr. Parę lat później zacząłem mieć to okropne uczucie podczas snu. Często budziłem się i czułem, że jakieś mroczne, wściekłe stworzenie zrywa ze mnie koc i przygniata mnie do łóżka, dusząc mnie. Za pierwszym razem myślałem, że to bardzo wyrazisty, przerażający koszmar. Ale kiedy zaczęło się to powtarzać, noc za nocą, wpadłem w panikę. Cokolwiek to było, nie chciało się poddać. Chociaż zawsze udawało mi się przetrwać ataki, myślałem że wariuję. Na szczęście kilka miesięcy później usłyszałem o paraliżu sennym. Zmieniłem nawyki i więcej się to nie powtórzyło. A zatem, wszystkie paranormalne zjawiska, których doświadczałem dawały się racjonalnie wytłumaczyć. Tak jak Fox Mulder z "Archiwum X" - chciałem wierzyć, ale nie mogłem znaleźć dowodów. Ale nie potrafię wytłumaczyć tego, co niedawno mi się przydarzyło. Postanowiłem zrobić sobie przerwę i wyruszyłem z przyjaciółmi na kilkutygodniową wędrówkę po Wietnamie. Zaczęliśmy od miasta Ho Chi Minh, a następnie ruszyliśmy na północ, krętymi, błotnistymi drogami wzdłuż wybrzeża. Trasa wiodła głównie przez nietkniętą cywilizacją dzicz, co jakiś czas natykaliśmy się na małe wioski i piękne, czyste plaże. Właśnie w takim miejscu spędziliśmy cały dzień opalając się i pływając, zapomniawszy o wszystkich problemach. Kiedy nadszedł zmierzch, urządziliśmy sobie ucztę z pysznych owoców morza, które złapaliśmy wcześniej. Noc pod gołym niebem to naprawdę niesamowite przeżycie, zwłaszcza z dala od świateł wielkich miast. Kiedy obudziłem się koło trzeciej w nocy zobaczyłem cudownie rozgwieżdżone niebo. Niestety, czułem też o wiele mniej cudowny zew natury i musiałem udać się do najbliższej toalety. Noc była parna, świerszcze grały nocny koncert. Zaspany, ruszyłem ścieżką w stronę wybetonowanej polanki gdzie stały dwa rzędy toalet - dla kobiet i dla mężczyzn. Pośrodku między rzędami była "poczekalnia" - puste miejsce oświetlone wiszącą prowizoryczną lampą. Kiedy podszedłem bliżej, zauważyłem staruszka stojącego pod lampą, zwróconego plecami w moją stronę. Widziałem tylko jego sięgające za ramiona długie, białe rozczochrane włosy i kościste kończyny wystające ze szmat, w które był ubrany. Trochę się wystraszyłem, bo nie sądziłem że ktoś tu będzie o tej porze. Uprzejmie odchrząknąłem żeby wiedział, że się zbliżam. Nie chciałem mieć go na sumieniu jeśli umrze na atak serca. Pewnie to mieszkaniec którejś z pobliskich wiosek czekający na żonę, niewiele domów w okolicy miało prąd i bieżącą wodę. Chyba mnie nie zauważył, więc dałem sobie z nim spokój i poszedłem do najbliższej męskiej kabiny. Zamykając drzwi wciąż miałem go w zasięgu wzroku. Mimo że przemieściłem się o 90 stopni w stosunku do miejsca skąd pierwszy raz go zobaczyłem, nadal był odwrócony do mnie plecami. To było bardzo dziwne, ale w tym momencie musiałem załatwić poważniejszą sprawę. "Toaleta" była w zasadzie dziurą w ziemi. Tylko małe, liche drzwi chroniły moją godność osobistą. Okropny zapach ludzkich odchodów staranował moje zmysły kiedy spuściłem spodnie i kucnąłem żeby załatwić co trzeba. Po chwili moje myśli znów powędrowały w stronę dziwnego staruszka. Coś było bardzo nie tak, moja podświadomość krzyczała, że coś jest nie w porządku. Coraz