Młody mężczyzna otworzył oczy. Pamiętał, że coś mu się śniło i był to względnie normalny sen, w którym wsiadł do samochodu i udał się w podróż. W chwili, gdy już był w drodze, sen się zakończył. Prócz wspomnienia tego snu, nie wiedział kim jest ani gdzie się znajduje. Z obserwacji otoczenia zrozumiał, że musi to być jego własny dom. Wiedział tylko jedno- pociąg zaraz przyjedzie. Pospiesznie wstał z łóżka, a jego wzrok padł na gazetę leżącą na stole. Wiedział, iż nie ma czasu, by ją przeczytać, dlatego zostawił ją w spokoju i wyszedł pospiesznie z domu. Nogi automatycznie poniosły go do miejsca jego przeznaczenia. Były to stare i zniszczone przez czas ruiny dworca kolejowego. Wnętrze budynku było praktycznie niedostępne, ponieważ dach wyglądał, jakby zapadł się już wiele lat wcześniej. Ściany powoli zaczął obrastać mech, choć w niektórych miejscach dało się dojrzeć pozostałości czerwonej farby, którą były pomalowane. Przed dworcem stała ławka, najpewniej przeznaczona dla ludzi czekających na podróż. Nie miał pojęcia, dlaczego znalazł się właśnie tutaj, ale ufał, że jest w tym jakiś cel, przesłonięty chwilową amnezją. Dlatego tak kurczowo chwycił się w chwili obecnej jego jedynego celu życia, którym była podróż tym konkretnym pociągiem. Chwilę po swoim nadejściu usłyszał stukot ciężkich kół maszyny.
Pociąg zatrzymał się w miejscu, w którym czekał na niego mężczyzna. Była to wiekowa i ogromna maszyna koloru szarego. Sprawiała wrażenie zaniedbanej i wypłowiałej, być może przez wieloletnią eksploatację. Drzwi się przed nim otwarły, więc przestąpił próg. Chwilę później usłyszał, jak pociąg powoli zaczyna toczyć się przed siebie. Mimo przekonania, że tak musi być, czuł lekką trwogę. "Dlaczego wybrałem właśnie ten pociąg i czemu zatrzymał się przy opuszczonym dworcu?". Rozmyślając, wszedł do pierwszego przedziału, który napotkał.
Zobaczył rozbłysk światła, a w tle słyszał kobiecy płacz i okrzyki przerażonych ludzi. Ból głowy przywrócił go do rzeczywistości. Zadrżał z przerażenia- "jeśli tak ma wyglądać powrót moich wspomnień, to czy amnezja nie jest błogosławieństwem?".
Przyjrzał się uważnie swojemu przedziałowi. Siedzenia były wytarte i równie zużyte, jak cały pociąg. Szyba w oknie była strasznie zarysowana, praktycznie niemożliwe było dojrzeć przez nią krajobraz, który przemierzał pociąg. Mechanizm otwierający górną część okna był pokryty grubą warstwą rdzy i prawdopodobnie od wieków niesprawny. W chwili, gdy tak uważnie obserwował miejsce, w którym się znalazł, drzwi otwarły się, a do przedziału wszedł staruszek w uniformie konduktora. Młodego mężczyznę na jego widok ogarnęło obrzydzenie. Starzec miał twarz pokrytą siecią zmarszczek, grube, połączone nad krzywym, orlim nosem brwi i usta wygięte w wiecznym grymasie niezadowolenia. Był mizernej postury, a ciało miał zdeformowane przez zaawansowany artretyzm. Całość przedstawiała się równie złowrogo jak i odrzucająco. "Bilet"-usłyszał od konduktora. Jego ręka bezwiednie powędrowała do bocznej kieszeni w jeansach, które miał na sobie. Wyciągnął stamtąd zgięty na pół kawałek papieru i podał starcowi. Ten po chwili oddał mu bilet i wyszedł z przedziału z szybkością, o którą mężczyzna by go nie podejrzewał. Drzwi ponownie zamknęły się na głucho. Młody mężczyzna pojął, iż bilet stanowi odpowiedź na kluczowe w chwili obecnej dla niego pytanie- dokąd zmierza. Wyciągnął go ponownie z kieszeni i dokładnie obejrzał.
Pusta kartka została zmięta i rzucona w kąt przedziału, a z ust pasażera dało się słyszeć głośne przekleństwo. Zdrowy rozsądek został zastąpiony paniką w chwili, gdy mężczyzna zorientował się, że bilet jest jedynie pustym kawałkiem papieru. W głowie huczała mu tylko jedna myśl, byle dalej stąd. Wtedy wszystko uległo zmianie.
Zza okna przestało napływać światło dnia, zapanowała absolutna ciemność. Mężczyzna wstał i panicznie próbował odnaleźć uchwyt, dzięki którym mógłby otworzyć drzwi. Nagle bardzo wyraźnie usłyszał szept, choć wydawało się, iż dochodził z bardzo daleka- "już niedługo, prawie jesteśmy". Na dźwięk tego głosu, przenikliwie wysokiego i skrzeczącego, przeszły go ciarki. Nareszcie odnalazł uchwyt i szarpnął nim mocno. W chwili, gdy drzwi się otwarły, odskoczył do tyłu, z powrotem na miejsce, na którym jeszcze przed chwilą siedział. W wagonie paliło się światło, a tuż przed otwartymi drzwiami stał konduktor. "Za chwilę dojedziemy, proszę siedzieć spokojnie" dało się słyszeć z ust starucha, ale mężczyzna już tego nie usłyszał.
Tym razem powrót wspomnień zaczął się od przeraźliwego bólu. Paliło go całe ciało, jakby żywcem zostało obdarte ze skóry. Każdy oddech sprawiał mu ból, a otwarcie oczu stało się wielkim wysiłkiem. Udało mu się lekko uchylić powieki. Przez szparkę zobaczył klęczących nad nim ludzi. Nie dostrzegł rysów ich twarzy czy też ubioru, bo wszystko było zamazane. Krzyk wdarł się do jego uszu ponownie, lecz prócz niego usłyszał coś jeszcze. Szept, który pamiętał z pociągu, wydawał się być teraz tuż przy jego uchu. "Morderca, morderca" "już niedługo, o tak, prawie jesteśmy" słyszał powtarzane w kółko zdania, z których nic nie rozumiał. Po chwili scena uległa zmianie, tym razem zobaczył młodą kobietę z dzieckiem w dłoniach i mężczyznę nieopodal nich. Siedzieli na kocu w ogrodzie, a pogoda była wymarzona- słońce świeciło zza korony wielkiej jabłoni na bezchmurnym niebie. Wyraźnie dało się dojrzeć, iż jest to bardzo kochająca się rodzina. Mężczyzna-obserwator spoglądał na to wszystko z pewnym wzruszeniem, ale i zazdrością ponieważ sam zawsze marzył o takiej przyszłości. Nagle obraz zaczął się zmieniać, niebo poszarzało i znikąd pojawiły się burzowe chmury. Pierwszy piorun rozdarł niebo jakby na pół i uderzył w jabłoń. Drzewo stanęło w płomieniach, a powalona gruba gałąź odgrodziła męża od żony i dziecka. "Patrz, coś uczynił"- szept ponownie rozbrzmiał w uchu mężczyzny.
Otworzył oczy. Powoli zaczynał rozumieć, co się stało. "Czy ja..?"- nie udało mu się dokończyć pytania, gdyż przerwał mu konduktor-"Przypomnij sobie gazetę, którą rano widziałeś". I wtedy wróciły wszystkie wspomnienia.
Jechał samochodem, gdy nagle na jego drodze pojawił się inny pojazd. Chwilę później leżał na jezdni walcząc o każdy oddech. W oddali słyszał okrzyki przerażonych ludzi. "Nie żyją!"- to było ostatnie, co udało mu się uchwycić. Stracił przytomność, a gdy ją odzyskał, pochylał się nad nim ratownik medyczny. Samo istnienie sprawiało mu ból. Chciał zapytać co się stało, ale brakło mu sił. Zaczął odpływać w niebyt.
"Dojechaliśmy"- usłyszał. Wstał, a drzwi wyjściowe z pociągu były już otwarte, otchłań bez dna czekała na niego. Jego prywatne piekło. Po raz ostatni przywołał w głowie nagłówek z gazety, którą początkowo zignorował: "pijany mężczyzna powoduje wypadek: 3 osoby nie żyją, w tym kilkuletnie dziecko". Postąpił krok do przodu, a grunt usunął mu się spod nóg.
A potem wszystko zaczęło się od początku...
poniedziałek, 28 października 2013
niedziela, 27 października 2013
Randka
W życiu każdego faceta przychodzi taka chwila, gdy musi odstawić porno, walenie konia i zacząć swoją inicjację seksualną. Innymi słowy: znaleźć dziewczynę. Na mnie przyszła właśnie pora. Na imię mam Karol Pryhacz, mam dwadzieścia pięć lat i pracuje w Biurze Obsługi Klienta pewnej sieci komórkowej. Nigdy nie miałem dziewczyny. Moją najlepszą przygodą na tle seksualnym było pomacanie piersi mojej o dwa lata starszej siostry w wieku szesnastu lat, gdy była kompletnie narąbana. Odkąd skończyłem dwanaście lat nałogowo się masturbuje. Moje dotychczasowe życie bardzo istotnie wpłynęły na mój wygląd.
Przy wzroście 190 centymetrów ważę zaledwie czterdzieści pięć kilogramów. Rzecz biorąc widać wszystkie moje kości, a czasami na basenie prześwituje. Jestem też niesymetrycznie zbudowany. Nie chodzę na siłownię, nie ćwiczę lewej ręki, przez widać już z daleka że prawą rękę mam mocniejszą, bardziej umięśnioną. Moja twarz można by uznać za normalną, gdyby nie ślady po ospie, niewyciśnięte pryszcze, jedna brew, mnóstwo wągrów.
Niestety nigdy nie miałem dziewczyny. Można to uznać za fakt, że faceci zdobywają dziewczyny i są z nimi tylko po to to by zaspokoić swój popęd seksualny. A mi walenie konia spokojnie wystarczało przez te trzynaście lat. No właśnie- wystarczało.
Opisze wam teraz mój koszmar. Nie liczę na wasze współczucie. Nie liczę na waszą pomoc. To przestroga. Gdy skończę pisać tę wiadomość idę się zastrzelić.
Odkąd odkryłem uroki masturbacji, mój popęd seksualny, a zarazem zainteresowanie kobietami znacznie osłabło, przez co odkąd skończyłem trzynaście lat nie widziałem sensu w utrzymywaniu kontaktów z wyżej opisanymi przedstawicielkami. Owszem, znajomości tak, ale nigdy przyjaźnie, randki ani nic więcej. Nie byłem też zazdrosny o kolegów, którzy posiadali dziewczyny, o to ,że już bzykali ani o to, że się żenili oraz posiadali dzieci. Ha. Co to jest w porównaniu do mnie. Odkryłem wszystkie techniki masturbacji, każdy fetysz i dewiacje seksualną oraz co najważniejsze potrafię rozpoznać i nazwać każdą aktorkę, aktora porno i film pornograficzny z przedziału lat 1967-2009. Niestety w pewnym momencie przestało mi to wystarczać, pojawiło się zainteresowanie płcią piękną. Innymi słowami chciałem w końcu spróbować tego słynnego i polecanego przez moich kolegów aktu waginalnego.
Wszystkie moje znajomości z dziewczynami były zbyt słabe. Prawie w większości przypadkach gdy zaproponowałem swobodny seks dostałem przysłowiowego plaskacza w twarz. Chociaż kilka wągrów i pryszczy zostało dzięki temu wyciśniętych. Cała reszta skończyła się wystawieniem. A do burdelu nie miałem co iść. Jestem tylko biednym pracownikiem BOK-u i ledwo mi starcza do pierwszego. Nie dałbym rady zaoszczędzić na prostytutkę. Nie jestem też pedofilem dlatego uczennice gimnazjum i podstawówki odpadały. A licealistki jednak mają jakiś cennik. Nie jestem też facetem, który dobrze się bawi na dyskotekach, więc nie mogłem liczyć na darmowe bzykanko na imprezie. Nie posiadam też auta więc nie mógłbym wyrwać blachar.
Rozpoczęłam zatem poszukiwania na stronach i serwisach randkowych. Szukałem...
Sam nie wiem czego szukałem. Czy potrzebowałem dziewczyny? Czy raczej potrzebowałem kogoś kogo mógłbym przelecieć? Niestety nie mogłem znaleźć nikogo. Nawet moje internetowe znajomości kończyły się fiaskiem lub wystawieniem.
Pewnego dnia dostałem na e-mailem wiadomość. Nie pamiętam nadawcy, lecz jej treść brzmiała mniej więcej w ten sposób:
"Witaj. Widzę że posiadasz dużo kont w serwisach randkowych! Wiem, że twoje randki nie wypaliły! zarejestruj się na stroniewww.dladesperatow.pl! Gwarantujemy, że twoja randka wypali i uda ci się znaleźć miłość twojego życia!"
No cóż. Nazwa domeny dość skutecznie określiła kim jestem. Wszedłem na podany wyżej link. Spokojnie, teraz już wiem że strona jest dostępna tylko dla tych do otrzymali wiadomość email.
Na stronie powitał mnie napis:
"Witaj. Podaj swoje dane i preferencje, a my ci wybierzemy idealną partnerkę abyś mógł z nią spędzić resztę swojego życia! Jedna zasada: Gdy ci już ją wybierzemy musisz ją zaakceptować. Czy zgadzasz się na takie warunki?"
Cóż mogłem zrobić. Zaakceptowałem. Podałem swoje imię, datę urodzenia, kolor oczu, zarobki i orientację seksualną. Zdziwiłem się, że tak mało. No ale bywa. Po zaakceptowaniu danych ekran zrobił się biały i pojawił się napis. "Godzina 17:00. Kawiarnia na rogu Piłsudskiego i Kościuszki. Stolik numer 13. Na imię ma Paulina. Niebieska sukienka. Powodzenia "
Wiedziałem gdzie. To była kawiarnia, w której kiedyś pracowałem. Poszedłem na miejsce. Byłem podjarany. Nieważne jak wyglądała. Nieważne jak paskudna była. Liczył się fakt, że w końcu zarucham. Albo będę miał dziewczynę. Przybyłem do restauracji o godzinie 16:45 ubrany w najlepszy garnitur ,jaki miałem. Ten sam, który miałem na swojej osiemnastce.
Czekałem cierpliwie. O 17:00 do restauracji weszła kobieta w niebieskiej sukience. No cóż. Nie miałem specjalnych wymagań. Ale w tej chwili zrozumiałem, że nie byłem aż tak bardzo zdesperowany! Ta kobieta miała około metr siedemdziesiąt sześć i ponad trzysta kilogramów wagi. Jej sukienka mogłaby być użyta jako spadochron dla całego plutonu. Rzeczywiście była niebieska. Dodatkowy kamuflaż dla spadochroniarzy. Wstałem szybko chcąc spieprzać jak najszybciej, gdy nagle odezwał się głos w mojej głowie: "Halo. To ja. Twój penis. To może być twoja jedyna szansa. Nie spieprz tego"
Dość ostro przemówił mi to rozumu. Postanowiłem zaryzykować. A nuż ma wspaniałą osobowość?
Moje szybkie podniesienie się usprawiedliwiłem faktem, że chciałem jej odsunąć. I drugie też. A nawet trzecie.
Sama randka była dla mnie najgorszym przeżyciem i na samo jej wspomnienie aż mnie mdli. Przytoczę kilka sytuacji:
Zamówiła wszystko co było w menu. I zjadła to.
Jadła i mówiła jednocześnie. Mówiła i mówiła. Była z zawodu patologiem i opowiadała mi o krojeniu, szyciu, balsamowaniu i tak dalej. Przy jedzeniu. Sama jedząc. Jej ślina pryskała wszędzie. Kilka razy napluła mi w oko. Jadła szybko. Praktycznie nie gryząc. Zupę przystawiła sobie do ust i wypiła duszkiem. Opowiadała o swoich kotach. Ma ich ponad czterdzieści. Sama miała lat dwadzieścia.
I kazała mi zapłacić za kolacje. Owszem wiem że to obowiązek faceta, ale kurde. Zapłaciłem równowartość pięciu moich pensji.
Postanowiłem odprowadzić ją do domu. Wielkie, ciężkie babsko, mogące być używane jako pocisk do katapulty, przez całą drogę szło, jakby to była jakaś góra. Cuchnęła obrzydliwie. Dziwię się, że nie zwymiotowałem. W sumie nie miałem czym bo moją kolację też pożarła.
Seks? Nie było żadnego seksu. W połowie drogi to domu dokonałem bohaterskiego odwrotu.
Uciekłem. I dobrze.
Wróciłem do domu. Pierwsze co zostałem to mój włączony komputer z otwartą przeglądarką internetową. Włączona była moja poczta. Miałem jedną wiadomość. Brzmiała:
"Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś"
Powiem, że to było dość bezpośrednie i zaskoczyło mnie. Postanowiłem zrezygnować. Widocznie Paulina zdążyła się poskarżyć admini strony. Wbiłem na stronę poczytać regulamin.
Zamiast strony zobaczyłem swój pokój. Skurwysyny zamontowały kamerę. Widziałem siebie samego. Co gorsza nie udało mi się zdemontować kamer. Każda pokazywała inne ujęcie gdy tylko się zbliżałem do miejsca gdzie powinna być. Tamtą noc przespałem u kumpla.
Następnego dnia poszedłem do pracy. Zignorowałem setki smsów. Po prostu wyłączyłem telefon. Każdy sms brzmiał tak samo "Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś".
Ciekawa metoda stalkingu. Mój kumpel nie widział tych sms. Uznałem wtedy, że się ze mnie nabija.
W pracy zaczął się prawdziwy horror. Każda moja rozmowa wyglądała tak samo:
„-Witam. Tutaj Karol Prychacz w czym mogę pomóc?”
„-Złamałeś zasade. Weź sznur i się powieś"
W tym momencie na pierwsze parę rozmów reagowałem śmiechem, mówiłem tylko, że niezły żart. Niestety po godzinie puściły mi nerwy. Zaczynałem drzeć ryja, wrzeszczeć i krzyczeć.
-CO TY SOBIE KURWA MYŚLISZ? ODPIERDOL SIĘ ODE MNIE!
Mniej więcej w takim tonie. Pewnie myślicie, że to zabawne. Ale gdy szef mnie zawołał i wywalił z pracy za wulgarne zachowanie w stosunku do klientów, zacząłem coś podejrzewać.
Wróciłem do domu. Zrezygnowałem z pójścia na policję. Szef nie słyszał słów. Słyszał petentów. Jak każdy.
Moje mieszkanie zostało całkowicie zdemolowane. Na wszystkich ścianach był napis.
Kumpel nic nie zauważył.
Tak samo nie widział obrazu z kamer na monitorze. Ani e-maila.
Nie słyszał też cichego głosiku mówiącego: "Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś".
Cztery dni. To działa na podświadomość. Serio.
Cztery dni, jak słyszę ten głosik.
Cztery pieprzone dni.
Ale nie dam im tej satysfakcji.
Mam pistolet. Kulka w łeb załatwi każdą sprawę. Nie będą mną rządzić.
Zadziwił mnie tylko fakt, jakim cudem przeżyłem wpadnięcie pod autobus dwa dni temu. I nawet zadrapania nie miałem...
Przy wzroście 190 centymetrów ważę zaledwie czterdzieści pięć kilogramów. Rzecz biorąc widać wszystkie moje kości, a czasami na basenie prześwituje. Jestem też niesymetrycznie zbudowany. Nie chodzę na siłownię, nie ćwiczę lewej ręki, przez widać już z daleka że prawą rękę mam mocniejszą, bardziej umięśnioną. Moja twarz można by uznać za normalną, gdyby nie ślady po ospie, niewyciśnięte pryszcze, jedna brew, mnóstwo wągrów.
Niestety nigdy nie miałem dziewczyny. Można to uznać za fakt, że faceci zdobywają dziewczyny i są z nimi tylko po to to by zaspokoić swój popęd seksualny. A mi walenie konia spokojnie wystarczało przez te trzynaście lat. No właśnie- wystarczało.
Opisze wam teraz mój koszmar. Nie liczę na wasze współczucie. Nie liczę na waszą pomoc. To przestroga. Gdy skończę pisać tę wiadomość idę się zastrzelić.
Odkąd odkryłem uroki masturbacji, mój popęd seksualny, a zarazem zainteresowanie kobietami znacznie osłabło, przez co odkąd skończyłem trzynaście lat nie widziałem sensu w utrzymywaniu kontaktów z wyżej opisanymi przedstawicielkami. Owszem, znajomości tak, ale nigdy przyjaźnie, randki ani nic więcej. Nie byłem też zazdrosny o kolegów, którzy posiadali dziewczyny, o to ,że już bzykali ani o to, że się żenili oraz posiadali dzieci. Ha. Co to jest w porównaniu do mnie. Odkryłem wszystkie techniki masturbacji, każdy fetysz i dewiacje seksualną oraz co najważniejsze potrafię rozpoznać i nazwać każdą aktorkę, aktora porno i film pornograficzny z przedziału lat 1967-2009. Niestety w pewnym momencie przestało mi to wystarczać, pojawiło się zainteresowanie płcią piękną. Innymi słowami chciałem w końcu spróbować tego słynnego i polecanego przez moich kolegów aktu waginalnego.
Wszystkie moje znajomości z dziewczynami były zbyt słabe. Prawie w większości przypadkach gdy zaproponowałem swobodny seks dostałem przysłowiowego plaskacza w twarz. Chociaż kilka wągrów i pryszczy zostało dzięki temu wyciśniętych. Cała reszta skończyła się wystawieniem. A do burdelu nie miałem co iść. Jestem tylko biednym pracownikiem BOK-u i ledwo mi starcza do pierwszego. Nie dałbym rady zaoszczędzić na prostytutkę. Nie jestem też pedofilem dlatego uczennice gimnazjum i podstawówki odpadały. A licealistki jednak mają jakiś cennik. Nie jestem też facetem, który dobrze się bawi na dyskotekach, więc nie mogłem liczyć na darmowe bzykanko na imprezie. Nie posiadam też auta więc nie mógłbym wyrwać blachar.
Rozpoczęłam zatem poszukiwania na stronach i serwisach randkowych. Szukałem...
Sam nie wiem czego szukałem. Czy potrzebowałem dziewczyny? Czy raczej potrzebowałem kogoś kogo mógłbym przelecieć? Niestety nie mogłem znaleźć nikogo. Nawet moje internetowe znajomości kończyły się fiaskiem lub wystawieniem.
Pewnego dnia dostałem na e-mailem wiadomość. Nie pamiętam nadawcy, lecz jej treść brzmiała mniej więcej w ten sposób:
"Witaj. Widzę że posiadasz dużo kont w serwisach randkowych! Wiem, że twoje randki nie wypaliły! zarejestruj się na stroniewww.dladesperatow.pl! Gwarantujemy, że twoja randka wypali i uda ci się znaleźć miłość twojego życia!"
No cóż. Nazwa domeny dość skutecznie określiła kim jestem. Wszedłem na podany wyżej link. Spokojnie, teraz już wiem że strona jest dostępna tylko dla tych do otrzymali wiadomość email.
Na stronie powitał mnie napis:
"Witaj. Podaj swoje dane i preferencje, a my ci wybierzemy idealną partnerkę abyś mógł z nią spędzić resztę swojego życia! Jedna zasada: Gdy ci już ją wybierzemy musisz ją zaakceptować. Czy zgadzasz się na takie warunki?"
Cóż mogłem zrobić. Zaakceptowałem. Podałem swoje imię, datę urodzenia, kolor oczu, zarobki i orientację seksualną. Zdziwiłem się, że tak mało. No ale bywa. Po zaakceptowaniu danych ekran zrobił się biały i pojawił się napis. "Godzina 17:00. Kawiarnia na rogu Piłsudskiego i Kościuszki. Stolik numer 13. Na imię ma Paulina. Niebieska sukienka. Powodzenia "
Wiedziałem gdzie. To była kawiarnia, w której kiedyś pracowałem. Poszedłem na miejsce. Byłem podjarany. Nieważne jak wyglądała. Nieważne jak paskudna była. Liczył się fakt, że w końcu zarucham. Albo będę miał dziewczynę. Przybyłem do restauracji o godzinie 16:45 ubrany w najlepszy garnitur ,jaki miałem. Ten sam, który miałem na swojej osiemnastce.
Czekałem cierpliwie. O 17:00 do restauracji weszła kobieta w niebieskiej sukience. No cóż. Nie miałem specjalnych wymagań. Ale w tej chwili zrozumiałem, że nie byłem aż tak bardzo zdesperowany! Ta kobieta miała około metr siedemdziesiąt sześć i ponad trzysta kilogramów wagi. Jej sukienka mogłaby być użyta jako spadochron dla całego plutonu. Rzeczywiście była niebieska. Dodatkowy kamuflaż dla spadochroniarzy. Wstałem szybko chcąc spieprzać jak najszybciej, gdy nagle odezwał się głos w mojej głowie: "Halo. To ja. Twój penis. To może być twoja jedyna szansa. Nie spieprz tego"
Dość ostro przemówił mi to rozumu. Postanowiłem zaryzykować. A nuż ma wspaniałą osobowość?
Moje szybkie podniesienie się usprawiedliwiłem faktem, że chciałem jej odsunąć. I drugie też. A nawet trzecie.
Sama randka była dla mnie najgorszym przeżyciem i na samo jej wspomnienie aż mnie mdli. Przytoczę kilka sytuacji:
Zamówiła wszystko co było w menu. I zjadła to.
Jadła i mówiła jednocześnie. Mówiła i mówiła. Była z zawodu patologiem i opowiadała mi o krojeniu, szyciu, balsamowaniu i tak dalej. Przy jedzeniu. Sama jedząc. Jej ślina pryskała wszędzie. Kilka razy napluła mi w oko. Jadła szybko. Praktycznie nie gryząc. Zupę przystawiła sobie do ust i wypiła duszkiem. Opowiadała o swoich kotach. Ma ich ponad czterdzieści. Sama miała lat dwadzieścia.
I kazała mi zapłacić za kolacje. Owszem wiem że to obowiązek faceta, ale kurde. Zapłaciłem równowartość pięciu moich pensji.
Postanowiłem odprowadzić ją do domu. Wielkie, ciężkie babsko, mogące być używane jako pocisk do katapulty, przez całą drogę szło, jakby to była jakaś góra. Cuchnęła obrzydliwie. Dziwię się, że nie zwymiotowałem. W sumie nie miałem czym bo moją kolację też pożarła.
Seks? Nie było żadnego seksu. W połowie drogi to domu dokonałem bohaterskiego odwrotu.
Uciekłem. I dobrze.
Wróciłem do domu. Pierwsze co zostałem to mój włączony komputer z otwartą przeglądarką internetową. Włączona była moja poczta. Miałem jedną wiadomość. Brzmiała:
"Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś"
Powiem, że to było dość bezpośrednie i zaskoczyło mnie. Postanowiłem zrezygnować. Widocznie Paulina zdążyła się poskarżyć admini strony. Wbiłem na stronę poczytać regulamin.
Zamiast strony zobaczyłem swój pokój. Skurwysyny zamontowały kamerę. Widziałem siebie samego. Co gorsza nie udało mi się zdemontować kamer. Każda pokazywała inne ujęcie gdy tylko się zbliżałem do miejsca gdzie powinna być. Tamtą noc przespałem u kumpla.
Następnego dnia poszedłem do pracy. Zignorowałem setki smsów. Po prostu wyłączyłem telefon. Każdy sms brzmiał tak samo "Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś".
Ciekawa metoda stalkingu. Mój kumpel nie widział tych sms. Uznałem wtedy, że się ze mnie nabija.
W pracy zaczął się prawdziwy horror. Każda moja rozmowa wyglądała tak samo:
„-Witam. Tutaj Karol Prychacz w czym mogę pomóc?”
„-Złamałeś zasade. Weź sznur i się powieś"
W tym momencie na pierwsze parę rozmów reagowałem śmiechem, mówiłem tylko, że niezły żart. Niestety po godzinie puściły mi nerwy. Zaczynałem drzeć ryja, wrzeszczeć i krzyczeć.
-CO TY SOBIE KURWA MYŚLISZ? ODPIERDOL SIĘ ODE MNIE!
Mniej więcej w takim tonie. Pewnie myślicie, że to zabawne. Ale gdy szef mnie zawołał i wywalił z pracy za wulgarne zachowanie w stosunku do klientów, zacząłem coś podejrzewać.
Wróciłem do domu. Zrezygnowałem z pójścia na policję. Szef nie słyszał słów. Słyszał petentów. Jak każdy.
Moje mieszkanie zostało całkowicie zdemolowane. Na wszystkich ścianach był napis.
Kumpel nic nie zauważył.
Tak samo nie widział obrazu z kamer na monitorze. Ani e-maila.
Nie słyszał też cichego głosiku mówiącego: "Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś".
Cztery dni. To działa na podświadomość. Serio.
Cztery dni, jak słyszę ten głosik.
Cztery pieprzone dni.
Ale nie dam im tej satysfakcji.
Mam pistolet. Kulka w łeb załatwi każdą sprawę. Nie będą mną rządzić.
Zadziwił mnie tylko fakt, jakim cudem przeżyłem wpadnięcie pod autobus dwa dni temu. I nawet zadrapania nie miałem...
sobota, 21 września 2013
I czasami widzę, jak twoja też cię obserwuje.
"I czasami widzę, jak twoja też cię obserwuje."
Mój brat jest półtora roku starszy ode mnie i ma Zespół Aspergera. Dla tych, którzy mogą nie wiedzieć, jest to upośledzenie umiejętności społecznych, coś na podobieństwo autyzmu. Ogólnie chodzi o to, że ma tendencję do mówienia nieodpowiednich rzeczy i ma się w poważaniu lub nie rozumie konsekwencji swoich słów. Skupia się także wyłącznie na swoich hobby i mówi o nich bez ustanku, nie zwraca uwagi, czy ktoś to rozumie, czy jest tym zainteresowany. W dzieciństwie przez swoją chorobę opowiadał mi przerażające rzeczy. Nigdy nie miał w zamiarze mnie wystraszyć, jak by to robiła większość starszych braci, ale raczej przekazywał mi informacje, które jego zdaniem były prawdą.
Kiedy miałam 7 lub 8 lat, graliśmy wspólnie w grę wideo. Bez odrywania wzroku od ekranu powiedział: "Wiesz, że podczas snu nie mamy kontroli nad tym, co robimy? Mógłbym wstać we śnie, wziąć nóż i cię zabić, a ty byś nawet nie wiedziała." Kiedy poskarżyłam się mamie na to, co mi powiedział, ona poszła do niego, upomniała go, że nie może mówić takich rzeczy swojej młodszej siostrze, bo się boję. Jego odpowiedzią było: "A niby czemu? To prawda. Powinna wiedzieć." Od tamtej pory zamykałam drzwi od pokoju na klucz.
Najstraszniejsza rzecz, którą od niego usłyszałam, prześladuje mnie do dziś. Miałam może z 5 lat, nasze sypialnie są połączone wspólną łazienką. Zawsze zostawialiśmy drzwi otwarte, abyśmy mogli się nawzajem widzieć. Jednego dnia, kiedy się bawiliśmy, wspomniał o tym, jak widział ubiegłej nocy swoją kopię. Zapytałam go, co dokładnie ma na myśli, a on odpowiedział, że często budzi się w nocy i widzi kopię samego siebie stojącą przy łóżku i obserwującą go we śnie. Byłam poważnie przestraszona i zapytałam go, jak to wyglądało. Zerwał się na nogi i powiedział: "Pokażę ci." Stanął przede mną i wpatrywał się pustym wzrokiem we mnie, zero emocji na twarzy. Kazałam mu przestać, bo się bałam. Powiedział, ze nie rozumie, czemu miałabym się bać, bo już to przecież widziałam wcześniej. Zapytałam, co chce przez to powiedzieć, na co on odpowiedział: "Czasami, kiedy widzę moją kopię obserwującą mnie, zaglądam do twojego pokoju i widzę, jak twoja też cię obserwuje."
Nawet teraz, prawie 20 lat później, budzę się czasem w środku nocy z uczuciem bycia obserwowaną. Nie otwierając oczu chowam głowę pod koc, aż to uczucie minie, bo boję się, że gdy je otworzę, to zobaczę kopię samej siebie wpatrującą się we mnie pustym wzrokiem.
---
Tłumaczenie: Lestatt Gaara | http://paranoir.pl/i-czasami-widze-jak-twoja-tez-cie-obserwuje/
Autor: zooxantelas
(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora i źródła.
Mój brat jest półtora roku starszy ode mnie i ma Zespół Aspergera. Dla tych, którzy mogą nie wiedzieć, jest to upośledzenie umiejętności społecznych, coś na podobieństwo autyzmu. Ogólnie chodzi o to, że ma tendencję do mówienia nieodpowiednich rzeczy i ma się w poważaniu lub nie rozumie konsekwencji swoich słów. Skupia się także wyłącznie na swoich hobby i mówi o nich bez ustanku, nie zwraca uwagi, czy ktoś to rozumie, czy jest tym zainteresowany. W dzieciństwie przez swoją chorobę opowiadał mi przerażające rzeczy. Nigdy nie miał w zamiarze mnie wystraszyć, jak by to robiła większość starszych braci, ale raczej przekazywał mi informacje, które jego zdaniem były prawdą.
Kiedy miałam 7 lub 8 lat, graliśmy wspólnie w grę wideo. Bez odrywania wzroku od ekranu powiedział: "Wiesz, że podczas snu nie mamy kontroli nad tym, co robimy? Mógłbym wstać we śnie, wziąć nóż i cię zabić, a ty byś nawet nie wiedziała." Kiedy poskarżyłam się mamie na to, co mi powiedział, ona poszła do niego, upomniała go, że nie może mówić takich rzeczy swojej młodszej siostrze, bo się boję. Jego odpowiedzią było: "A niby czemu? To prawda. Powinna wiedzieć." Od tamtej pory zamykałam drzwi od pokoju na klucz.
Najstraszniejsza rzecz, którą od niego usłyszałam, prześladuje mnie do dziś. Miałam może z 5 lat, nasze sypialnie są połączone wspólną łazienką. Zawsze zostawialiśmy drzwi otwarte, abyśmy mogli się nawzajem widzieć. Jednego dnia, kiedy się bawiliśmy, wspomniał o tym, jak widział ubiegłej nocy swoją kopię. Zapytałam go, co dokładnie ma na myśli, a on odpowiedział, że często budzi się w nocy i widzi kopię samego siebie stojącą przy łóżku i obserwującą go we śnie. Byłam poważnie przestraszona i zapytałam go, jak to wyglądało. Zerwał się na nogi i powiedział: "Pokażę ci." Stanął przede mną i wpatrywał się pustym wzrokiem we mnie, zero emocji na twarzy. Kazałam mu przestać, bo się bałam. Powiedział, ze nie rozumie, czemu miałabym się bać, bo już to przecież widziałam wcześniej. Zapytałam, co chce przez to powiedzieć, na co on odpowiedział: "Czasami, kiedy widzę moją kopię obserwującą mnie, zaglądam do twojego pokoju i widzę, jak twoja też cię obserwuje."
Nawet teraz, prawie 20 lat później, budzę się czasem w środku nocy z uczuciem bycia obserwowaną. Nie otwierając oczu chowam głowę pod koc, aż to uczucie minie, bo boję się, że gdy je otworzę, to zobaczę kopię samej siebie wpatrującą się we mnie pustym wzrokiem.
---
Tłumaczenie: Lestatt Gaara | http://paranoir.pl/i-czasami-widze-jak-twoja-tez-cie-obserwuje/
Autor: zooxantelas
(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora i źródła.
niedziela, 7 lipca 2013
Amnesia: Custom Story
Większość z Was słyszała zapewne o Amnesii - grze komputerowej osadzonej w konwencji horroru. Wcielasz się w kolesia, który musi opuścić przesiąknięty mrokiem zamek i przy okazji nie dopuścić do zwyciężenia sił zła. Nie mam jednak w zamiarach recenzowania tego tworu, przejdźmy więc do rzeczy. Twórcy gry umożliwili graczom tworzenie własnych przygód, czyli tzw. Custom Story. W necie jest tego pełno - począwszy od poważnych produkcji, będących nieraz lepszymi od samej podstawowej wersji, a skończywszy na krótkich i humorystycznych tworach. Jako iż ukończyłem podstawową przygodę i kilkadziesiąt innych, zacząłem szukać czegoś nowego - jakiegoś naprawdę mocnego i psychoryjnego dodatku.