bardziej przerażony połączyłem kawałki układanki. Mimo że staruszek stał obok lampy, nie rzucał cienia. Wszelkie myśli o iluzji optycznej zniknęły, kiedy przez szparę pod drzwiami toalety zobaczyłem jego nierzucające cienia stopy, centymetry ode mnie. Niemal ucieszyłem się, że kucałem ze spuszczonymi spodniami, bo gdy krzyknąłem, opróżniłem też jelita. Poderwałem się, podciągnąłem spodnie i cofnąłem się aż do tylnej ściany toalety. Stojąc nie widziałem co było pod drzwiami. Bez cienia nie mogłem widzieć czy... to? ...wciąż tam stało. Szybko przejrzałem w głowie możliwe rozwiązania. Właściwie mogłem tylko spróbować uciec z toalety. Te liche drzwi mnie nie ochronią, a moja godność osobista i tak już mocno ucierpiała. Skoro już miałem umrzeć, to chociaż nie taką gównianą - dosłownie - śmiercią. Zerknąłem pod drzwiami, ale po drugiej stronie nic nie było. Zdecydowałem, teraz albo nigdy, otworzyłem drzwi kopniakiem i ujrzałem... tylko pusty plac. Wybiegłem z toalety, ale nigdzie nie widziałem tego staruszka. Słyszałem tylko cykanie świerszczy. Wtedy popełniłem błąd - spojrzałem do kabiny, z której przed chwilą wyszedłem. Był tam. Długie, białe włosy i kościste ciało, dokładnie w miejscu gdzie stałem kilka sekund wcześniej. Ucieszyłem się, już drugi raz tego wieczoru, że nie miałem już czym ubrudzić spodni kiedy znów krzyknąłem. Wiedziony czystym instynktem pognałem z powrotem na plażę jakby goniły mnie demony. Kto wie, może naprawdę mnie goniły. Wróciwszy do obozu, spędziłem kolejne godziny całkowicie przytomny. Siedziałem skulony i obserwowałem ścieżkę, gotów obudzić wszystkich jeśli tylko znów zobaczę tego staruszka. Kiedy nadszedł wreszcie ranek, moi koledzy obudzili się i zapytali czemu tak strasznie wyglądam. Nie chciałem im mówić co zobaczyłem, więc powiedziałem, że nie mogłem tej nocy spać. Reszta wyprawy przebiegła bez dziwnych zdarzeń, ale ostatniego dnia musiałem opowiedzieć swoją historię naszemu miejscowemu przewodnikowi. Musiałem poznać prawdę. Kiedy skończyłem opowiadać, tylko spojrzał na mnie poważnie i spytał: "Widziałeś jego twarz?" Wyjaśnił, że w Wietnamie duchy często nawiedzają miejsca gdzie pojawiają się podróżni. Ci, którzy zobaczą twarz ducha są skazani na okropną, makabryczną śmierć w najbliższej przyszłości. Od tego zdarzenia minęły niemal dwa miesiące. Do tej pory nie wiem, czy widziałem jego twarz. Męczy mnie to, ale nie jestem pewien czy chcę wiedzieć. Może niektórych rzeczy lepiej nie wiedzieć... Chyba i tak jestem wystarczająco przeklęty.
SCP [1]
Dostałam prośbę, aby dzisiaj coś powstawiać. Szczerze mówiąc nie miałam dzisiaj zbytnio czasu się tym zajmować. Na razie jedna, a potem jak w każdy wtorek czeka nas potwór :D
SCP-003 - Biologiczna płyta główna
Klasa obiektu:
Euclid
Specjalne Procedury Przechowania:
SCP-003 ma być utrzymywany w stałej temperaturze nie mniejszej niż 35 ° C i idealnie
utrzymuje się w temperaturze powyżej 100 ° C. W przypadku całkowitego awarii zasilania,
przypisani pracownicy muszą wykorzystać swoje ciepło ciała, aby utrzymać SCP-003-1
powyżej temperatury krytycznej. Wszyscy pracownicy, którzy przybyli w fizycznym
kontakcie z SCP-003-1, mają natychmiast zgłosić się do sterylizacji.