Gdybym mógł cofnąć czas...
Skacząc po różnych forach internetowych, na jednym z nich natknąłem się w końcu na interesujący wątek. Miałem spore szczęście, gdyż temat został założony dosłownie kilka sekund przed tym, jak go znalazłem. Po chwili kliknąłem na odnośnik "game.rar". Tytuł nie brzmiał jakoś zachęcająco, a login autora był co najmniej dziwny - zzxnrtnbk4a. Wyglądało mi to na jakiegoś spamującego bota, ale cóż... Zdziwiłem się, kiedy po załadowaniu żądanej strony, co z moim łączem trwało kilkanaście sekund, wyskoczył błąd 404, co chyba oznaczało brak strony o podanym adresie. Zrezygnowany wróciłem na stronę główną i zjechałem na sam dół, żeby zobaczyć kto jest online. O dziwo zobaczyłem przekreślony nick twórcy usuniętego przed chwilą tematu, co oznaczało, że został zbanowany. Kliknąłem w jego profil myśląc, że może znajdę tam coś interesującego. Żadnego awatara, sygnatury, danych osobowych, nic. Oprócz adresu e-mail. Zastanowiłem się chwilę i postanowiłem jednak wysłać mu wiadomość z nadzieją, że dowiem się czegoś o dodatkowej przygodzie, którą zamieścił. Wszedłem na pocztę i zanim kliknąłem "Nowa wiadomość" odruchowo przeszedłem do skrzynki odbiorczej. Były w niej cztery nowe wiadomości; jakiś spam, mail powitalny z forum i list bez tematu. Spojrzałem na nadawcę i w jednej chwili serce zaczęło mi szybciej bić. Był to e-mail owego użytkownika, do którego chciałem właśnie napisać. Szybko włączyłem link i rozczarowany spojrzałem na puste pole, w którym powinna znajdować się treść maila. Chciałem już zamknąć okno, kiedy zauważyłem, że nadawca dodał załącznik. Okazało się, że były to jakieś spakowane pliki w archiwum o nazwie "game". Pobrałem plik na dysk i szybko wypakowałem. Tak jak myślałem – była to jakaś custom story do Amnesii i byłem praktycznie pewien, że to ten sam, który przed chwilą usiłował zamieścić na forum. Opanowałem jednak swoje podekscytowanie i stwierdziłem, że odpalę grę w nocy, wraz ze znajomym. Szybko zapomniałem o wiadomości, którą dostałem, choć wyraźnie zaznaczyłem na forum, że mój adres e-mail ma pozostawać ukryty dla użytkowników. Wyłączyłem komputer i poszedłem opowiedzieć o wszystkim kumplowi.
Szczerze mówiąc sam bym sobie nie uwierzył w to, co się stało, więc nie dziwiłem się Michałowi, który miał spędzić u mnie dzisiaj noc. Było coś około godziny 22:30 kiedy zakończyłem przygotowania do nocnego grania - zasłoniłem okna, zgasiłem wszystkie światła, przygotowałem jakieś kanapki oraz coś do picia i stanowczo zabroniłem komukolwiek z rodziny wchodzić do pokoju. Lubiłem taki klimat, kiedy zamierzałem oglądać lub grać w coś, co miało mnie przestraszyć. Odpaliłem laptopa, wkleiłem zawartość rozpakowanego wcześniej archiwum do odpowiedniego folderu i czekałem z uruchomieniem gry na Michała. Pojawił się na kilka minut przed 23:00. Zamknęliśmy się w pokoju i usiedliśmy przed biurkiem, wpatrując się w laptopa. Obaj byliśmy podekscytowani i w końcu, lekko drżącą ręką, kliknąłem dwa razy na ikonę Amnesii. Początkowo wszystko wyglądało normalnie - pojawiały się animacje przedstawiające twórców gry itp. Lecz kiedy tylko pokazało się główne menu, od razu zobaczyliśmy, że coś jest nie tak. Zamiast standardowego tła, obrazującego jakiś mroczny pokój i kawałek korytarza, widać było jakby obraz z czterech różnych kamer. Pierwsza z nich przedstawiała niewielkie pomieszczenie o białych ścianach i podłodze w tym samym kolorze. Na środku stał stalowy stół, do którego przypięty był zupełnie nagi mężczyzna, a wokół leżały dziwne narzędzia; jakieś noże, wiertła, obcęgi etc. Druga z kamer ukazywała jakby kamienną piwnicę, a w niej dziwną maszynę. Był to okrąg, w środku którego zamocowany był drewniany krzyż, zaś do niego przypięta była naga kobieta. Okrąg obracał się powoli. Kolejny obraz z kamery prezentował pokój podobny do pierwszego, z tym że ściany wyłożone były jakby materacami czy czymś w tym rodzaju. W środku znajdowała się jakaś mała dziewczynka ze związanymi rękami i zasłoniętymi oczami, błądząca po pomieszczeniu. Również pozbawiona była jakiegokolwiek odzienia. Ostatnia kamera monitorowała mały pokoik, w którego centrum ulokowano stalowe krzesło. Był do niego przypięty jakiś mężczyzna z workiem na głowie. Nie ruszał się, tylko siedział wyprostowany. O dziwo, ubrany był w ciemne jeansy i białą koszulkę z jakimś niewidocznym nadrukiem. Wszystkie obrazy wyglądały na stworzone za pomocą komputera, ale było w nich coś.. coś zbyt realnego jak na grę. Do tego żadna z animacji postaci nie powtórzyła się przez bite piętnaście minut, kiedy to siedzieliśmy w osłupieniu, wpatrując się w ekran. Dopiero po dłuższym czasie Michał zdołał coś powiedzieć.
- Kurwa... - jedno słowo, gdyż żaden inny komentarz nie przychodził nam do głowy. Zdecydowaliśmy się jednak uruchomić dodatek. Spostrzegliśmy, że brakuje odnośnika "Continue game", co mnie lekko zaniepokoiło. Po kliknięciu przycisku "Custom Story" okazało się, że na liście nie ma ŻADNEJ gry. Nie ukrywam, wkurwiłem się lekko, bo tutaj była cała kolekcja ukończonych przeze mnie przygód. Obaj byliśmy rozdrażnieni brakiem jakichkolwiek plików i zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie podstawowej rozgrywki w Amnesii od nowa. Wszystko uruchomiło się jak należy, jednak kiedy tylko zobaczyliśmy, gdzie nasza postać się znajduje, od razu wyczuliśmy, że nie jest to standardowa przygoda Amnesii. Czyżby pobrany przeze mnie dodatek zastąpił podstawową wersję gry? Na to wychodziło. Spauzowałem grę, rzuciłem się na oparcie krzesła i spojrzałem na Michała. Obaj wiedzieliśmy, że coś jest cholernie nie tak...
Napiłem się coli i w milczeniu odpauzowałem grę, po czym rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym znajdował się bohater. Wyglądało to na jakąś starą fabrykę; brudne ściany, z których poodpadała już biała farba, wokół porozrzucane drewniane skrzynki i liczne śmieci. Jedyne światło rzucała zwisająca z sufitu, gasnąca co chwilę lampa. Na przeciwległej ścianie widać było zarys drzwi. Ruszyłem przed siebie, a kroki postaci odbijały się echem w grze. Nie słyszałem żadnego podkładu muzycznego, ale i bez tego gra wydawała się wystarczająco straszna. Odnosiłem dziwne wrażenie, że skądś znam to miejsce i sądząc po wyrazie twarzy Michała, on również miał podobne myśli. Ogarnął nas lekki niepokój i narastał z każdym krokiem. Przed drzwiami leżała jakaś kartka, a na niej jakiś tekst. Podniosłem ją i po chwili na ekranie wyświetliła się jej powiększona wersja, co pozwoliło nam odczytać wiadomość.
"Witaj.
Kiedy przejdziesz przez te drzwi, będziesz miał możliwość udowodnienia, czy jesteś godzien wstąpienia w nasze szeregi. Zrób wszystko jak należy, a dostąpisz zaszczytu tytułowania się członkiem naszej Rodziny.
W każdym następnym pomieszczeniu będziesz miał do wykonania pewne zdanie. Sprawdzimy, czy dysponujesz cechami prawdziwego Wyznawcy.
Powodzenia."
Niewiele z tego zrozumieliśmy, ale uznaliśmy to za jakieś krótkie wprowadzenie do fabuły. Otworzyłem drzwi i wyświetlił się ekran ładowania - żadnego obrazka, po prostu czarny ekran i napis "Zaczekaj chwilę...". Po kilku sekundach ponownie wcieliłem się w postać. Tym razem stałem w długim, ciemnym korytarzu. Widoczność była ograniczona do metra, może dwóch. Kamienne, brudne ściany, niski sufit i brak jakichkolwiek dźwięków - to wystarczyło, żeby strach zaczął nas stopniowo ogarniać. Nagle coś trzasnęło, a ja aż podskoczyłem. Odruchowo zatrzymałem grę i rozejrzałem się po pokoju.
- Stary, wyluzuj, to tylko drzwi. Ktoś z domu wyszedł, albo wszedł... - na te słowa Michała jedynie skinąłem głową i przekląłem w duchu swoje tchórzostwo. Włączyłem grę i zacząłem powoli iść przed siebie. Cały czas mijałem te same brudne ściany jakiegoś budynku. Wyglądały znajomo, ale wolałem nie wypowiadać swoich myśli na głos w obawie, że mój kumpel jedynie mnie wyśmieje. Po kilku minutach wsłuchiwania się w monotonne kroki postaci zauważyłem, że po lewej stronie z mroku wyłoniły się jakieś drzwi. Wyglądały tak samo jak poprzednie i tutaj również na ziemi leżała jakaś kartka. Podniosłem ją.
"Cenimy sobie wyobraźnię..."
Tym razem nic nie zrozumiałem, ale stwierdziłem, że za chwilę wszystko się wyjaśni. Pchnąłem drzwi i natychmiast oślepiła mnie biel pokoju, w którym się znalazłem. Kiedy oczy przywykły do ekranu, bijącego teraz jasnym światłem, pojąłem, gdzie jestem. Było to pierwsze z pomieszczeń, które widziałem na tle głównego menu. I tutaj również na środku był stół z nagim mężczyzną, a wokół porozrzucane liczne narzędzia. Podszedłem bliżej i zrozumiałem, o co chodziło z tą wyobraźnią - miałem pociąć tego kolesia w jak najciekawszy sposób. Zdziwiłem się, że w ogóle w Amnesii jest taka możliwość i pochwaliłem w duchu twórcę dodatku. Złapałem za pierwsze narzędzie, jakie było pod ręką - duży, ząbkowany nóż. Zastanowiłem się chwilę i skierowałem niewielki celownik na palce mojego... pacjenta, że tak to ujmę. Moja postać jednym ruchem odcięła kciuk od ciała. I wtedy z głośników wydobył się głośny krzyk, a postać na stole zaczęła gwałtownie się wyrywać. Obaj z Michałem podskoczyliśmy, zaskoczeni tak nagłym przerwaniem tej monotonnej ciszy. Serca waliły nam jak młoty. Teraz, już drżącymi dłońmi, odcinałem mężczyźnie kolejne palce, uprzednio jednak przyciszając głos. Obejrzałem masę horrorów ze scenami gore, więc takie rzeczy nie robiły na mnie większego wrażenia. Teraz jednak wszystko wydawało się cholernie realne. Po skończonej zabawie moja ofiara jedynie płakała żałośnie. Następnie odłożyłem nóż i wziąłem do ręki wiertło. Przyłożyłem ostrą końcówkę do kolana nieszczęśnika, po czym rozpocząłem wiercenie dziury. Tutaj ponownie wydobył się nieziemski krzyk, lecz byłem na to przygotowany. Szybko wydrążyłem po jednym otworze w kolanach skazańca. Następnie zrobiłem kilka równie chorych rzeczy; wyrwałem zęby, osmaliłem skórę palnikiem, okaleczyłem ciało nożem, połamałem nos młotkiem, rozciąłem policzki. Dawało mi to niezłą frajdę, a Michał siedział jedynie z boku i oglądał to z niesmakiem. Ostatecznie mężczyzna przestał się ruszać, a cała podłoga pochlapana była krwią. Wtedy zobaczyłem, że na przeciwległej ścianie znajdują się drzwi; albo ich wcześniej nie zauważyłem, albo pojawiły się wraz ze śmiercią mojej ofiary. Przed nimi leżała kartka. Odczytałem ją.
"Wspaniale. Ale to nie koniec. Gwałt jest w naszym kręgu czymś normalnym. Pamiętaj o tym."
Zdziwiłem się jak cholera, ale wiedziałem już, co się święci. Seks w Amnesii? Czy to aby nie przesada? Otworzyłem kolejne drzwi, spodziewając się już, co zobaczę. Moje przeczucia się spełniły - znajdowałem się w drugim z pomieszczeń, jakie widziałem na obrazach z kamer. Na środku stała opisana przeze mnie wcześniej maszyna - obracający się okrąg z krzyżem w środku, do którego przywiązana była naga kobieta. Powoli podszedłem do niej, wyglądała na nieprzytomną. Zobaczyłem, że jest możliwość interakcji z tą postacią, wiec kliknąłem "E". Postać uderzyła kobietę z pięści w głowę kilka razy pod rząd, a ta obudziła się z krzykiem i zawodzeniem. Dalej było tylko ciekawiej. Wyświetliła się animacja, nad którą nie panowałem. Mogłem jedynie przerwać działania bohatera, ponownie klikając klawisz. Z tej samej perspektywy, co przez całą grę, widziałem jak główny bohater gry gwałci dziewczynę, bijając ją przy tym po twarzy i całym ciele. Sceny rodem z jakiegoś perwersyjnego pornola.
- Kurwa, wyłącz to pojebane gówno! - usłyszałem głos obok siebie. Byłem jednak zbyt wciągnięty żeby zareagować, więc kumpel po prostu odszedł od biurka i rzucił się na łóżko, wpatrując się w sufit.
Zawodzenia i błagalne krzyki kobiety trwały przez dobre pięć minut, a ja przez ten cały czas nie przerywałem poczynań postaci. Po chwili ustały wszelkie dźwięki i spostrzegłem, że dziewczyna przestała się ruszać. Wokół ponownie było pełno krwi. Zatrzymałem grę i obróciłem się na krześle do Michała. Nie odezwałem się nawet słowem. Nigdy nie widziałem tak popierdolonego custom game do Amnesii. Ale chciałem dowiedzieć się, co będzie dalej. Jakie jest zakończenie. Drżąc na całym ciele obróciłem się z powrotem do laptopa i kontynuowałem grę. Znów to samo - pojawiły się drzwi, prowadzące dalej, a przed nimi zwitek papieru.
"Bezwzględność..."
Tylko tyle. Żadnej wskazówki. Wszedłem przez drzwi i znalazłem się w kolejnym pokoju. Ściany wyłożone były materacami, podłoga również. Po pomieszczeniu błądziła kilkunastoletnia, naga dziewczynka ze związanymi rękami i zasłoniętymi oczami. Płakała donośnie i wołała rodziców, których tutaj nie było. Przede mną leżał łom.
Co za pierdolony psychol robił tę grę?
Po chwili wahania, upewniwszy się, że Michał nie patrzy i nie będzie robił mi wyrzutów, złapałem za łom i podszedłem do kolejnej ofiary. Zatrzymała się i obróciła w moją stronę, nadal płacząc.
- Mama? Tata? Proszę, pomóżcie mi... - urwała zdanie w pół i zalała się krwią, kiedy tępe narzędzie trzymane przeze mnie uderzyło ją z całym impetem w głowę. Upadła na ziemię i cicho mamrotała coś w stylu:
- Przepraszam... Nie rób mi krzywdy... - jej głosik był cienki i słaby. Jeszcze kilka zamachów łomem i bez wątpienia padła martwa. Z rozpieprzonej czaszki wylewał się mózg, a białe materace zabarwiły się na czerwono. Kolejne zadanie wykonane, choć tym razem miałem niewielkie wyrzuty sumienia. Wszystko było takie realne... Powtarzając sobie, że to tylko gra, minąłem ciało i ruszyłem do kolejnych drzwi, nadal trzymając łom w dłoni. Kolejna kartka.
"Wyśmienicie. Ostatnie zadanie."
Znów całe gówno informacji, ale i tym razem wiedziałem, że sobie poradzę. Przekroczyłem ostatnie drzwi i znalazłem się w tym samym niewielkim pokoju, który widziałem na czwartym obrazie z kamery. Na środku stało stalowe krzesło, a na nim siedział mężczyzna. Podszedłem do niego. Na głowie miał worek, a jego biała koszulka wydała się jakoś dziwnie znajoma. Zignorowałem jednak to podświadome ostrzeżenie i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Nie było w nim żadnego narzędzia, więc wywnioskowałem, że ostatnią ofiarę również muszę pozbawić życia łomem. Zamachnąłem się i uderzyłem mężczyznę w głowę. I jeszcze raz. I kolejny. Worek szybko przesiąknął krwią, a mój cel zmarł bez słowa. To chyba było najłatwiejsze z dotychczasowych zadań. Rozejrzałem się w poszukiwaniu drzwi, lecz znalazłem jedynie kartkę.
"To koniec. Brawo. Witamy w Bractwie."
I tyle. Gra się wyłączyła, wyrzucając mnie na pulpit. Wpatrywałem się tępo przed siebie. Z jednej strony byłem zafascynowany dodatkiem, który wprowadził dosyć ciekawe możliwości do gry, ale z drugiej czułem się dziwnie. Było mi szkoda tych ludzi. Zaśmiałem się cicho - przecież to tylko animowane postaci. Spojrzałem na zegarek, była 01:16. Chciałem już iść spać, stwierdziwszy, że dzisiaj już nic ciekawego nie zrobię. Włączyłem przeglądarkę, żeby wylogować się z poczty i spostrzegłem, że mam jedną nową wiadomość. Ponownie bez tematu. Zawołałem Michała i ten z niechęcią podszedł do mnie i przysiadł zrezygnowany na krześle. Otworzyliśmy ją – żadnego tekstu, jedynie cztery pliki wideo w formie załączników. Każdy ważył około 15mb. Pobrałem wszystkie naraz, co zajęło jednak chwilę czasu. Siedzieliśmy w milczeniu w obawie przed tym, co zobaczymy na filmach. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność, minuty zdawały się wiecznością. W końcu pliki zapisały się na dysku. Cały drżąc, włączyłem pierwszy z nich. Naszym oczom ukazało się białe pomieszczenie, na którego środku stał metalowy stół. Na nim leżał jakiś mężczyzna. Zamarłem, a wnętrzności podeszły mi do gardła. To już nie była komputerowa animacja - to był autentyczny obraz z monitoringu. Widziałem przerażenie malujące się na twarzy Michała. Po chwili w kadr weszła niska, otyła postać. Ubrana była jedynie w krótkie, czarne spodenki, a na głowie miała maskę, przedstawiającą świńską głowę. Beznamiętnie podeszła do leżącego na stole mężczyzny i zaczęła odcinać mu palce...