SCP-003-1 nie może być usunięte z SCP-003-2, za wyjątkiem przypadku procedur
awaryjnych opisanych powyżej. Wszelkie istotne zmiany w działalności SCP-003-2 (wzoru,
częstotliwość lub kolor) run należy zgłosić w terminie trzech godzin od wystąpienia.
Zaprzestanie działalności run musi zostać zgłoszone natychmiast. SCP-003-2 musi być
zasilane poprzez [USUNIĘTO] Generator 003-IX bez przerwy, patrz załączona dokumentacja.
Opis:
SCP-003 został odnaleziony przez drużynę SRV-04ß (patrz dołączone dokumenty).
SCP-003 składa się z dwóch powiązanych elementów nieznanego pochodzenia, o których
mowa w SCP-003-1 i SCP-003-2.
SCP-003-1 wydaje się być złożony z chityny, włosów i paznokci przypominające
[USUNIĘTO], ułożone w konfiguracji zbliżonej do płyty głównej komputera. Badania
ujawniły, że SCP-003-1 jest starszy do poprzednich odnalezionych podzespołów
elektronicznych o [USUNIĘTO]. SCP-003-1 jest uważany za świadomą ale nie aktywnie
niebezpieczny z wyjątkiem pewnych warunków (patrz dołączone dokumenty).
SCP-003-1 został odnaleziony na kamiennej tablicy, SCP-003-2, na którym obecnie
przebywa. Runy na SCP-003-2 nie przedstawiają żadnego znanego języka, i migoczą
bladymi kolorami. Są to efekty komunikacji, interpretowane [USUNIĘTO]
Analiza wykazała, że SCP-003-1 i SCP-003-2 są różnego pochodzenia. SCP-003-2 jest
kontrolowany przez komputer (niebiologiczny) wewnętrzny, zawartość,którego zawartość
jest w większości niedostępna bez ryzyka uszkodzenia SCP-003-2. SCP-003-2 jest w stanie
do kontrolowanej emisji promieniowania, w tym ciepła i [USUNIĘTO]. Uważa się za
prawdopodobne, że SCP-003-2 został stworzony w celu przechowywania SCP-003-1. Metody
opisane w Aneksie 003-01 pozwoliły uzyskać dostęp do niektórych danych zawartych w
SCP-003-2, lecz interpretacja nie jest jednoznaczna, zawartość może odnosić się do
przeszłości lub potencjalnej przyszłości █ █ klasy zdarzeń restrukturyzacji spowodowanych
przez SCP-003-1.
SCP-003-2 zawiera wewnętrzne źródło zasilania [USUNIĘTO], który zdaje się traci moc od █
█████████ przed odkryciem przez SRV-04 Beta. Niewykluczone, że SCP-003-2
skontaktował się z SRV-04ß przez [USUNIĘTO]. Inne organizacje również zostały
powiadomione o istnieniu SCP-003 w miare zbliżony sposób. Pomimo tego działania,
SCP-003-2 nie wydaje się być świadomy, co wnioskuje [USUNIĘTO] oraz brak reakcji na
[USUNIĘTO], w tym procedury M03-Gloria .
Kiedy temperatura SCP-003 spada poniżej 35°C, oba elementy wchodzą w reakcję.
najpierw SCP-003-1 wchodzi w stan rozrostu charakteryzujący się wykładniczym wzrostem
masy. Stan rozrostu ma dwie fazy. W obu, SCP-003-1 częściowo napędza swój rozwój
pochłanianiem materii wokół, zaczynając od materiałów nieorganicznych, w tym składników
atmosfery, a następnie martwych składników organicznych, m.in. martwych komórek skóry,
włosów, chityny, szkliwa, keratyny i innych.
Pierwsza faza to faza „domyślna”; druga faza uruchamia się, kiedy SCP-003-1 wejdzie w
kontakt z żywym materiałem organicznym. W drugiej fazie, SCP-003-1 może zatrzymać,
spowolnić lub zmienić swój wzrost, a także przetwarzać nieorganiczne i martwe organiczne
składniki na w pełni funkcjonalne podobne struktury podczas gdy [USUNIĘTO].
O ile wzrost podczas pierwszej fazy jest stały, w drugiej fazie spada o 20-90% na cały czas,
kiedy SCP-003-1 jest w kontakcie z żywą materią organiczną. Stopień spowolnienia zależy
od skomplikowania organizmów kontaktujących się z SCP-003-1; jak potwierdzają
[USUNIĘTO], SCP-003-1 przeznacza duże ilości mocy obliczeniowej na analizę żywego
materiału.
Podczas każdej z faz rozwoju SCP-003-1, SCP-003-2 wystrzeliwuje strumienie
promieniowania chwilowo powstrzymujące wzrost SCP-003-1 i odwracające jego przebieg,
kiedy temperatura SCP-003-1 przekroczy 100°C. Podobne promieniowanie może być
emitowane przez [USUNIĘTO].
Dodatki:
Dodatek 003-01:
Na informacjach zebranych z analizy lingwistycznej run SCP-003-2 i cały
[USUNIĘTO] zespół badawczy M03-Gloria udało się ustalić związek pomiędzy SCP-003
[USUNIĘTO] w celu analizy funkcji. SCP-003-1 musi być od teraz uznawane za czujący, i
powinien zostać przechowywany co najmniej 1 km od [USUNIĘTO] wynikające z
"produktów ubocznych".
Dodatek 003-02:
Utrata mocy SCP-003-2 została pogorszona przez działaniami M03-Gloria.
Na żądanie O5-██, M03-Gloria będzie kontynuować działania.
Dodatek 003-03:
[USUNIĘTO] Podczas tego procesu, SCP-003-1 podwoił swoją masę i
rozpoczął gwałtowny skok strukturalny. Temperatura od razu powróciła do 100 ° C. Wzrost
masy SCP-003-1 trwał 9 minut i 6 sekund, po czym SCP-003-2 wytworzył gwałtowną falę
promieniowania. Po tym SCP-003-1 powrócił do początkowej masy w przeciągu 3 minut 39
sekund. Nowe elementy rozpłynęły się w pylistą masę, która została zebrana do analizy.
Zarówno SCP-003-1 i SCP-003-2 zaprzestały wykrywalnej działalności. SCP-003-2 nie
wznowił działalności do podłączenia do [USUNIĘTO] źródła zasilania. Runy SCP-003-2
zabarwiły się na jednolity, szary kolor i nie wznowiły działalności przez trzy godziny, po
czym [USUNIĘTO]. SCP-003-2 zdaje się być obecnie niezdolnym do utrzymania strefy
przechowania w temperaturze powyżej 35° bez zewnętrznego źródła zasilania.
Dodatek 003-04:
Powtórzono procedurę opisaną szczegółowo w dodatku 003-03 i SCP-003-1
ponownie wszedł w stan wzrostu. Po 10 minutach i 13 sekundach, SCP-003-2 ponownie
wytworzył falę radiacji. Wzrost SCP-003-1 zatrzymał się na 36 sekund i wznowił w
poprzednim tempie.
Zwiększywszy czterokrotnie swoją masę, SCP-003-1 uformował powłokę zewnętrzną i ciało,
które początkowo przybrało formę podobną kształtem do wężowidło o promieniu 15
metrów (włączając w to element uznany za główny procesor o średnicy 3 metrów),
uformował organy sensoryczne zdające się badać środowisko wokół i częściowo zamienił
swoją strefę przechowania w [USUNIĘTO]. Następnie SCP-003-1 wyłamał się z
przechowania, wchodząc do galerii obserwacyjnej, gdzie znajdowało się dziewięciu
członków M03-Gloria. Przy fizycznym kontakcie z żywymi organizmami, SCP-003-1 wszedł w
fazę drugą i [USUNIĘTO]. SCP-003-1 zatrzymał wzrost na 15 minut. Następnie SCP-003-1
podjął wzrost i przestawił swoje składniki na kształt niemal trzymetrowego wzrostu kobiety,
z dużą ilością „macek” formujących nowe „włosy” SCP-003-1. Po tym SCP-003-1 wydał
podstawowe dźwięki i [USUNIĘTO].