Nie mogłem nic powiedzieć.
W głowie aż szumiało mi od natłoku pytań. Słyszałem, jak Michał zachłysnął się powietrzem, kiedy zobaczył pierwsze sceny filmiku. Dalej robiło się coraz gorzej. Zamaskowany psychol zaczął na żywca wiercić swej ofierze dziury w kolanach, a następnie okaleczał jej ciała. W tle było słychać krzyki, jęki i błaganie o litość. Żadnej reakcji ze strony oprawcy – po prostu nadal ciął. Filmik sam w sobie nie wzbudziłby takich emocji, gdyby nie fakt, że ten pojebaniec robił dokładnie to samo, co moja postać w Amnesii...
Kiedy jęki ustały, mężczyzna po prostu odrzucił narzędzia i przeszedł do kolejnego pomieszczenia. I tutaj wideo się skończyło...
Nie wiem jak długo siedzieliśmy w milczeniu. Wiem tylko, że nie wiedziałem, co mam teraz zrobić. Na tym filmie zginął jakiś mężczyzna i nie wyglądało to na kadr z jakiejś wyreżyserowanej produkcji. Przełknąłem ślinę i spoconą ze strachu dłonią uruchomiłem kolejny plik. Ponownie znajome pomieszczenie i scena, którą tak naprawdę sam zaaranżowałem. Ten sam psychopata podszedł do obracającej się na krzyżu kobiety i kilkoma uderzeniami w twarz wybudził ją ze snu. Następnie ściągnął spodnie i zmusił swoją ofiarę do seksu oralnego, dotykał ją, uderzał z całych sił, szarpał za włosy, gwałcił we wszystkie możliwe otwory, po czym pozostawił martwą. Zwymiotowałem obok biurka. Michał nawet nie zareagował, tylko szlochał cicho z twarzą ukrytą w dłoniach. Pierwszy raz widziałem go płaczącego, ale nie dziwiłem mu się. To wszystko było... Chore. Pojebane.
Zostały nam jeszcze dwa filmy do obejrzenia i choć byliśmy już wystarczająco roztrzęsieni, wiedzieliśmy, że trzeba zobaczyć, jak to gówno się skończy. Resztkami sił włączyłem trzeci plik. W białym pokoju siedziała naga mała dziewczynka ze skrępowanymi kończynami i zasłoniętymi oczami. Skulona szlochała w kącie i wołała rodziców. Na sam ten widok do oczu naszły mi łzy. Wiedziałem, co ją czeka. Po kilku sekundach do pomieszczenia wszedł ten sam facet. W ręku trzymał łom. Na dźwięk otwieranych drzwi dziewczynka uniosła głowę i zawołała cicho.
- Mama? - jej przyszły oprawca milczał. Przypatrywał się jej chwilę, a następnie podszedł do niej i z całej siły uderzył w głowę narzędziem. Dźwięk łamanych kości dobiegł do moich uszu z głośników. Widziałem, jak to niewinne dziecko pada na ziemię, a wokół głowy pojawia się czerwona kałuża. Kilka kolejnych uderzeń doszczętnie zmiażdżyło czaszkę i spowodowało wylanie się jakiejś galaretowatej substancji na ziemię. Ledwo powstrzymywałem wymioty. I tutaj wideo się zakończyło. Pozostawał ostatni plik. Ten, z którym wiązało się najwięcej pytań. Kim był mężczyzna w worku? Dlaczego nie krzyczał, kiedy był katowany? Najechałem kursorem na plik; tylko tak było można to sprawdzić. Kliknąłem dwa razy.
Przez pierwsze dwadzieścia sekund widać było jedynie siedzącego na stalowym krześle mężczyznę. Nie ruszał się i jedynie po poruszającej się delikatnie klatce piersiowej można było wywnioskować, że żyje. W dwudziestej drugiej sekundzie drzwi otworzyły się i do środka wszedł raz jeszcze zamaskowany kat, w dłoni trzymając zakrwawiony łom. Podszedł do mężczyzny i przyglądał mu się dłuższą chwilę. Liczyłem na to, że zdejmie swojej ofierze worek z głowy i ukaże jej oblicze. Jednak ten bez zbędnych ceregieli zamachnął się i trzasnął, pozbawił życia kolejnego człowieka. Odgłos łamanej czaszki ponownie wydobył się z głośników. Michał trząsł się na całym ciele. Obaj wiedzieliśmy, że te pliki nie trafiły do nas przez przypadek. To my zabiliśmy tych ludzi. Nie mam pojęcia jak, ale takie były fakty. Chciałem już zamknąć okno odtwarzacza wideo, lecz zauważyłem, że dzieje się coś jeszcze, co nie miało miejsca w grze. Psychol w świńskiej masce wyjął zza pasa nóż i zaczął oddzielać głowę od ciała. Biała koszulka ubrudzona była krwią. Tak znajoma, biała koszulka...
Nie wiem czemu, ale w pewnym momencie poczułem nagły skok adrenaliny. Serce waliło mi jak młot, ręce drżały mi nieziemsko. Chyba powoli docierało do mnie, co tak naprawdę się stało...
Wybiegłem z pokoju i gwałtownie otworzyłem drzwi do pokoju rodziców. Na łóżku leżała jedynie matka.
- Gdzie... Gdzie tato? - zapytałem drżącym głosem ze łzami w oczach.
- Ojciec? Wyszedł gdzieś w pośpiechu około godziny temu, a co? Coś nie tak? - zapytała spokojnym tonem. Usłyszałem wołanie z mojego pokoju i jak najszybciej tam pobiegłem. Michał stał przed biurkiem pokazując palcem na monitor. Był zapłakany i cały się trząsł. Powoli przeniosłem wzrok na monitor i zalałem się łzami.
Spauzowana klatka filmu prezentowała mężczyznę podkładającego niezdarnie obciętą głowę do kamery. Głowę MOJEGO OJCA.
To ja go zabiłem...
---
Autor: Jarosław 'Astaroth' Sitarczuk @http://paranoir.pl/amnesia-custom-story/
Korekta: Yaveleth
(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora i źródła.
Gdybym mógł cofnąć czas...
Skacząc po różnych forach internetowych, na jednym z nich natknąłem się w końcu na interesujący wątek. Miałem spore szczęście, gdyż temat został założony dosłownie kilka sekund przed tym, jak go znalazłem. Po chwili kliknąłem na odnośnik "game.rar". Tytuł nie brzmiał jakoś zachęcająco, a login autora był co najmniej dziwny - zzxnrtnbk4a. Wyglądało mi to na jakiegoś spamującego bota, ale cóż... Zdziwiłem się, kiedy po załadowaniu żądanej strony, co z moim łączem trwało kilkanaście sekund, wyskoczył błąd 404, co chyba oznaczało brak strony o podanym adresie. Zrezygnowany wróciłem na stronę główną i zjechałem na sam dół, żeby zobaczyć kto jest online. O dziwo zobaczyłem przekreślony nick twórcy usuniętego przed chwilą tematu, co oznaczało, że został zbanowany. Kliknąłem w jego profil myśląc, że może znajdę tam coś interesującego. Żadnego awatara, sygnatury, danych osobowych, nic. Oprócz adresu e-mail. Zastanowiłem się chwilę i postanowiłem jednak wysłać mu wiadomość z nadzieją, że dowiem się czegoś o dodatkowej przygodzie, którą zamieścił. Wszedłem na pocztę i zanim kliknąłem "Nowa wiadomość" odruchowo przeszedłem do skrzynki odbiorczej. Były w niej cztery nowe wiadomości; jakiś spam, mail powitalny z forum i list bez tematu. Spojrzałem na nadawcę i w jednej chwili serce zaczęło mi szybciej bić. Był to e-mail owego użytkownika, do którego chciałem właśnie napisać. Szybko włączyłem link i rozczarowany spojrzałem na puste pole, w którym powinna znajdować się treść maila. Chciałem już zamknąć okno, kiedy zauważyłem, że nadawca dodał załącznik. Okazało się, że były to jakieś spakowane pliki w archiwum o nazwie "game". Pobrałem plik na dysk i szybko wypakowałem. Tak jak myślałem – była to jakaś custom story do Amnesii i byłem praktycznie pewien, że to ten sam, który przed chwilą usiłował zamieścić na forum. Opanowałem jednak swoje podekscytowanie i stwierdziłem, że odpalę grę w nocy, wraz ze znajomym. Szybko zapomniałem o wiadomości, którą dostałem, choć wyraźnie zaznaczyłem na forum, że mój adres e-mail ma pozostawać ukryty dla użytkowników. Wyłączyłem komputer i poszedłem opowiedzieć o wszystkim kumplowi.
Szczerze mówiąc sam bym sobie nie uwierzył w to, co się stało, więc nie dziwiłem się Michałowi, który miał spędzić u mnie dzisiaj noc. Było coś około godziny 22:30 kiedy zakończyłem przygotowania do nocnego grania - zasłoniłem okna, zgasiłem wszystkie światła, przygotowałem jakieś kanapki oraz coś do picia i stanowczo zabroniłem komukolwiek z rodziny wchodzić do pokoju. Lubiłem taki klimat, kiedy zamierzałem oglądać lub grać w coś, co miało mnie przestraszyć. Odpaliłem laptopa, wkleiłem zawartość rozpakowanego wcześniej archiwum do odpowiedniego folderu i czekałem z uruchomieniem gry na Michała. Pojawił się na kilka minut przed 23:00. Zamknęliśmy się w pokoju i usiedliśmy przed biurkiem, wpatrując się w laptopa. Obaj byliśmy podekscytowani i w końcu, lekko drżącą ręką, kliknąłem dwa razy na ikonę Amnesii. Początkowo wszystko wyglądało normalnie - pojawiały się animacje przedstawiające twórców gry itp. Lecz kiedy tylko pokazało się główne menu, od razu zobaczyliśmy, że coś jest nie tak. Zamiast standardowego tła, obrazującego jakiś mroczny pokój i kawałek korytarza, widać było jakby obraz z czterech różnych kamer. Pierwsza z nich przedstawiała niewielkie pomieszczenie o białych ścianach i podłodze w tym samym kolorze. Na środku stał stalowy stół, do którego przypięty był zupełnie nagi mężczyzna, a wokół leżały dziwne narzędzia; jakieś noże, wiertła, obcęgi etc. Druga z kamer ukazywała jakby kamienną piwnicę, a w niej dziwną maszynę. Był to okrąg, w środku którego zamocowany był drewniany krzyż, zaś do niego przypięta była naga kobieta. Okrąg obracał się powoli. Kolejny obraz z kamery prezentował pokój podobny do pierwszego, z tym że ściany wyłożone były jakby materacami czy czymś w tym rodzaju. W środku znajdowała się jakaś mała dziewczynka ze związanymi rękami i zasłoniętymi oczami, błądząca po pomieszczeniu. Również pozbawiona była jakiegokolwiek odzienia. Ostatnia kamera monitorowała mały pokoik, w którego centrum ulokowano stalowe krzesło. Był do niego przypięty jakiś mężczyzna z workiem na głowie. Nie ruszał się, tylko siedział wyprostowany. O dziwo, ubrany był w ciemne jeansy i białą koszulkę z jakimś niewidocznym nadrukiem. Wszystkie obrazy wyglądały na stworzone za pomocą komputera, ale było w nich coś.. coś zbyt realnego jak na grę. Do tego żadna z animacji postaci nie powtórzyła się przez bite piętnaście minut, kiedy to siedzieliśmy w osłupieniu, wpatrując się w ekran. Dopiero po dłuższym czasie Michał zdołał coś powiedzieć.
- Kurwa... - jedno słowo, gdyż żaden inny komentarz nie przychodził nam do głowy. Zdecydowaliśmy się jednak uruchomić dodatek. Spostrzegliśmy, że brakuje odnośnika "Continue game", co mnie lekko zaniepokoiło. Po kliknięciu przycisku "Custom Story" okazało się, że na liście nie ma ŻADNEJ gry. Nie ukrywam, wkurwiłem się lekko, bo tutaj była cała kolekcja ukończonych przeze mnie przygód. Obaj byliśmy rozdrażnieni brakiem jakichkolwiek plików i zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie podstawowej rozgrywki w Amnesii od nowa. Wszystko uruchomiło się jak należy, jednak kiedy tylko zobaczyliśmy, gdzie nasza postać się znajduje, od razu wyczuliśmy, że nie jest to standardowa przygoda Amnesii. Czyżby pobrany przeze mnie dodatek zastąpił podstawową wersję gry? Na to wychodziło. Spauzowałem grę, rzuciłem się na oparcie krzesła i spojrzałem na Michała. Obaj wiedzieliśmy, że coś jest cholernie nie tak...
Napiłem się coli i w milczeniu odpauzowałem grę, po czym rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym znajdował się bohater. Wyglądało to na jakąś starą fabrykę; brudne ściany, z których poodpadała już biała farba, wokół porozrzucane drewniane skrzynki i liczne śmieci. Jedyne światło rzucała zwisająca z sufitu, gasnąca co chwilę lampa. Na przeciwległej ścianie widać było zarys drzwi. Ruszyłem przed siebie, a kroki postaci odbijały się echem w grze. Nie słyszałem żadnego podkładu muzycznego, ale i bez tego gra wydawała się wystarczająco straszna. Odnosiłem dziwne wrażenie, że skądś znam to miejsce i sądząc po wyrazie twarzy Michała, on również miał podobne myśli. Ogarnął nas lekki niepokój i narastał z każdym krokiem. Przed drzwiami leżała jakaś kartka, a na niej jakiś tekst. Podniosłem ją i po chwili na ekranie wyświetliła się jej powiększona wersja, co pozwoliło nam odczytać wiadomość.
"Witaj.
Kiedy przejdziesz przez te drzwi, będziesz miał możliwość udowodnienia, czy jesteś godzien wstąpienia w nasze szeregi. Zrób wszystko jak należy, a dostąpisz zaszczytu tytułowania się członkiem naszej Rodziny.
W każdym następnym pomieszczeniu będziesz miał do wykonania pewne zdanie. Sprawdzimy, czy dysponujesz cechami prawdziwego Wyznawcy.
Powodzenia."
Niewiele z tego zrozumieliśmy, ale uznaliśmy to za jakieś krótkie wprowadzenie do fabuły. Otworzyłem drzwi i wyświetlił się ekran ładowania - żadnego obrazka, po prostu czarny ekran i napis "Zaczekaj chwilę...". Po kilku sekundach ponownie wcieliłem się w postać. Tym razem stałem w długim, ciemnym korytarzu. Widoczność była ograniczona do metra, może dwóch. Kamienne, brudne ściany, niski sufit i brak jakichkolwiek dźwięków - to wystarczyło, żeby strach zaczął nas stopniowo ogarniać. Nagle coś trzasnęło, a ja aż podskoczyłem. Odruchowo zatrzymałem grę i rozejrzałem się po pokoju.
- Stary, wyluzuj, to tylko drzwi. Ktoś z domu wyszedł, albo wszedł... - na te słowa Michała jedynie skinąłem głową i przekląłem w duchu swoje tchórzostwo. Włączyłem grę i zacząłem powoli iść przed siebie. Cały czas mijałem te same brudne ściany jakiegoś budynku. Wyglądały znajomo, ale wolałem nie wypowiadać swoich myśli na głos w obawie, że mój kumpel jedynie mnie wyśmieje. Po kilku minutach wsłuchiwania się w monotonne kroki postaci zauważyłem, że po lewej stronie z mroku wyłoniły się jakieś drzwi. Wyglądały tak samo jak poprzednie i tutaj również na ziemi leżała jakaś kartka. Podniosłem ją.
"Cenimy sobie wyobraźnię..."
Tym razem nic nie zrozumiałem, ale stwierdziłem, że za chwilę wszystko się wyjaśni. Pchnąłem drzwi i natychmiast oślepiła mnie biel pokoju, w którym się znalazłem. Kiedy oczy przywykły do ekranu, bijącego teraz jasnym światłem, pojąłem, gdzie jestem. Było to pierwsze z pomieszczeń, które widziałem na tle głównego menu. I tutaj również na środku był stół z nagim mężczyzną, a wokół porozrzucane liczne narzędzia. Podszedłem bliżej i zrozumiałem, o co chodziło z tą wyobraźnią - miałem pociąć tego kolesia w jak najciekawszy sposób. Zdziwiłem się, że w ogóle w Amnesii jest taka możliwość i pochwaliłem w duchu twórcę dodatku. Złapałem za pierwsze narzędzie, jakie było pod ręką - duży, ząbkowany nóż. Zastanowiłem się chwilę i skierowałem niewielki celownik na palce mojego... pacjenta, że tak to ujmę. Moja postać jednym ruchem odcięła kciuk od ciała. I wtedy z głośników wydobył się głośny krzyk, a postać na stole zaczęła gwałtownie się wyrywać. Obaj z Michałem podskoczyliśmy, zaskoczeni tak nagłym przerwaniem tej monotonnej ciszy. Serca waliły nam jak młoty. Teraz, już drżącymi dłońmi, odcinałem mężczyźnie kolejne palce, uprzednio jednak przyciszając głos. Obejrzałem masę horrorów ze scenami gore, więc takie rzeczy nie robiły na mnie większego wrażenia. Teraz jednak wszystko wydawało się cholernie realne. Po skończonej zabawie moja ofiara jedynie płakała żałośnie. Następnie odłożyłem nóż i wziąłem do ręki wiertło. Przyłożyłem ostrą końcówkę do kolana nieszczęśnika, po czym rozpocząłem wiercenie dziury. Tutaj ponownie wydobył się nieziemski krzyk, lecz byłem na to przygotowany. Szybko wydrążyłem po jednym otworze w kolanach skazańca. Następnie zrobiłem kilka równie chorych rzeczy; wyrwałem zęby, osmaliłem skórę palnikiem, okaleczyłem ciało nożem, połamałem nos młotkiem, rozciąłem policzki. Dawało mi to niezłą frajdę, a Michał siedział jedynie z boku i oglądał to z niesmakiem. Ostatecznie mężczyzna przestał się ruszać, a cała podłoga pochlapana była krwią. Wtedy zobaczyłem, że na przeciwległej ścianie znajdują się drzwi; albo ich wcześniej nie zauważyłem, albo pojawiły się wraz ze śmiercią mojej ofiary. Przed nimi leżała kartka. Odczytałem ją.