Nieznany biały człowiek, później rozpoznany jako [USUNIĘTO] podszedł do strefy
zamknięcia w towarzystwie drużyny agentów. [USUNIĘTO] utrzymywał, że działa na rozkazy
O5-██ i spróbował nawiązać komunikację z SCP-003-1. [INFORMACJA WYCOFANA]. Agent
████ z M03-Gloria przywrócił zasilanie SCP-003-2 i włączył zapasowe generatory, by
przywrócić temperaturę 100°C. SCP-003-1 powrócił do zwykłego stanu w ciągu 21 minut 7
sekund i został bez problemu zamknięty w strefie przechowania.
Wszyscy członkowie M03-Gloria, którzy nawiązali kontakt z SCP-003-1 nie zostali w żaden
sposób fizycznie zranieni; jedynym efektem była drobna trauma psychologiczna.
Przetworzone materiały pierwotnej strefy przechowawczej SCP-003 nie rozpuściły się i są
obecnie badane.
Dodatek 003-05: W świetle poprzedniego incydentu, O5-█ █ [USUNIĘTO] przy wspólnej
decyzji O5-█ █, O5-█ █ i O5-█ █. Wszystkie procedury M03-Gloria zostały zawieszone na
czas nieokreślony.
SCP-003 - Biologiczna płyta główna
Klasa obiektu:
Euclid
Specjalne Procedury Przechowania:
SCP-003 ma być utrzymywany w stałej temperaturze nie mniejszej niż 35 ° C i idealnie
utrzymuje się w temperaturze powyżej 100 ° C. W przypadku całkowitego awarii zasilania,
przypisani pracownicy muszą wykorzystać swoje ciepło ciała, aby utrzymać SCP-003-1
powyżej temperatury krytycznej. Wszyscy pracownicy, którzy przybyli w fizycznym
kontakcie z SCP-003-1, mają natychmiast zgłosić się do sterylizacji.
SCP-003-1 nie może być usunięte z SCP-003-2, za wyjątkiem przypadku procedur
awaryjnych opisanych powyżej. Wszelkie istotne zmiany w działalności SCP-003-2 (wzoru,
częstotliwość lub kolor) run należy zgłosić w terminie trzech godzin od wystąpienia.
Zaprzestanie działalności run musi zostać zgłoszone natychmiast. SCP-003-2 musi być
zasilane poprzez [USUNIĘTO] Generator 003-IX bez przerwy, patrz załączona dokumentacja.
Opis:
SCP-003 został odnaleziony przez drużynę SRV-04ß (patrz dołączone dokumenty).
SCP-003 składa się z dwóch powiązanych elementów nieznanego pochodzenia, o których
mowa w SCP-003-1 i SCP-003-2.
SCP-003-1 wydaje się być złożony z chityny, włosów i paznokci przypominające
[USUNIĘTO], ułożone w konfiguracji zbliżonej do płyty głównej komputera. Badania
ujawniły, że SCP-003-1 jest starszy do poprzednich odnalezionych podzespołów
elektronicznych o [USUNIĘTO]. SCP-003-1 jest uważany za świadomą ale nie aktywnie
niebezpieczny z wyjątkiem pewnych warunków (patrz dołączone dokumenty).