"Wspaniale. Ale to nie koniec. Gwałt jest w naszym kręgu czymś normalnym. Pamiętaj o tym."
Zdziwiłem się jak cholera, ale wiedziałem już, co się święci. Seks w Amnesii? Czy to aby nie przesada? Otworzyłem kolejne drzwi, spodziewając się już, co zobaczę. Moje przeczucia się spełniły - znajdowałem się w drugim z pomieszczeń, jakie widziałem na obrazach z kamer. Na środku stała opisana przeze mnie wcześniej maszyna - obracający się okrąg z krzyżem w środku, do którego przywiązana była naga kobieta. Powoli podszedłem do niej, wyglądała na nieprzytomną. Zobaczyłem, że jest możliwość interakcji z tą postacią, wiec kliknąłem "E". Postać uderzyła kobietę z pięści w głowę kilka razy pod rząd, a ta obudziła się z krzykiem i zawodzeniem. Dalej było tylko ciekawiej. Wyświetliła się animacja, nad którą nie panowałem. Mogłem jedynie przerwać działania bohatera, ponownie klikając klawisz. Z tej samej perspektywy, co przez całą grę, widziałem jak główny bohater gry gwałci dziewczynę, bijając ją przy tym po twarzy i całym ciele. Sceny rodem z jakiegoś perwersyjnego pornola.
- Kurwa, wyłącz to pojebane gówno! - usłyszałem głos obok siebie. Byłem jednak zbyt wciągnięty żeby zareagować, więc kumpel po prostu odszedł od biurka i rzucił się na łóżko, wpatrując się w sufit.
Zawodzenia i błagalne krzyki kobiety trwały przez dobre pięć minut, a ja przez ten cały czas nie przerywałem poczynań postaci. Po chwili ustały wszelkie dźwięki i spostrzegłem, że dziewczyna przestała się ruszać. Wokół ponownie było pełno krwi. Zatrzymałem grę i obróciłem się na krześle do Michała. Nie odezwałem się nawet słowem. Nigdy nie widziałem tak popierdolonego custom game do Amnesii. Ale chciałem dowiedzieć się, co będzie dalej. Jakie jest zakończenie. Drżąc na całym ciele obróciłem się z powrotem do laptopa i kontynuowałem grę. Znów to samo - pojawiły się drzwi, prowadzące dalej, a przed nimi zwitek papieru.
"Bezwzględność..."
Tylko tyle. Żadnej wskazówki. Wszedłem przez drzwi i znalazłem się w kolejnym pokoju. Ściany wyłożone były materacami, podłoga również. Po pomieszczeniu błądziła kilkunastoletnia, naga dziewczynka ze związanymi rękami i zasłoniętymi oczami. Płakała donośnie i wołała rodziców, których tutaj nie było. Przede mną leżał łom.
Co za pierdolony psychol robił tę grę?
Po chwili wahania, upewniwszy się, że Michał nie patrzy i nie będzie robił mi wyrzutów, złapałem za łom i podszedłem do kolejnej ofiary. Zatrzymała się i obróciła w moją stronę, nadal płacząc.
- Mama? Tata? Proszę, pomóżcie mi... - urwała zdanie w pół i zalała się krwią, kiedy tępe narzędzie trzymane przeze mnie uderzyło ją z całym impetem w głowę. Upadła na ziemię i cicho mamrotała coś w stylu:
- Przepraszam... Nie rób mi krzywdy... - jej głosik był cienki i słaby. Jeszcze kilka zamachów łomem i bez wątpienia padła martwa. Z rozpieprzonej czaszki wylewał się mózg, a białe materace zabarwiły się na czerwono. Kolejne zadanie wykonane, choć tym razem miałem niewielkie wyrzuty sumienia. Wszystko było takie realne... Powtarzając sobie, że to tylko gra, minąłem ciało i ruszyłem do kolejnych drzwi, nadal trzymając łom w dłoni. Kolejna kartka.
"Wyśmienicie. Ostatnie zadanie."
Znów całe gówno informacji, ale i tym razem wiedziałem, że sobie poradzę. Przekroczyłem ostatnie drzwi i znalazłem się w tym samym niewielkim pokoju, który widziałem na czwartym obrazie z kamery. Na środku stało stalowe krzesło, a na nim siedział mężczyzna. Podszedłem do niego. Na głowie miał worek, a jego biała koszulka wydała się jakoś dziwnie znajoma. Zignorowałem jednak to podświadome ostrzeżenie i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Nie było w nim żadnego narzędzia, więc wywnioskowałem, że ostatnią ofiarę również muszę pozbawić życia łomem. Zamachnąłem się i uderzyłem mężczyznę w głowę. I jeszcze raz. I kolejny. Worek szybko przesiąknął krwią, a mój cel zmarł bez słowa. To chyba było najłatwiejsze z dotychczasowych zadań. Rozejrzałem się w poszukiwaniu drzwi, lecz znalazłem jedynie kartkę.
"To koniec. Brawo. Witamy w Bractwie."
I tyle. Gra się wyłączyła, wyrzucając mnie na pulpit. Wpatrywałem się tępo przed siebie. Z jednej strony byłem zafascynowany dodatkiem, który wprowadził dosyć ciekawe możliwości do gry, ale z drugiej czułem się dziwnie. Było mi szkoda tych ludzi. Zaśmiałem się cicho - przecież to tylko animowane postaci. Spojrzałem na zegarek, była 01:16. Chciałem już iść spać, stwierdziwszy, że dzisiaj już nic ciekawego nie zrobię. Włączyłem przeglądarkę, żeby wylogować się z poczty i spostrzegłem, że mam jedną nową wiadomość. Ponownie bez tematu. Zawołałem Michała i ten z niechęcią podszedł do mnie i przysiadł zrezygnowany na krześle. Otworzyliśmy ją – żadnego tekstu, jedynie cztery pliki wideo w formie załączników. Każdy ważył około 15mb. Pobrałem wszystkie naraz, co zajęło jednak chwilę czasu. Siedzieliśmy w milczeniu w obawie przed tym, co zobaczymy na filmach. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność, minuty zdawały się wiecznością. W końcu pliki zapisały się na dysku. Cały drżąc, włączyłem pierwszy z nich. Naszym oczom ukazało się białe pomieszczenie, na którego środku stał metalowy stół. Na nim leżał jakiś mężczyzna. Zamarłem, a wnętrzności podeszły mi do gardła. To już nie była komputerowa animacja - to był autentyczny obraz z monitoringu. Widziałem przerażenie malujące się na twarzy Michała. Po chwili w kadr weszła niska, otyła postać. Ubrana była jedynie w krótkie, czarne spodenki, a na głowie miała maskę, przedstawiającą świńską głowę. Beznamiętnie podeszła do leżącego na stole mężczyzny i zaczęła odcinać mu palce...
Nie mogłem nic powiedzieć.
W głowie aż szumiało mi od natłoku pytań. Słyszałem, jak Michał zachłysnął się powietrzem, kiedy zobaczył pierwsze sceny filmiku. Dalej robiło się coraz gorzej. Zamaskowany psychol zaczął na żywca wiercić swej ofierze dziury w kolanach, a następnie okaleczał jej ciała. W tle było słychać krzyki, jęki i błaganie o litość. Żadnej reakcji ze strony oprawcy – po prostu nadal ciął. Filmik sam w sobie nie wzbudziłby takich emocji, gdyby nie fakt, że ten pojebaniec robił dokładnie to samo, co moja postać w Amnesii...
Kiedy jęki ustały, mężczyzna po prostu odrzucił narzędzia i przeszedł do kolejnego pomieszczenia. I tutaj wideo się skończyło...
Nie wiem jak długo siedzieliśmy w milczeniu. Wiem tylko, że nie wiedziałem, co mam teraz zrobić. Na tym filmie zginął jakiś mężczyzna i nie wyglądało to na kadr z jakiejś wyreżyserowanej produkcji. Przełknąłem ślinę i spoconą ze strachu dłonią uruchomiłem kolejny plik. Ponownie znajome pomieszczenie i scena, którą tak naprawdę sam zaaranżowałem. Ten sam psychopata podszedł do obracającej się na krzyżu kobiety i kilkoma uderzeniami w twarz wybudził ją ze snu. Następnie ściągnął spodnie i zmusił swoją ofiarę do seksu oralnego, dotykał ją, uderzał z całych sił, szarpał za włosy, gwałcił we wszystkie możliwe otwory, po czym pozostawił martwą. Zwymiotowałem obok biurka. Michał nawet nie zareagował, tylko szlochał cicho z twarzą ukrytą w dłoniach. Pierwszy raz widziałem go płaczącego, ale nie dziwiłem mu się. To wszystko było... Chore. Pojebane.
Zostały nam jeszcze dwa filmy do obejrzenia i choć byliśmy już wystarczająco roztrzęsieni, wiedzieliśmy, że trzeba zobaczyć, jak to gówno się skończy. Resztkami sił włączyłem trzeci plik. W białym pokoju siedziała naga mała dziewczynka ze skrępowanymi kończynami i zasłoniętymi oczami. Skulona szlochała w kącie i wołała rodziców. Na sam ten widok do oczu naszły mi łzy. Wiedziałem, co ją czeka. Po kilku sekundach do pomieszczenia wszedł ten sam facet. W ręku trzymał łom. Na dźwięk otwieranych drzwi dziewczynka uniosła głowę i zawołała cicho.
- Mama? - jej przyszły oprawca milczał. Przypatrywał się jej chwilę, a następnie podszedł do niej i z całej siły uderzył w głowę narzędziem. Dźwięk łamanych kości dobiegł do moich uszu z głośników. Widziałem, jak to niewinne dziecko pada na ziemię, a wokół głowy pojawia się czerwona kałuża. Kilka kolejnych uderzeń doszczętnie zmiażdżyło czaszkę i spowodowało wylanie się jakiejś galaretowatej substancji na ziemię. Ledwo powstrzymywałem wymioty. I tutaj wideo się zakończyło. Pozostawał ostatni plik. Ten, z którym wiązało się najwięcej pytań. Kim był mężczyzna w worku? Dlaczego nie krzyczał, kiedy był katowany? Najechałem kursorem na plik; tylko tak było można to sprawdzić. Kliknąłem dwa razy.
Przez pierwsze dwadzieścia sekund widać było jedynie siedzącego na stalowym krześle mężczyznę. Nie ruszał się i jedynie po poruszającej się delikatnie klatce piersiowej można było wywnioskować, że żyje. W dwudziestej drugiej sekundzie drzwi otworzyły się i do środka wszedł raz jeszcze zamaskowany kat, w dłoni trzymając zakrwawiony łom. Podszedł do mężczyzny i przyglądał mu się dłuższą chwilę. Liczyłem na to, że zdejmie swojej ofierze worek z głowy i ukaże jej oblicze. Jednak ten bez zbędnych ceregieli zamachnął się i trzasnął, pozbawił życia kolejnego człowieka. Odgłos łamanej czaszki ponownie wydobył się z głośników. Michał trząsł się na całym ciele. Obaj wiedzieliśmy, że te pliki nie trafiły do nas przez przypadek. To my zabiliśmy tych ludzi. Nie mam pojęcia jak, ale takie były fakty. Chciałem już zamknąć okno odtwarzacza wideo, lecz zauważyłem, że dzieje się coś jeszcze, co nie miało miejsca w grze. Psychol w świńskiej masce wyjął zza pasa nóż i zaczął oddzielać głowę od ciała. Biała koszulka ubrudzona była krwią. Tak znajoma, biała koszulka...
Nie wiem czemu, ale w pewnym momencie poczułem nagły skok adrenaliny. Serce waliło mi jak młot, ręce drżały mi nieziemsko. Chyba powoli docierało do mnie, co tak naprawdę się stało...
Wybiegłem z pokoju i gwałtownie otworzyłem drzwi do pokoju rodziców. Na łóżku leżała jedynie matka.
- Gdzie... Gdzie tato? - zapytałem drżącym głosem ze łzami w oczach.
- Ojciec? Wyszedł gdzieś w pośpiechu około godziny temu, a co? Coś nie tak? - zapytała spokojnym tonem. Usłyszałem wołanie z mojego pokoju i jak najszybciej tam pobiegłem. Michał stał przed biurkiem pokazując palcem na monitor. Był zapłakany i cały się trząsł. Powoli przeniosłem wzrok na monitor i zalałem się łzami.
Spauzowana klatka filmu prezentowała mężczyznę podkładającego niezdarnie obciętą głowę do kamery. Głowę MOJEGO OJCA.
To ja go zabiłem...
---
Autor: Jarosław 'Astaroth' Sitarczuk @http://paranoir.pl/amnesia-custom-story/
Korekta: Yaveleth
(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora i źródła.
niedziela, 9 czerwca 2013
Kac
Otwieram oczy i się rozglądam. Przez trzy przepiękne sekundy moje ciało wydaje się być w porządku. To uczucie mija jednak tak szybko, jak się pojawiło.
Kurwa. Po jaki chuj piłam wczoraj aż tyle? Kręci mi się w głowie. Która jest godzina?
Wyczłapuję się z mojego pokoju i idę wzdłuż korytarza. Łazienka. Chwała bogu z porcelany. Myję ręce i zmuszam się do powrotu do pokoju. Padam na łóżko i w tym samym momencie coś sobie przypominam.
Kurwa. KURWA. Rodzice przyjeżdżają na kolację, a mój były odwozi synka o 10:00. Wygrzebuję telefon z torebki. 09:43. Idę do kuchni i wyjmuję indyka z zamrażarki, aby odtajał i włączam piekarnik. Rodzice wiedzą, że taka ze mnie kucharka jak z koziej tuby trąba, ale muszę sprawiać wrażenie, że jeszcze nie jestem warzywem i funkcjonuję wśród społeczeństwa.
Co się wczoraj, do cholery, działo? Raquel i ja poszłyśmy do Gingermana. To na pewno. Potem przyszli Kyle i Chris. Polewali tequilę, kolejka za kolejką. Jebana tequila.” Otwieram torebkę i wygrzebuję papierosy. Pusto. No oczy-kurwa-wiście. „Potem poszliśmy do Evil Olive, no nie? Czy jednak do Hasted? O ja pierdolę… Na chuj mi była ta kokaina wczoraj...
Dzwonek. Zarzucam tic-taca i odbieram domofon. „Bardzo cię, skarbie, kocham, ale proszę, do kurwy nędzy, nie drzyj się dzisiaj. Mamusia wlała w siebie niedorzeczne ilości alkoholu i zaprawiła to podobną ilością narkotyków, by zapomnieć o ubiegłej nocy.”
Otwieram drzwi, aby powitać moje cudowne dziecko i byłego.
- Tak za tobą tęskniłam, mój maleńki! – odbieram syna z rąk jego ojca i wtulam nos w jego maleńką miękką szyję. Ciasno go owijam w jego mały, biały kocyk.
- Wracam we wtorek o 10:00. Na razie, synu. – Mój ex całuje swojego syna w czoło i kieruje się w stronę schodów.
Pierdolę, nie robię. Może powinnam odwołać kolację? Nie, nie mogę. Pewnie są już w drodze. Przynajmniej mój skarbek śpi. Zajebiście.
Błędy wczorajszego wieczoru postanowiły wyjść. Kładę dziecko na blacie i biegnę do łazienki. Teraz to tylko szczypiąca, żółta maź, ale chyba lepiej jest wywalić to z siebie, no nie? Obmywam twarz wodą. Dzwoni telefon.
- Cześć, Jess. Przyjedziemy trochę wcześniej, będziemy za około dwie godziny. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza. Co robisz na kolację?
- Cześć, mamo. Nie, nie mam nic przeciwko. – Oczywiście, kurwa, że mam. Nic nie jest gotowe. – Zjemy indyka. Nie śpieszcie się. Zadzwoń, kiedy będziecie już niedaleko. Buziaki.
Marzę o śnie. Wziąć trochę Advilu i zasnąć. Wiedziałam, że nie powinnam wczoraj nigdzie wychodzić. Mam nadzieję, że Raquel bezpiecznie dotarła do domu. Nie mam za to pojęcia, jak ja wróciłam.
Ból rozsadza mi głowę, gdy wrzucam indyka do piekarnika. Dwie godziny. Mogę się zdrzemnąć z trzydzieści minut, bo i tak zdążę zrobić całą resztę. Zanoszę mojego spokojnie śpiącego syna do jego pokoju i układam go w kołysce. Chwiejnym krokiem docieram do swojego łóżka, zakładam słuchawki, włączam jakąś leniwą piosenkę Radiohead i odpływam.
Miałam bardzo dziwny sen. Pukanie do drzwi. Dwóch policjantów. Powiedzieli mi, że Raquel została wczoraj zamordowana i muszą mnie zabrać na posterunek. Godziny przesłuchań. Znaleźli moje odciski na jej udach i cyckach, a na szyi moją szminkę. Została nadziana na drąg, który wchodził w jej pochwę, a wychodził czubkiem głowy. Pokazali mi ciało.
Budzi mnie dzwonek. Sprawdzam telefon. Pięć nieodebranych. 15:00. Kurwa mać! Biegnę do domofonu i otwieram.
- O boże, tak mi przykro. Miałam ciężką noc i-
- W porządku, kochanie, my też byliśmy kiedyś młodzi. Widzę, że indyk już się piecze. Zacznę obierać ziemniaki.
- Dziękuję, mamo. – Całuję ją w policzek i ściskam tatę.
- No a gdzie nasz mały przystojniak? – pyta tata.
- Teraz śpi, ale na pewno ucieszy się na widok swojego dziadka.
Podczas, gdy rodzice zdejmują płaszcze, ja biorę z szafki dwa Advile i łykam bez popijania.
- Chodź, tato.
Nigdy więcej się tak nie sponiewieram dzień przed wizytą rodziców. Czuję się jak gówno.
Otwieram drzwi i włączam światło w pokoju synka. Ojciec podkrada się do łóżeczka i uśmiechając się odciąga kocyk.
- Jess, dlaczego w łóżeczku jest indyk?
---
Tłumaczenie: Lestatt Gaara @ Para-Noir
Autor: HeadsOnSticks @ Reddit NoSleep
(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora, tłumacza i obu źródeł.
Kurwa. Po jaki chuj piłam wczoraj aż tyle? Kręci mi się w głowie. Która jest godzina?
Wyczłapuję się z mojego pokoju i idę wzdłuż korytarza. Łazienka. Chwała bogu z porcelany. Myję ręce i zmuszam się do powrotu do pokoju. Padam na łóżko i w tym samym momencie coś sobie przypominam.
Kurwa. KURWA. Rodzice przyjeżdżają na kolację, a mój były odwozi synka o 10:00. Wygrzebuję telefon z torebki. 09:43. Idę do kuchni i wyjmuję indyka z zamrażarki, aby odtajał i włączam piekarnik. Rodzice wiedzą, że taka ze mnie kucharka jak z koziej tuby trąba, ale muszę sprawiać wrażenie, że jeszcze nie jestem warzywem i funkcjonuję wśród społeczeństwa.
Co się wczoraj, do cholery, działo? Raquel i ja poszłyśmy do Gingermana. To na pewno. Potem przyszli Kyle i Chris. Polewali tequilę, kolejka za kolejką. Jebana tequila.” Otwieram torebkę i wygrzebuję papierosy. Pusto. No oczy-kurwa-wiście. „Potem poszliśmy do Evil Olive, no nie? Czy jednak do Hasted? O ja pierdolę… Na chuj mi była ta kokaina wczoraj...
Dzwonek. Zarzucam tic-taca i odbieram domofon. „Bardzo cię, skarbie, kocham, ale proszę, do kurwy nędzy, nie drzyj się dzisiaj. Mamusia wlała w siebie niedorzeczne ilości alkoholu i zaprawiła to podobną ilością narkotyków, by zapomnieć o ubiegłej nocy.”
Otwieram drzwi, aby powitać moje cudowne dziecko i byłego.
- Tak za tobą tęskniłam, mój maleńki! – odbieram syna z rąk jego ojca i wtulam nos w jego maleńką miękką szyję. Ciasno go owijam w jego mały, biały kocyk.
- Wracam we wtorek o 10:00. Na razie, synu. – Mój ex całuje swojego syna w czoło i kieruje się w stronę schodów.
Pierdolę, nie robię. Może powinnam odwołać kolację? Nie, nie mogę. Pewnie są już w drodze. Przynajmniej mój skarbek śpi. Zajebiście.
Błędy wczorajszego wieczoru postanowiły wyjść. Kładę dziecko na blacie i biegnę do łazienki. Teraz to tylko szczypiąca, żółta maź, ale chyba lepiej jest wywalić to z siebie, no nie? Obmywam twarz wodą. Dzwoni telefon.
- Cześć, Jess. Przyjedziemy trochę wcześniej, będziemy za około dwie godziny. Mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza. Co robisz na kolację?
- Cześć, mamo. Nie, nie mam nic przeciwko. – Oczywiście, kurwa, że mam. Nic nie jest gotowe. – Zjemy indyka. Nie śpieszcie się. Zadzwoń, kiedy będziecie już niedaleko. Buziaki.
Marzę o śnie. Wziąć trochę Advilu i zasnąć. Wiedziałam, że nie powinnam wczoraj nigdzie wychodzić. Mam nadzieję, że Raquel bezpiecznie dotarła do domu. Nie mam za to pojęcia, jak ja wróciłam.
Ból rozsadza mi głowę, gdy wrzucam indyka do piekarnika. Dwie godziny. Mogę się zdrzemnąć z trzydzieści minut, bo i tak zdążę zrobić całą resztę. Zanoszę mojego spokojnie śpiącego syna do jego pokoju i układam go w kołysce. Chwiejnym krokiem docieram do swojego łóżka, zakładam słuchawki, włączam jakąś leniwą piosenkę Radiohead i odpływam.
Miałam bardzo dziwny sen. Pukanie do drzwi. Dwóch policjantów. Powiedzieli mi, że Raquel została wczoraj zamordowana i muszą mnie zabrać na posterunek. Godziny przesłuchań. Znaleźli moje odciski na jej udach i cyckach, a na szyi moją szminkę. Została nadziana na drąg, który wchodził w jej pochwę, a wychodził czubkiem głowy. Pokazali mi ciało.
Budzi mnie dzwonek. Sprawdzam telefon. Pięć nieodebranych. 15:00. Kurwa mać! Biegnę do domofonu i otwieram.
- O boże, tak mi przykro. Miałam ciężką noc i-
- W porządku, kochanie, my też byliśmy kiedyś młodzi. Widzę, że indyk już się piecze. Zacznę obierać ziemniaki.
- Dziękuję, mamo. – Całuję ją w policzek i ściskam tatę.
- No a gdzie nasz mały przystojniak? – pyta tata.
- Teraz śpi, ale na pewno ucieszy się na widok swojego dziadka.
Podczas, gdy rodzice zdejmują płaszcze, ja biorę z szafki dwa Advile i łykam bez popijania.
- Chodź, tato.
Nigdy więcej się tak nie sponiewieram dzień przed wizytą rodziców. Czuję się jak gówno.
Otwieram drzwi i włączam światło w pokoju synka. Ojciec podkrada się do łóżeczka i uśmiechając się odciąga kocyk.
- Jess, dlaczego w łóżeczku jest indyk?
---
Tłumaczenie: Lestatt Gaara @ Para-Noir
Autor: HeadsOnSticks @ Reddit NoSleep
(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora, tłumacza i obu źródeł.
czwartek, 16 maja 2013
W Arktyce Zdarzają Się Różne Dziwne Rzeczy
Dorastałem w Arktyce. W mieście, w którym żyłem, niczym niezwykłym było zobaczyć różne dziwne światła na niebie, o ile nocą niebo było przejrzyste. Pamiętajcie, że tam zima jest długa, co oznacza większą ilość czasu spędzonego prze świetle gwiazd. Piękny widok, o ile nie przeszkadza ci mróz. Czasami jechałem śniegołazem kilka kilometrów za miasto, aby położyć się na śniegu i podziwiać majestat tego wszystkiego, a jedyną rzeczą zakłócającą ciszę bł okazjonalny podmuch wiatru.
Zorze polarne też są częstym zjawiskiem. Nie zdarzają się codziennie, ale na tyle często, że się je po prostu ignoruje po jakimś czasie, no chyba, że są wyjątkowo spektakularne.
Pewnej nocy, bez pytania rodziców o pozwolenie (to był ich śniegołaz) postanowiłem wybrać się na jedną z moich nocnych wycieczek poza miasto. Przejechałem kilka kilometrów za wzniesienia, aby znaleźć obszar wolny od zanieczyszczeń świetlnych generowanych przez światła miejskie, wyłączyłem pojazd i zająłem dobre miejsce.
Nic ciekawego nie ujrzałem. Kilka przelatujących satelitów, względnie nudną aktywność pola magnetycznego, etc. Potem, pośród tego wszystkiego, zwróciłem uwagę na pstrykanie...
Na początku pomyślałem, że to odgłosy ochładzającej się maszyny, silnik rozszerza się i kurczy z powodu oddziałującego mrozu. Jednakże źródło dźwięku zdecydowanie nie znajdowało się w komorze silnika. Następną myślą było to, że to musi być jakieś zwierzę w pobliżu, co oznaczało, że muszę szybko stąd spadać (nie chcę zadzierać z dzikimi zwierzętami i to jeszcze w nocy). Pstrykanie było jednak zbyt jednostajne, aby to zwierzę mogło je wydawać. Dźwięk był dość mechaniczny. I co więcej, nie dochodził znikąd wokół. Dochodził z góry. Oczywiście spojrzałem w górę, bo chciałem ustalić pochodzenie dziwnego hałasu.
Zobaczyłem to, co zwykle widzę: gwiazdy, zorze polarne, satelity leniwie sunące po niebie... norma. Zanim jednak zacząłem się zbierać do powrotu do domu, w zorzy dostrzegłem coś osobliwego. Trzy dość mocno świecące punkty. Początkowo je olałem myśląc, że to wyjątkowo symetrycznie ułożone gwiazdy, ale myliłem się. Z całą pewnością stawały się coraz jaśniejsze. Wpatrywałem się w nie chorobliwie zafascynowany, a one świeciły coraz mocniej i mocniej, ale pozostawały w tym samym miejscu na niebie. Pstrykanie również stawało się głośniejsze i wyraźniejsze, zupełnie jakby ktoś stukał długopisem o biurko lub uderzał bile jedna o drugą w mojej głowie.
Nagle przestało. Światła zniknęły, pstrykania nie było już słychać i poza tym, że nieco zesztywniałem i zmarzłem, to wszystko było okay.
Wsiadłem do śniegołaza myśląc, że chyba zwariowałem. Pojazd uruchamia się nieco dłużej, niż zwykle i zaczynam się martwić, ale wkrótce wszystko gra i buczy. Wracam do miasta. Podczas podróży przez głowę przemyka mi kilka możliwych scenariuszy tego, co mi się przydarzyło. To mógł być śmigłowiec z kopalni albo dziwna aktywność zorzy, etc. Prawdopodobnie nic, czym należałoby się martwić.
Podjeżdżam pod dom. Panuje w nim ciemność. Dziwne. Przecież nie było tak późno, kiedy wyjeżdżałem. Otwieram drzwi zewnętrze najciszej jak się da, zdejmuję z siebie wyposażenie zimowe, przechodzę przez drzwi wewnętrzne. Panuje głęboka cisza. Rodzice są nauczycielami i najczęściej siedzą do późna oceniając sprawdziany albo oglądając TV. W każdym razie jedyne, o czym teraz myślę, to to, aby położyć się do łóżka niezauważonym. Poszło jak po maśle i po chwili jestem już pod kołdrą. Nastawiam budzik na jutro. Wszystko zaczyna nabierać sensu.
Trudny do odpalenia silnik, bo zmarznięty; wszyscy już poszli spać, a przecież zdawało by się, że nie było mnie dość krótko...
Była prawie 23:00, kiedy wyszedłem, a teraz zbliżała się 06:00. Stałem i gapiłem się na pstrykające światła przez blisko 7 godzin.
Nie zasnąłem już tej nocy, a z nocnych wypadów śniegołazem zrezygnowałem.
---
Tłumaczenie: Lestatt Gaara @ http://paranoir.pl/w-arktyce-zdarzaja-sie-rozne-dziwne-rzeczy/
Autor: MeaninglessDebateMan @ Reddit NoSleep
(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora, tłumacza i obu źródeł.
Zorze polarne też są częstym zjawiskiem. Nie zdarzają się codziennie, ale na tyle często, że się je po prostu ignoruje po jakimś czasie, no chyba, że są wyjątkowo spektakularne.
Pewnej nocy, bez pytania rodziców o pozwolenie (to był ich śniegołaz) postanowiłem wybrać się na jedną z moich nocnych wycieczek poza miasto. Przejechałem kilka kilometrów za wzniesienia, aby znaleźć obszar wolny od zanieczyszczeń świetlnych generowanych przez światła miejskie, wyłączyłem pojazd i zająłem dobre miejsce.
Nic ciekawego nie ujrzałem. Kilka przelatujących satelitów, względnie nudną aktywność pola magnetycznego, etc. Potem, pośród tego wszystkiego, zwróciłem uwagę na pstrykanie...
Na początku pomyślałem, że to odgłosy ochładzającej się maszyny, silnik rozszerza się i kurczy z powodu oddziałującego mrozu. Jednakże źródło dźwięku zdecydowanie nie znajdowało się w komorze silnika. Następną myślą było to, że to musi być jakieś zwierzę w pobliżu, co oznaczało, że muszę szybko stąd spadać (nie chcę zadzierać z dzikimi zwierzętami i to jeszcze w nocy). Pstrykanie było jednak zbyt jednostajne, aby to zwierzę mogło je wydawać. Dźwięk był dość mechaniczny. I co więcej, nie dochodził znikąd wokół. Dochodził z góry. Oczywiście spojrzałem w górę, bo chciałem ustalić pochodzenie dziwnego hałasu.
Zobaczyłem to, co zwykle widzę: gwiazdy, zorze polarne, satelity leniwie sunące po niebie... norma. Zanim jednak zacząłem się zbierać do powrotu do domu, w zorzy dostrzegłem coś osobliwego. Trzy dość mocno świecące punkty. Początkowo je olałem myśląc, że to wyjątkowo symetrycznie ułożone gwiazdy, ale myliłem się. Z całą pewnością stawały się coraz jaśniejsze. Wpatrywałem się w nie chorobliwie zafascynowany, a one świeciły coraz mocniej i mocniej, ale pozostawały w tym samym miejscu na niebie. Pstrykanie również stawało się głośniejsze i wyraźniejsze, zupełnie jakby ktoś stukał długopisem o biurko lub uderzał bile jedna o drugą w mojej głowie.
Nagle przestało. Światła zniknęły, pstrykania nie było już słychać i poza tym, że nieco zesztywniałem i zmarzłem, to wszystko było okay.
Wsiadłem do śniegołaza myśląc, że chyba zwariowałem. Pojazd uruchamia się nieco dłużej, niż zwykle i zaczynam się martwić, ale wkrótce wszystko gra i buczy. Wracam do miasta. Podczas podróży przez głowę przemyka mi kilka możliwych scenariuszy tego, co mi się przydarzyło. To mógł być śmigłowiec z kopalni albo dziwna aktywność zorzy, etc. Prawdopodobnie nic, czym należałoby się martwić.
Podjeżdżam pod dom. Panuje w nim ciemność. Dziwne. Przecież nie było tak późno, kiedy wyjeżdżałem. Otwieram drzwi zewnętrze najciszej jak się da, zdejmuję z siebie wyposażenie zimowe, przechodzę przez drzwi wewnętrzne. Panuje głęboka cisza. Rodzice są nauczycielami i najczęściej siedzą do późna oceniając sprawdziany albo oglądając TV. W każdym razie jedyne, o czym teraz myślę, to to, aby położyć się do łóżka niezauważonym. Poszło jak po maśle i po chwili jestem już pod kołdrą. Nastawiam budzik na jutro. Wszystko zaczyna nabierać sensu.
Trudny do odpalenia silnik, bo zmarznięty; wszyscy już poszli spać, a przecież zdawało by się, że nie było mnie dość krótko...
Była prawie 23:00, kiedy wyszedłem, a teraz zbliżała się 06:00. Stałem i gapiłem się na pstrykające światła przez blisko 7 godzin.
Nie zasnąłem już tej nocy, a z nocnych wypadów śniegołazem zrezygnowałem.
---
Tłumaczenie: Lestatt Gaara @ http://paranoir.pl/w-arktyce-zdarzaja-sie-rozne-dziwne-rzeczy/
Autor: MeaninglessDebateMan @ Reddit NoSleep
(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora, tłumacza i obu źródeł.
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Autopilot
Czy kiedykolwiek zapomniałeś telefonu?
Kiedy sobie przypomniałeś że nie masz go przy sobie?
Podejrzewam że nie uderzyłeś się po prostu w czoło i powiedziałeś „kurwa” bez powodu. Prawdopodobnie też nie spłynęło to na ciebie znikąd. Pewnie wyglądało to tak, że sięgnąłeś ręką do swojej torby lub plecaka i nagle uświadomiłeś sobie, że nie ma go tam. Cofnąłeś się pamięcią do poranka.
Kurwa.
W moim przypadku budzik w moim telefonie obudził mnie tak jak zwykle, jednak zauważyłem że bateria w telefonie jest prawie rozładowana. Był to nowy telefon i miał ten okropny zwyczaj zostawiania działających aplikacji, które rozładowywały powoli baterię przez noc. Więc podłączyłem go do ładowarki i poszedłem pod prysznic, tym razem telefon nie wylądował od razu w torbie. To było małe odchylenie od rutyny ale nie przeszkadzało mi to. Po prysznicu, mój mózg wrócił do trybu rutyny w którym działa w każdy poranek.
Zapomniany.
Nie byłem po prostu niezdarny, odkryłem potem że jest to wykryta funkcja mózgu. Twój mózg nie działa po prostu na jednym poziomie, działa na wielu. Na przykład gdy idziesz gdzieś myślisz o swoim celu i o unikaniu niebezpieczeństwa, jednak nie musisz myśleć o poruszaniu swoimi nogami w odpowiedni sposób. Jeśli myślałbyś o tym, cały świat zamieniłby się w jeden wielki, śmieszny cosplay QWOP’a. Nie myślałem o regulowaniu mojego oddechu, myślałem o tym gdzie powinienem kupić kawę po drodze do pracy. Nie myślałem o poruszaniu moim śniadaniem przez moje jelita. Myślałem o tym czy skończę prace na czas i odbiorę moją córkę Emily ze żłobka czy może znowu zostanę po godzinach. O to chodzi; są poziomy twojego mózgu które zajmują się rutyną, więc cała reszta mózgu może myśleć o innych rzeczach.
Pomyśl o tym. Pomyśl o swoim ostatnim dojeździe do pracy. Co z niego pamiętasz? Mało, albo i nic, prawdopodobnie. Te najzwyklejsze „podróże” zlewają się w jedną i przypomnienie sobie którejś z nich jest trudne. Rób coś wystarczająco często a stanie się to rutyną. Powtarzaj to a przestanie być przetwarzane przez część mózgu zajmującą się myśleniem i zostanie przeniesione do części zajmującej się rutyną. Twój mózg powtarza tą czynność, a ty nawet o tym nie myślisz. Wkrótce myślisz o swojej drodze do pracy tak rzadko jak o poruszaniu swoimi nogami. Jeśli w ogóle.