SCP-003-1 został odnaleziony na kamiennej tablicy, SCP-003-2, na którym obecnie
przebywa. Runy na SCP-003-2 nie przedstawiają żadnego znanego języka, i migoczą
bladymi kolorami. Są to efekty komunikacji, interpretowane [USUNIĘTO]
Analiza wykazała, że SCP-003-1 i SCP-003-2 są różnego pochodzenia. SCP-003-2 jest
kontrolowany przez komputer (niebiologiczny) wewnętrzny, zawartość,którego zawartość
jest w większości niedostępna bez ryzyka uszkodzenia SCP-003-2. SCP-003-2 jest w stanie
do kontrolowanej emisji promieniowania, w tym ciepła i [USUNIĘTO]. Uważa się za
prawdopodobne, że SCP-003-2 został stworzony w celu przechowywania SCP-003-1. Metody
opisane w Aneksie 003-01 pozwoliły uzyskać dostęp do niektórych danych zawartych w
SCP-003-2, lecz interpretacja nie jest jednoznaczna, zawartość może odnosić się do
przeszłości lub potencjalnej przyszłości █ █ klasy zdarzeń restrukturyzacji spowodowanych
przez SCP-003-1.
SCP-003-2 zawiera wewnętrzne źródło zasilania [USUNIĘTO], który zdaje się traci moc od █
█████████ przed odkryciem przez SRV-04 Beta. Niewykluczone, że SCP-003-2
skontaktował się z SRV-04ß przez [USUNIĘTO]. Inne organizacje również zostały
powiadomione o istnieniu SCP-003 w miare zbliżony sposób. Pomimo tego działania,
SCP-003-2 nie wydaje się być świadomy, co wnioskuje [USUNIĘTO] oraz brak reakcji na
[USUNIĘTO], w tym procedury M03-Gloria .
Kiedy temperatura SCP-003 spada poniżej 35°C, oba elementy wchodzą w reakcję.
najpierw SCP-003-1 wchodzi w stan rozrostu charakteryzujący się wykładniczym wzrostem
masy. Stan rozrostu ma dwie fazy. W obu, SCP-003-1 częściowo napędza swój rozwój
pochłanianiem materii wokół, zaczynając od materiałów nieorganicznych, w tym składników
atmosfery, a następnie martwych składników organicznych, m.in. martwych komórek skóry,
włosów, chityny, szkliwa, keratyny i innych.
Pierwsza faza to faza „domyślna”; druga faza uruchamia się, kiedy SCP-003-1 wejdzie w
kontakt z żywym materiałem organicznym. W drugiej fazie, SCP-003-1 może zatrzymać,
spowolnić lub zmienić swój wzrost, a także przetwarzać nieorganiczne i martwe organiczne
składniki na w pełni funkcjonalne podobne struktury podczas gdy [USUNIĘTO].
O ile wzrost podczas pierwszej fazy jest stały, w drugiej fazie spada o 20-90% na cały czas,
kiedy SCP-003-1 jest w kontakcie z żywą materią organiczną. Stopień spowolnienia zależy
od skomplikowania organizmów kontaktujących się z SCP-003-1; jak potwierdzają
[USUNIĘTO], SCP-003-1 przeznacza duże ilości mocy obliczeniowej na analizę żywego
materiału.
Podczas każdej z faz rozwoju SCP-003-1, SCP-003-2 wystrzeliwuje strumienie
promieniowania chwilowo powstrzymujące wzrost SCP-003-1 i odwracające jego przebieg,
kiedy temperatura SCP-003-1 przekroczy 100°C. Podobne promieniowanie może być
emitowane przez [USUNIĘTO].
Dodatki:
Dodatek 003-01:
Na informacjach zebranych z analizy lingwistycznej run SCP-003-2 i cały
[USUNIĘTO] zespół badawczy M03-Gloria udało się ustalić związek pomiędzy SCP-003
[USUNIĘTO] w celu analizy funkcji. SCP-003-1 musi być od teraz uznawane za czujący, i
powinien zostać przechowywany co najmniej 1 km od [USUNIĘTO] wynikające z
"produktów ubocznych".
Dodatek 003-02:
Utrata mocy SCP-003-2 została pogorszona przez działaniami M03-Gloria.
Na żądanie O5-██, M03-Gloria będzie kontynuować działania.