Większość ludzi nazywa to “autopilotem”. Jednak jest w tym pewne niebezpieczeństwo. Jeżeli zrobisz przerwę w swojej rutynie, twoja umiejętność zapamiętywania i uważania w czasie przerwy jest na równi z twoją umiejętnością zatrzymania mózgu przed wejściem w tryb rutyny. Moja umiejętność zapamiętania tego, że mój telefon jest na stole, jest równa z moją umiejętnością zatrzymania mózgu przed wstąpieniem w „poranny tryb rutyny” który narzuciłby mojemu mózgowi to, że telefon znajduje się w torbie. Nie zatrzymałem jednak mojego mózgu przed przełączeniem się w tryb rutyny. Poszedłem pod prysznic, jak zwykle. Rutyna zaczęta. Wyjątek zapomniany.
Autopilot włączony.
Mój mózg wrócił do trybu rutyny. Wziąłem prysznic, ogoliłem się, w radiu zapowiadali piękną pogodę, dałem Emily jej śniadanie i wsadziłem ją do samochodu (była taka słodka tego ranka, narzekała na „złe słońce” oślepiające ją rano) i zostawiłem. To była rutyna. Nie liczyło się to że w tym momencie mój telefon leżał na stole i ładował się w ciszy. Mój mózg był w trybie rutyny, a według rutyny mój telefon był w mojej torbie. Dlatego go zapomniałem. Nie byłem niezdarny. Nie było to zaniedbanie. Nic więcej niż jedynie mój mózg przechodzący w tryb rutyny i nadpisujący wyjątek.
Autopilot włączony.
Pojechałem do pracy. Był to strasznie gorący dzień. Złe Słońce piekło moją skórę jeszcze zanim mój zdradziecko nieobecny telefon obudził mnie. Kierownica była gorąca w dotyku. Myślę że słyszałem Emily przemieszczającą się za moim fotelem, próbującą uciec od blasku słońca. Musiałem jednak pracować. Napisać raport. Zjawić się na porannym spotkaniu. Dopóki nie zajechałem po kawę i nie sięgnąłem po telefon, wtedy iluzja się rozpadła. Cofnąłem się myślami w czasie. Pamiętałem padającą baterię. Pamiętałem jak podłączałem go do ładowarki. Pamiętałem zostawianie go tam.
Mój telefon był na stole.
Autopilot wyłączony.
Na tym polega niebezpieczeństwo. Dopóki nie dojdzie do tego momentu, do momentu w którym sięgasz po telefon i iluzja się rozpada, dopóty część mózgu jest w trybie rutyny. Nie ma powodu żeby kwestionować fakty rutyny; to dlatego jest rutyną. Powtórzenia. Nie chodzi o to że ktoś mógłby powiedzieć „Czemu nie pamiętałeś o telefonie? Jak mogłeś o nim zapomnieć! Zaniedbujesz takie rzeczy”; chodzi o to że przegapiamy ten punkt. Mój mózg powtarzał mi że rutyna jest nienaruszona, wszystko jest tak jak zwykle, mimo faktu, że tak nie było. Nie zapomniałem telefonu. Według rutyny był on w torbie. Czemu miałbym to kwestionować? Czemu miałbym to sprawdzać? Czemu miałbym nagle, z niczego, przypomnieć sobie że mój telefon jest na stole? Mój mózg był w rutynie, a rutyna mówiła że telefon jest w mojej torbie.
Dzień dalej był gorący. Poranna mgiełka ustąpiła miejsca niemożliwemu do wytrzymania gorącu popołudnia. Asfalt topił się. Fale gorąca doprowadzały do pękania chodników. Ludzie pozamieniali kawy na lody i zimne napoje. Kurtki zniknęły, rękawy zwinięte, krawaty poluzowane, brwi przetarte. Park powoli zapełniał się ludźmi opalającymi się i robiącymi grilla. Ramy okien wykrzywiały się. Termometry puchnęły. Dzięki, kurwa, Bogu że w biurze działała klimatyzacja.
Na szczęście wieczorem zapanował chłod. Następny dzień, następny dolar. Dalej przeklinając siebie za zostawienie telefonu pojechałem do domu. Gorąco nagrzało wnętrze samochodu, wypuszczając skądś straszny smród . Gdy dojechałem do podjazdu, kamienie chrzęściły pod moimi oponami, moja żona powitała mnie w drzwiach.
„Gdzie jest Emily?”
Kurwa.
Nie dość że zapomniałem telefonu to jeszcze zostawiłem Emily w tym pierdolonym żłobku. Pojechałem szybko z powrotem do żłobka. Podszedłem do drzwi i zacząłem wymyślać usprawiedliwienia, zastanawiając się czy mogę wszystko usprawiedliwić zostaniem po godzinach w pracy. Zobaczyłem kawałek papieru na drzwiach.
“Z powodu wandalizmów w czasie ostatniej nocy proszę używać drugich drzwi. Tylko dzisiaj.”
Wandalizmy? Co? Drzwi były całe tego pora-.
Ustałem. Moje kolana trzęsły się.
Wandale. Zmiana w rutynie.
Mój telefon był na stole.
Nie byłem tutaj dzisiaj rano.
Mój telefon był na stole.
Ominąłem to miejsce ponieważ piłem kawę. Nie zostawiłem tu Emily.
Mój telefon był na stole.
Przesunęła swoje siedzenie. Nie widziałem jej w lusterku.
Mój telefon był na stole.
Zasnęła poza blaskiem słońca. Nie mówiła nic gdy przejechałem obok żłobka.
Mój telefon był na stole.
Zmieniła łańcuch rutyny.
Zmieniła łańcuch rutyny i zapomniałem ją zostawić w żłobku.
Mój telefon był na stole.
9 godzin. Ten samochód. To palące słońce. Brak powietrza. Brak wody. Brak siły. Brak pomocy. To gorąco. Kierownica zbyt gorąca by można ją dotknąć.
Ten zapach.
Podszedłem do drzwi samochodu. Odrętwienie. Szok.
Otworzyłem drzwi.
Mój telefon był na stole a moja córka była martwa.
Autopilot wyłączony.
Kiedy sobie przypomniałeś że nie masz go przy sobie?
Podejrzewam że nie uderzyłeś się po prostu w czoło i powiedziałeś „kurwa” bez powodu. Prawdopodobnie też nie spłynęło to na ciebie znikąd. Pewnie wyglądało to tak, że sięgnąłeś ręką do swojej torby lub plecaka i nagle uświadomiłeś sobie, że nie ma go tam. Cofnąłeś się pamięcią do poranka.
Kurwa.
W moim przypadku budzik w moim telefonie obudził mnie tak jak zwykle, jednak zauważyłem że bateria w telefonie jest prawie rozładowana. Był to nowy telefon i miał ten okropny zwyczaj zostawiania działających aplikacji, które rozładowywały powoli baterię przez noc. Więc podłączyłem go do ładowarki i poszedłem pod prysznic, tym razem telefon nie wylądował od razu w torbie. To było małe odchylenie od rutyny ale nie przeszkadzało mi to. Po prysznicu, mój mózg wrócił do trybu rutyny w którym działa w każdy poranek.
Zapomniany.
Nie byłem po prostu niezdarny, odkryłem potem że jest to wykryta funkcja mózgu. Twój mózg nie działa po prostu na jednym poziomie, działa na wielu. Na przykład gdy idziesz gdzieś myślisz o swoim celu i o unikaniu niebezpieczeństwa, jednak nie musisz myśleć o poruszaniu swoimi nogami w odpowiedni sposób. Jeśli myślałbyś o tym, cały świat zamieniłby się w jeden wielki, śmieszny cosplay QWOP’a. Nie myślałem o regulowaniu mojego oddechu, myślałem o tym gdzie powinienem kupić kawę po drodze do pracy. Nie myślałem o poruszaniu moim śniadaniem przez moje jelita. Myślałem o tym czy skończę prace na czas i odbiorę moją córkę Emily ze żłobka czy może znowu zostanę po godzinach. O to chodzi; są poziomy twojego mózgu które zajmują się rutyną, więc cała reszta mózgu może myśleć o innych rzeczach.
Pomyśl o tym. Pomyśl o swoim ostatnim dojeździe do pracy. Co z niego pamiętasz? Mało, albo i nic, prawdopodobnie. Te najzwyklejsze „podróże” zlewają się w jedną i przypomnienie sobie którejś z nich jest trudne. Rób coś wystarczająco często a stanie się to rutyną. Powtarzaj to a przestanie być przetwarzane przez część mózgu zajmującą się myśleniem i zostanie przeniesione do części zajmującej się rutyną. Twój mózg powtarza tą czynność, a ty nawet o tym nie myślisz. Wkrótce myślisz o swojej drodze do pracy tak rzadko jak o poruszaniu swoimi nogami. Jeśli w ogóle.
Większość ludzi nazywa to “autopilotem”. Jednak jest w tym pewne niebezpieczeństwo. Jeżeli zrobisz przerwę w swojej rutynie, twoja umiejętność zapamiętywania i uważania w czasie przerwy jest na równi z twoją umiejętnością zatrzymania mózgu przed wejściem w tryb rutyny. Moja umiejętność zapamiętania tego, że mój telefon jest na stole, jest równa z moją umiejętnością zatrzymania mózgu przed wstąpieniem w „poranny tryb rutyny” który narzuciłby mojemu mózgowi to, że telefon znajduje się w torbie. Nie zatrzymałem jednak mojego mózgu przed przełączeniem się w tryb rutyny. Poszedłem pod prysznic, jak zwykle. Rutyna zaczęta. Wyjątek zapomniany.
Autopilot włączony.
Mój mózg wrócił do trybu rutyny. Wziąłem prysznic, ogoliłem się, w radiu zapowiadali piękną pogodę, dałem Emily jej śniadanie i wsadziłem ją do samochodu (była taka słodka tego ranka, narzekała na „złe słońce” oślepiające ją rano) i zostawiłem. To była rutyna. Nie liczyło się to że w tym momencie mój telefon leżał na stole i ładował się w ciszy. Mój mózg był w trybie rutyny, a według rutyny mój telefon był w mojej torbie. Dlatego go zapomniałem. Nie byłem niezdarny. Nie było to zaniedbanie. Nic więcej niż jedynie mój mózg przechodzący w tryb rutyny i nadpisujący wyjątek.
Autopilot włączony.
Pojechałem do pracy. Był to strasznie gorący dzień. Złe Słońce piekło moją skórę jeszcze zanim mój zdradziecko nieobecny telefon obudził mnie. Kierownica była gorąca w dotyku. Myślę że słyszałem Emily przemieszczającą się za moim fotelem, próbującą uciec od blasku słońca. Musiałem jednak pracować. Napisać raport. Zjawić się na porannym spotkaniu. Dopóki nie zajechałem po kawę i nie sięgnąłem po telefon, wtedy iluzja się rozpadła. Cofnąłem się myślami w czasie. Pamiętałem padającą baterię. Pamiętałem jak podłączałem go do ładowarki. Pamiętałem zostawianie go tam.
Mój telefon był na stole.
Autopilot wyłączony.
Na tym polega niebezpieczeństwo. Dopóki nie dojdzie do tego momentu, do momentu w którym sięgasz po telefon i iluzja się rozpada, dopóty część mózgu jest w trybie rutyny. Nie ma powodu żeby kwestionować fakty rutyny; to dlatego jest rutyną. Powtórzenia. Nie chodzi o to że ktoś mógłby powiedzieć „Czemu nie pamiętałeś o telefonie? Jak mogłeś o nim zapomnieć! Zaniedbujesz takie rzeczy”; chodzi o to że przegapiamy ten punkt. Mój mózg powtarzał mi że rutyna jest nienaruszona, wszystko jest tak jak zwykle, mimo faktu, że tak nie było. Nie zapomniałem telefonu. Według rutyny był on w torbie. Czemu miałbym to kwestionować? Czemu miałbym to sprawdzać? Czemu miałbym nagle, z niczego, przypomnieć sobie że mój telefon jest na stole? Mój mózg był w rutynie, a rutyna mówiła że telefon jest w mojej torbie.
Dzień dalej był gorący. Poranna mgiełka ustąpiła miejsca niemożliwemu do wytrzymania gorącu popołudnia. Asfalt topił się. Fale gorąca doprowadzały do pękania chodników. Ludzie pozamieniali kawy na lody i zimne napoje. Kurtki zniknęły, rękawy zwinięte, krawaty poluzowane, brwi przetarte. Park powoli zapełniał się ludźmi opalającymi się i robiącymi grilla. Ramy okien wykrzywiały się. Termometry puchnęły. Dzięki, kurwa, Bogu że w biurze działała klimatyzacja.
Na szczęście wieczorem zapanował chłod. Następny dzień, następny dolar. Dalej przeklinając siebie za zostawienie telefonu pojechałem do domu. Gorąco nagrzało wnętrze samochodu, wypuszczając skądś straszny smród . Gdy dojechałem do podjazdu, kamienie chrzęściły pod moimi oponami, moja żona powitała mnie w drzwiach.
„Gdzie jest Emily?”
Kurwa.
Nie dość że zapomniałem telefonu to jeszcze zostawiłem Emily w tym pierdolonym żłobku. Pojechałem szybko z powrotem do żłobka. Podszedłem do drzwi i zacząłem wymyślać usprawiedliwienia, zastanawiając się czy mogę wszystko usprawiedliwić zostaniem po godzinach w pracy. Zobaczyłem kawałek papieru na drzwiach.
“Z powodu wandalizmów w czasie ostatniej nocy proszę używać drugich drzwi. Tylko dzisiaj.”
Wandalizmy? Co? Drzwi były całe tego pora-.
Ustałem. Moje kolana trzęsły się.
Wandale. Zmiana w rutynie.
Mój telefon był na stole.
Nie byłem tutaj dzisiaj rano.
Mój telefon był na stole.
Ominąłem to miejsce ponieważ piłem kawę. Nie zostawiłem tu Emily.
Mój telefon był na stole.
Przesunęła swoje siedzenie. Nie widziałem jej w lusterku.
Mój telefon był na stole.
Zasnęła poza blaskiem słońca. Nie mówiła nic gdy przejechałem obok żłobka.
Mój telefon był na stole.
Zmieniła łańcuch rutyny.
Zmieniła łańcuch rutyny i zapomniałem ją zostawić w żłobku.
Mój telefon był na stole.
9 godzin. Ten samochód. To palące słońce. Brak powietrza. Brak wody. Brak siły. Brak pomocy. To gorąco. Kierownica zbyt gorąca by można ją dotknąć.
Ten zapach.
Podszedłem do drzwi samochodu. Odrętwienie. Szok.
Otworzyłem drzwi.
Mój telefon był na stole a moja córka była martwa.
Autopilot wyłączony.
niedziela, 7 kwietnia 2013
Przywiązanie
Mówią że miłość z czasem zmienia się w przywiązanie. Mówią że zraniona kobieta to najgorsze co może być. Mówią że nienawiść zniszczy każdego, że zrobi z niego potwora. Mówią że jeśli wybaczymy nasze serce ukoi się.
Gówno prawda.
Wybaczyłem im dawno temu. Wszystkim sukom. A one nie chciały przebaczenia. Cztery lata. Cztery nowe dziewczyny. I nic. Każdy związek kończył się fiaskiem. Nienawiścią. Teraz jestem w piątym związku. Z moją żoną. Trwa on już cztery lata. Już niedługo urodzi się nasze pierwsze dziecko.
Sęk w tym że ja jej nie kocham. Ożeniłem się z nią tylko dlatego że ją też zostawiły tamte suki. Razem ze mną opracowała plan zemsty.
Moje oczekiwania już niedługo się spełnią. Cały misterny plan.
Spojrzałem w monitor kamerki. Pokazywała obraz piwnicy naszego domu.
W tej piwnicy siedziały, przykute do ściany, cztery dziewczyny. Każda w innym koncie. Jako że to suki, miały własną miskę, budę, obroże i łańcuch.
Łańcuch na tyle długi by mogły spokojnie spotkać się na środku. W sumie nie miały wyboru. Nie mogły iść wzdłuż ściany. Ogrodzenie było genialne.
Hahahahaha
Wogóle nie mogły iść. Jak można chodzić gdy ma się w kolana przybite do własnych kostek od nóg?
Hahaha. Mogły jedynie się czołgać. I czekać aż ich koszmar się skończy. Już niedługo.
Obserwowałem, jak leżą w kątach. Jak chowają się do budy. Ogromną radość sprawiał mi fakt że po czterech latach, spędzonych w mojej piwnicy zmieniły się one prawie nie do poznania. Stały się dzikie. Zezwierzęcone. Takie dzikie koty, ledwo umiejące mówić.
Każda próba ucieczki - wyjmowanie gwoździ i wbijanie na nowo
Każda próba kontaktu z innymi - wielogodzinny gwałt
Każda próba buntu - biczowanie
Zostały złamane. A jednak wola życia w nich wciąż się tliła. Wciąż chciały żyć. Wciąż chciały uciec.
Poczułem czyjeś usta na swojej szyi.
Odwróciłem się do mojej żony.
Nie mieliśmy nic wspólnego oprócz nich. One zabawili się i moimi i jej uczuciami. Czwórka bab. Myślały że wybaczymy. Myślały że to niegroźna zabawa.
Moja żona. To ona wpadła na ten plan. To ona się ze mną skontaktowała. To ona mi podała je wszystkie na tacy.
Moja żona. Kobieta która była lesbijką ale postanowiła zacieśnić nasz związek partnerski ślubem, a potem dzieckiem
Moja żona. Kobieta która nienawidziła je bardziej niż ja.
Moja żona. I dziewięciomiesięczna córka w jej brzuchu. Zostały jej tylko dwa tygodnie do rozwiązania.
Stanęła obok mnie. Razem podziwialiśmy nasze wspólne dzieło w piwnicy.
Słowo. To jest lepsze niż kablówka. Naprawdę.
W pewnym momencie uderzyłem ją w potylicę. Zemdlała.
Podniosłem ją. Mimo że była w ciąży, nie miałem problemu. Rozebrałem ją, szybko otworzyłem usta i uciąłem język po czym zaniosłem do piwnicy.
Gdy wszedłem i zapaliłem światło suki zaskomlały. Nie były przyzwyczajone do światła. Tak rzadko je dawałem. Tylko wtedy gdy była pora karmienia, czyli raz w tygodniu, i gdy musieliśmy wymierzyć im karę.
Podszedłem na sam środek piwnicy. Już dawno temu zamontowałem tu odpowiednie kajdany i obroże.
Zacisnąłem je na jej szyi, łokciach, nadgarstkach. Nogi rozszerzyłem maksymalnie jak się dało a następnie przybiłem je do podłogi. Poczuła to. Obudziła się.W sumie chyba każdy by się obudził gdyby właśnie wbito sześć gwoździ w udo, cztery w kolano, dwie w łydkę i trzy w kostkę. U każdej nogi.
Czułem na sobie wzrok suk. Wiedziałem że nie podejdą. Za bardzo się bały.
Spojrzałem na kamerę. Miałem idealny obraz na moją żoną i jej pochwę. Spojrzałem na moje więźniarki. Spojrzałem w oczy mojego skarba. Widziałem w nich strach. Nic dziwnego. Łzy leciały jej po policzkach. Próbowała coś powiedzieć.
Spojrzałem na moje dziewczyny. Świetnie. Jest dobrze. Cztery w kącie, piąta na środku.
Powiedziałem:
-Słuchajcie dziewczyny. Ta suka - wskazałem na swoją żonę- was tutaj uwięziła. To był jej plan. Dlatego też ogłaszam konkurs. Ta która wyjmie bachora z jej bebechów i go pożre zostanie wolna. Pod warunkiem że ona przeżyje jasne? Ale tylko jedna z was. Reszta spędzi tutaj resztę swojego życia. Przeżyłyście tutaj rok. A możecie mi wierzyć że ona mnie bardzo hamowała w zabawach z wami. Więc niech zacznie się gra dziewczęta.
Po czym roześmiałem się i udałem się do pokoju gościnnego. Włączyłem swoją 56 calową plazmę i oglądałem spektakl. Dziewczyny uwierzyły mi. Patrzyłem jak niemrawe czołgają się w stronę mojej żonki. Otworzyłem piwo.
Obraz był podzielony na cztery kamery. Z każdego kąta mogłem obserwować co się dzieje.
Patrzyłem zafascynowany jak dziewczyny czołgają się. Najbliżej była Iwona. W sumie nie dziwota. Miała startować w olimpiadzie, dopóki nie "zaginęła"
Widocznie cztery lata piekła jej nie zniechęciły. Patrzyłem jak czołga się, jak dopada do mojej żonki. Jak swoimi paznokciami zaczyna drapać jej brzuch. Jak zębami próbuje go rozszarpać.
A ja to wszystko będę miał uwiecznione na kasecie w jakości HQ. Radość mnie ogarnia za każdym razem.
Cztery kasety z filmem. Z czterech różnych kątów. Zmontuje to w jeden film i wyślę w sieć. Jestem genialny.
Iwona oderwała kawałek skóry na brzuchu. Nieźle. Szybka jest. Jednocześnie Grażyna i Stanisława się doczołgały.
Niesamowite. Dziewczyny rozpoczęły bój. Gryzą się, drapią i warczą. Jak wściekłe psy nad zdobyczą. Walczą o swoją działkę. Niesamowite.
Daria właśnie oderwała ucho Grażynie. Zębami. Stanisława rozorała szyję Grażynce. Właśnie wbija zęby w jej tętnice.
Niesamowite. Krew tryska wszędzie. Patrze zafascynowany. Grażyna upada na podłogę. Raczej już nie wstanie. Pozostałe zawodniczki walczą. Próbują zatopić zęby w drugiej. Dari się udało. Kurwa. Celowała w szyję a trafiła w ramię.
Oderwała kawał mięsa i go odrzuciła. Musiała wtedy spojrzeć w innym kierunku. I w tym momencie popełniła błąd. Grażyna wczepiła palce w jej włosy i zaczęła napieprzać jej głową o podłogę. Widziałem jak Dari mózg rozbryzguje się po podłodze, jak jej czaszka pęka na miliard kawałków. A ta dalej waliła. Patrzyłem na ten piękny szał niszczenia. Jak uderzała aż skończyła, gdyż uderzała ręką w której miała wciąż jej włosy w ręce.
Nastał spokój. Grażyna padła wyczerpana koło mojej żonki. Patrzyłem jak nie ma siły by móc dalej się ruszać. Widziałem też, że najsłabsza z nich powoli doczołguje się do niej. Judyta bo tak miała na imię. Nie wiem jakim cudem przetrwała w piwnicy. Była najsłabsza z nich i o najczęściej zakładałem się, kiedy wykituje.
Grażyna leżała spokojnie gdy Judyta podpełzła do niej. Zaplotła łańcuch wokół szyi swojej przeciwniczki. Zanim ta się spostrzegła, ona zaczęła ją dusić.
Ciekawe rozwiązanie. Cóż poradzić. Uczennica liceum.
Ciekawe ci wymyśli dalej.
Judyta spojrzała na brzuch swojej ofiary. Cały był poszarpany. Zrozpaczona wrzasnęła.
Przekrzywiła trochę głowę. Spojrzała na jej pochwę.
"Oho. Coś się szykuje" - pomyślałem.
Ale nic, zupełnie nic nie przygotowałem mnie na to co zobaczyłem. Patrzyłem jak najsłabsza i najmniejsza z więźniarek wsadza rękę w pochwę mojej żony. Patrzyłem jak wsadzą ją coraz głębiej. Jak moja żona wije się i mdleje z bólu.
Szybko otworzyłem drugie piwo. Modliłem się by mi teraz prądu nie zabrakło. Normalnie bym się zabił jakby mi tego nie nagrało.
Następnie wsadziła drugą rękę. Równie głęboko.
Wrzasnęła triumfialnie.
Zaczęła wyciągać obie ręce naraz.
Niesamowite. Patrzyłem jak wyciąga dziecko, jak moja żona wrzeszczy w bezgłośnym wrzasku.
Jak wyciągnęła dziecko.
Jak złapała je za nóżkę i uderzyła kilkakrotnie w podłogę.
Jak odrywała jej ręce, nogi i głowę. Jak obgryzała je dokładnie.
Trzeci piwo nawet nie wiem kiedy mi się skończyło.
Patrzyłem jak delikatnie układa kości na malutki stosik.
Usłyszałem beknięcie.
Uśmiechnąłem się.
Zszedłem do piwnicy bijąc brawo. Judyta leżała obok żony. Zasypiała.
Widoczna najadła się to i zasypiała.
Spojrzałem w oczy mojej żonie. W jej oczach tliło się tylko jedno. Pytanie czemu to zrobiłem.
Odpowiedziałem:
-Jestem bezpłodny suko
Wróciłem na górę. Z uprzednio przygotowanych kanistrów zacząłem wlewać benzynę do piwnicy. Spakowałem malutką torbę z ubraniami, dokumentami i pieniędzmi. Mój skarb: cztery kasety zapakowałem do małej saszetki przy brzuchu.
Spojrzałem do piwnicy. Poziom benzyny był już na tyle wysoki że widziałem tylko nos mojej żony.
Poszedłem na górę. Odkręciłem cztery butle gazowe. W kuchni odkręciłem jeszcze jedną. Wyszedłem przed dom. Wsiadłem do auta.
W kuchni zostawiłem działającą mikrofalówkę. Wystarczy mała iskra by wszystko jebło.
Iskra jaka może powstać gdy skończy się odliczanie i otworzą się automatyczne drzwiczki od mikrofalówki, wypuszczając na świat paczkę zapalonych zapałek.
Odjechałem zanim wszystko się zaczęło. Miałem nadzieję że ciało mojego związanego ojca na górze zostanie uznane za moje ciało.
Chciałem by wszyscy myśleli że ja nie żyję.
Chciałem zacząć wszystko od początku.
Chciałem znów mieć suki w piwnicy i znów się nimi bawić.
Gówno prawda.
Wybaczyłem im dawno temu. Wszystkim sukom. A one nie chciały przebaczenia. Cztery lata. Cztery nowe dziewczyny. I nic. Każdy związek kończył się fiaskiem. Nienawiścią. Teraz jestem w piątym związku. Z moją żoną. Trwa on już cztery lata. Już niedługo urodzi się nasze pierwsze dziecko.
Sęk w tym że ja jej nie kocham. Ożeniłem się z nią tylko dlatego że ją też zostawiły tamte suki. Razem ze mną opracowała plan zemsty.
Moje oczekiwania już niedługo się spełnią. Cały misterny plan.
Spojrzałem w monitor kamerki. Pokazywała obraz piwnicy naszego domu.
W tej piwnicy siedziały, przykute do ściany, cztery dziewczyny. Każda w innym koncie. Jako że to suki, miały własną miskę, budę, obroże i łańcuch.
Łańcuch na tyle długi by mogły spokojnie spotkać się na środku. W sumie nie miały wyboru. Nie mogły iść wzdłuż ściany. Ogrodzenie było genialne.
Hahahahaha
Wogóle nie mogły iść. Jak można chodzić gdy ma się w kolana przybite do własnych kostek od nóg?
Hahaha. Mogły jedynie się czołgać. I czekać aż ich koszmar się skończy. Już niedługo.
Obserwowałem, jak leżą w kątach. Jak chowają się do budy. Ogromną radość sprawiał mi fakt że po czterech latach, spędzonych w mojej piwnicy zmieniły się one prawie nie do poznania. Stały się dzikie. Zezwierzęcone. Takie dzikie koty, ledwo umiejące mówić.
Każda próba ucieczki - wyjmowanie gwoździ i wbijanie na nowo
Każda próba kontaktu z innymi - wielogodzinny gwałt
Każda próba buntu - biczowanie
Zostały złamane. A jednak wola życia w nich wciąż się tliła. Wciąż chciały żyć. Wciąż chciały uciec.
Poczułem czyjeś usta na swojej szyi.
Odwróciłem się do mojej żony.
Nie mieliśmy nic wspólnego oprócz nich. One zabawili się i moimi i jej uczuciami. Czwórka bab. Myślały że wybaczymy. Myślały że to niegroźna zabawa.
Moja żona. To ona wpadła na ten plan. To ona się ze mną skontaktowała. To ona mi podała je wszystkie na tacy.
Moja żona. Kobieta która była lesbijką ale postanowiła zacieśnić nasz związek partnerski ślubem, a potem dzieckiem
Moja żona. Kobieta która nienawidziła je bardziej niż ja.
Moja żona. I dziewięciomiesięczna córka w jej brzuchu. Zostały jej tylko dwa tygodnie do rozwiązania.
Stanęła obok mnie. Razem podziwialiśmy nasze wspólne dzieło w piwnicy.
Słowo. To jest lepsze niż kablówka. Naprawdę.
W pewnym momencie uderzyłem ją w potylicę. Zemdlała.
Podniosłem ją. Mimo że była w ciąży, nie miałem problemu. Rozebrałem ją, szybko otworzyłem usta i uciąłem język po czym zaniosłem do piwnicy.
Gdy wszedłem i zapaliłem światło suki zaskomlały. Nie były przyzwyczajone do światła. Tak rzadko je dawałem. Tylko wtedy gdy była pora karmienia, czyli raz w tygodniu, i gdy musieliśmy wymierzyć im karę.
Podszedłem na sam środek piwnicy. Już dawno temu zamontowałem tu odpowiednie kajdany i obroże.
Zacisnąłem je na jej szyi, łokciach, nadgarstkach. Nogi rozszerzyłem maksymalnie jak się dało a następnie przybiłem je do podłogi. Poczuła to. Obudziła się.W sumie chyba każdy by się obudził gdyby właśnie wbito sześć gwoździ w udo, cztery w kolano, dwie w łydkę i trzy w kostkę. U każdej nogi.
Czułem na sobie wzrok suk. Wiedziałem że nie podejdą. Za bardzo się bały.
Spojrzałem na kamerę. Miałem idealny obraz na moją żoną i jej pochwę. Spojrzałem na moje więźniarki. Spojrzałem w oczy mojego skarba. Widziałem w nich strach. Nic dziwnego. Łzy leciały jej po policzkach. Próbowała coś powiedzieć.
Spojrzałem na moje dziewczyny. Świetnie. Jest dobrze. Cztery w kącie, piąta na środku.
Powiedziałem:
-Słuchajcie dziewczyny. Ta suka - wskazałem na swoją żonę- was tutaj uwięziła. To był jej plan. Dlatego też ogłaszam konkurs. Ta która wyjmie bachora z jej bebechów i go pożre zostanie wolna. Pod warunkiem że ona przeżyje jasne? Ale tylko jedna z was. Reszta spędzi tutaj resztę swojego życia. Przeżyłyście tutaj rok. A możecie mi wierzyć że ona mnie bardzo hamowała w zabawach z wami. Więc niech zacznie się gra dziewczęta.
Po czym roześmiałem się i udałem się do pokoju gościnnego. Włączyłem swoją 56 calową plazmę i oglądałem spektakl. Dziewczyny uwierzyły mi. Patrzyłem jak niemrawe czołgają się w stronę mojej żonki. Otworzyłem piwo.
Obraz był podzielony na cztery kamery. Z każdego kąta mogłem obserwować co się dzieje.
Patrzyłem zafascynowany jak dziewczyny czołgają się. Najbliżej była Iwona. W sumie nie dziwota. Miała startować w olimpiadzie, dopóki nie "zaginęła"
Widocznie cztery lata piekła jej nie zniechęciły. Patrzyłem jak czołga się, jak dopada do mojej żonki. Jak swoimi paznokciami zaczyna drapać jej brzuch. Jak zębami próbuje go rozszarpać.
A ja to wszystko będę miał uwiecznione na kasecie w jakości HQ. Radość mnie ogarnia za każdym razem.
Cztery kasety z filmem. Z czterech różnych kątów. Zmontuje to w jeden film i wyślę w sieć. Jestem genialny.
Iwona oderwała kawałek skóry na brzuchu. Nieźle. Szybka jest. Jednocześnie Grażyna i Stanisława się doczołgały.
Niesamowite. Dziewczyny rozpoczęły bój. Gryzą się, drapią i warczą. Jak wściekłe psy nad zdobyczą. Walczą o swoją działkę. Niesamowite.
Daria właśnie oderwała ucho Grażynie. Zębami. Stanisława rozorała szyję Grażynce. Właśnie wbija zęby w jej tętnice.
Niesamowite. Krew tryska wszędzie. Patrze zafascynowany. Grażyna upada na podłogę. Raczej już nie wstanie. Pozostałe zawodniczki walczą. Próbują zatopić zęby w drugiej. Dari się udało. Kurwa. Celowała w szyję a trafiła w ramię.
Oderwała kawał mięsa i go odrzuciła. Musiała wtedy spojrzeć w innym kierunku. I w tym momencie popełniła błąd. Grażyna wczepiła palce w jej włosy i zaczęła napieprzać jej głową o podłogę. Widziałem jak Dari mózg rozbryzguje się po podłodze, jak jej czaszka pęka na miliard kawałków. A ta dalej waliła. Patrzyłem na ten piękny szał niszczenia. Jak uderzała aż skończyła, gdyż uderzała ręką w której miała wciąż jej włosy w ręce.
Nastał spokój. Grażyna padła wyczerpana koło mojej żonki. Patrzyłem jak nie ma siły by móc dalej się ruszać. Widziałem też, że najsłabsza z nich powoli doczołguje się do niej. Judyta bo tak miała na imię. Nie wiem jakim cudem przetrwała w piwnicy. Była najsłabsza z nich i o najczęściej zakładałem się, kiedy wykituje.
Grażyna leżała spokojnie gdy Judyta podpełzła do niej. Zaplotła łańcuch wokół szyi swojej przeciwniczki. Zanim ta się spostrzegła, ona zaczęła ją dusić.
Ciekawe rozwiązanie. Cóż poradzić. Uczennica liceum.
Ciekawe ci wymyśli dalej.
Judyta spojrzała na brzuch swojej ofiary. Cały był poszarpany. Zrozpaczona wrzasnęła.
Przekrzywiła trochę głowę. Spojrzała na jej pochwę.
"Oho. Coś się szykuje" - pomyślałem.
Ale nic, zupełnie nic nie przygotowałem mnie na to co zobaczyłem. Patrzyłem jak najsłabsza i najmniejsza z więźniarek wsadza rękę w pochwę mojej żony. Patrzyłem jak wsadzą ją coraz głębiej. Jak moja żona wije się i mdleje z bólu.
Szybko otworzyłem drugie piwo. Modliłem się by mi teraz prądu nie zabrakło. Normalnie bym się zabił jakby mi tego nie nagrało.
Następnie wsadziła drugą rękę. Równie głęboko.
Wrzasnęła triumfialnie.
Zaczęła wyciągać obie ręce naraz.
Niesamowite. Patrzyłem jak wyciąga dziecko, jak moja żona wrzeszczy w bezgłośnym wrzasku.
Jak wyciągnęła dziecko.
Jak złapała je za nóżkę i uderzyła kilkakrotnie w podłogę.
Jak odrywała jej ręce, nogi i głowę. Jak obgryzała je dokładnie.
Trzeci piwo nawet nie wiem kiedy mi się skończyło.
Patrzyłem jak delikatnie układa kości na malutki stosik.
Usłyszałem beknięcie.
Uśmiechnąłem się.
Zszedłem do piwnicy bijąc brawo. Judyta leżała obok żony. Zasypiała.
Widoczna najadła się to i zasypiała.
Spojrzałem w oczy mojej żonie. W jej oczach tliło się tylko jedno. Pytanie czemu to zrobiłem.
Odpowiedziałem:
-Jestem bezpłodny suko
Wróciłem na górę. Z uprzednio przygotowanych kanistrów zacząłem wlewać benzynę do piwnicy. Spakowałem malutką torbę z ubraniami, dokumentami i pieniędzmi. Mój skarb: cztery kasety zapakowałem do małej saszetki przy brzuchu.
Spojrzałem do piwnicy. Poziom benzyny był już na tyle wysoki że widziałem tylko nos mojej żony.
Poszedłem na górę. Odkręciłem cztery butle gazowe. W kuchni odkręciłem jeszcze jedną. Wyszedłem przed dom. Wsiadłem do auta.
W kuchni zostawiłem działającą mikrofalówkę. Wystarczy mała iskra by wszystko jebło.
Iskra jaka może powstać gdy skończy się odliczanie i otworzą się automatyczne drzwiczki od mikrofalówki, wypuszczając na świat paczkę zapalonych zapałek.
Odjechałem zanim wszystko się zaczęło. Miałem nadzieję że ciało mojego związanego ojca na górze zostanie uznane za moje ciało.
Chciałem by wszyscy myśleli że ja nie żyję.
Chciałem zacząć wszystko od początku.
Chciałem znów mieć suki w piwnicy i znów się nimi bawić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)