Dodatek 003-03:
[USUNIĘTO] Podczas tego procesu, SCP-003-1 podwoił swoją masę i
rozpoczął gwałtowny skok strukturalny. Temperatura od razu powróciła do 100 ° C. Wzrost
masy SCP-003-1 trwał 9 minut i 6 sekund, po czym SCP-003-2 wytworzył gwałtowną falę
promieniowania. Po tym SCP-003-1 powrócił do początkowej masy w przeciągu 3 minut 39
sekund. Nowe elementy rozpłynęły się w pylistą masę, która została zebrana do analizy.
Zarówno SCP-003-1 i SCP-003-2 zaprzestały wykrywalnej działalności. SCP-003-2 nie
wznowił działalności do podłączenia do [USUNIĘTO] źródła zasilania. Runy SCP-003-2
zabarwiły się na jednolity, szary kolor i nie wznowiły działalności przez trzy godziny, po
czym [USUNIĘTO]. SCP-003-2 zdaje się być obecnie niezdolnym do utrzymania strefy
przechowania w temperaturze powyżej 35° bez zewnętrznego źródła zasilania.
Dodatek 003-04:
Powtórzono procedurę opisaną szczegółowo w dodatku 003-03 i SCP-003-1
ponownie wszedł w stan wzrostu. Po 10 minutach i 13 sekundach, SCP-003-2 ponownie
wytworzył falę radiacji. Wzrost SCP-003-1 zatrzymał się na 36 sekund i wznowił w
poprzednim tempie.
Zwiększywszy czterokrotnie swoją masę, SCP-003-1 uformował powłokę zewnętrzną i ciało,
które początkowo przybrało formę podobną kształtem do wężowidło o promieniu 15
metrów (włączając w to element uznany za główny procesor o średnicy 3 metrów),
uformował organy sensoryczne zdające się badać środowisko wokół i częściowo zamienił
swoją strefę przechowania w [USUNIĘTO]. Następnie SCP-003-1 wyłamał się z
przechowania, wchodząc do galerii obserwacyjnej, gdzie znajdowało się dziewięciu
członków M03-Gloria. Przy fizycznym kontakcie z żywymi organizmami, SCP-003-1 wszedł w
fazę drugą i [USUNIĘTO]. SCP-003-1 zatrzymał wzrost na 15 minut. Następnie SCP-003-1
podjął wzrost i przestawił swoje składniki na kształt niemal trzymetrowego wzrostu kobiety,
z dużą ilością „macek” formujących nowe „włosy” SCP-003-1. Po tym SCP-003-1 wydał
podstawowe dźwięki i [USUNIĘTO].
Nieznany biały człowiek, później rozpoznany jako [USUNIĘTO] podszedł do strefy
zamknięcia w towarzystwie drużyny agentów. [USUNIĘTO] utrzymywał, że działa na rozkazy
O5-██ i spróbował nawiązać komunikację z SCP-003-1. [INFORMACJA WYCOFANA]. Agent
████ z M03-Gloria przywrócił zasilanie SCP-003-2 i włączył zapasowe generatory, by
przywrócić temperaturę 100°C. SCP-003-1 powrócił do zwykłego stanu w ciągu 21 minut 7
sekund i został bez problemu zamknięty w strefie przechowania.
Wszyscy członkowie M03-Gloria, którzy nawiązali kontakt z SCP-003-1 nie zostali w żaden
sposób fizycznie zranieni; jedynym efektem była drobna trauma psychologiczna.
Przetworzone materiały pierwotnej strefy przechowawczej SCP-003 nie rozpuściły się i są
obecnie badane.
Dodatek 003-05: W świetle poprzedniego incydentu, O5-█ █ [USUNIĘTO] przy wspólnej
decyzji O5-█ █, O5-█ █ i O5-█ █. Wszystkie procedury M03-Gloria zostały zawieszone na
czas nieokreślony.
Słowem wstępu
Witam na moim drugim blogu! Ten, drugi będzie przede wszystkim na temat strasznych opowiadań, czyli creepypast. Niestety większość z nich będzie kopiowana z innych stron, może w przyszłości coś napiszę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)