Młody mężczyzna otworzył oczy. Pamiętał, że coś mu się śniło i był to względnie normalny sen, w którym wsiadł do samochodu i udał się w podróż. W chwili, gdy już był w drodze, sen się zakończył. Prócz wspomnienia tego snu, nie wiedział kim jest ani gdzie się znajduje. Z obserwacji otoczenia zrozumiał, że musi to być jego własny dom. Wiedział tylko jedno- pociąg zaraz przyjedzie. Pospiesznie wstał z łóżka, a jego wzrok padł na gazetę leżącą na stole. Wiedział, iż nie ma czasu, by ją przeczytać, dlatego zostawił ją w spokoju i wyszedł pospiesznie z domu. Nogi automatycznie poniosły go do miejsca jego przeznaczenia. Były to stare i zniszczone przez czas ruiny dworca kolejowego. Wnętrze budynku było praktycznie niedostępne, ponieważ dach wyglądał, jakby zapadł się już wiele lat wcześniej. Ściany powoli zaczął obrastać mech, choć w niektórych miejscach dało się dojrzeć pozostałości czerwonej farby, którą były pomalowane. Przed dworcem stała ławka, najpewniej przeznaczona dla ludzi czekających na podróż. Nie miał pojęcia, dlaczego znalazł się właśnie tutaj, ale ufał, że jest w tym jakiś cel, przesłonięty chwilową amnezją. Dlatego tak kurczowo chwycił się w chwili obecnej jego jedynego celu życia, którym była podróż tym konkretnym pociągiem. Chwilę po swoim nadejściu usłyszał stukot ciężkich kół maszyny.
Pociąg zatrzymał się w miejscu, w którym czekał na niego mężczyzna. Była to wiekowa i ogromna maszyna koloru szarego. Sprawiała wrażenie zaniedbanej i wypłowiałej, być może przez wieloletnią eksploatację. Drzwi się przed nim otwarły, więc przestąpił próg. Chwilę później usłyszał, jak pociąg powoli zaczyna toczyć się przed siebie. Mimo przekonania, że tak musi być, czuł lekką trwogę. "Dlaczego wybrałem właśnie ten pociąg i czemu zatrzymał się przy opuszczonym dworcu?". Rozmyślając, wszedł do pierwszego przedziału, który napotkał.
Zobaczył rozbłysk światła, a w tle słyszał kobiecy płacz i okrzyki przerażonych ludzi. Ból głowy przywrócił go do rzeczywistości. Zadrżał z przerażenia- "jeśli tak ma wyglądać powrót moich wspomnień, to czy amnezja nie jest błogosławieństwem?".
Przyjrzał się uważnie swojemu przedziałowi. Siedzenia były wytarte i równie zużyte, jak cały pociąg. Szyba w oknie była strasznie zarysowana, praktycznie niemożliwe było dojrzeć przez nią krajobraz, który przemierzał pociąg. Mechanizm otwierający górną część okna był pokryty grubą warstwą rdzy i prawdopodobnie od wieków niesprawny. W chwili, gdy tak uważnie obserwował miejsce, w którym się znalazł, drzwi otwarły się, a do przedziału wszedł staruszek w uniformie konduktora. Młodego mężczyznę na jego widok ogarnęło obrzydzenie. Starzec miał twarz pokrytą siecią zmarszczek, grube, połączone nad krzywym, orlim nosem brwi i usta wygięte w wiecznym grymasie niezadowolenia. Był mizernej postury, a ciało miał zdeformowane przez zaawansowany artretyzm. Całość przedstawiała się równie złowrogo jak i odrzucająco. "Bilet"-usłyszał od konduktora. Jego ręka bezwiednie powędrowała do bocznej kieszeni w jeansach, które miał na sobie. Wyciągnął stamtąd zgięty na pół kawałek papieru i podał starcowi. Ten po chwili oddał mu bilet i wyszedł z przedziału z szybkością, o którą mężczyzna by go nie podejrzewał. Drzwi ponownie zamknęły się na głucho. Młody mężczyzna pojął, iż bilet stanowi odpowiedź na kluczowe w chwili obecnej dla niego pytanie- dokąd zmierza. Wyciągnął go ponownie z kieszeni i dokładnie obejrzał.
Pusta kartka została zmięta i rzucona w kąt przedziału, a z ust pasażera dało się słyszeć głośne przekleństwo. Zdrowy rozsądek został zastąpiony paniką w chwili, gdy mężczyzna zorientował się, że bilet jest jedynie pustym kawałkiem papieru. W głowie huczała mu tylko jedna myśl, byle dalej stąd. Wtedy wszystko uległo zmianie.
Zza okna przestało napływać światło dnia, zapanowała absolutna ciemność. Mężczyzna wstał i panicznie próbował odnaleźć uchwyt, dzięki którym mógłby otworzyć drzwi. Nagle bardzo wyraźnie usłyszał szept, choć wydawało się, iż dochodził z bardzo daleka- "już niedługo, prawie jesteśmy". Na dźwięk tego głosu, przenikliwie wysokiego i skrzeczącego, przeszły go ciarki. Nareszcie odnalazł uchwyt i szarpnął nim mocno. W chwili, gdy drzwi się otwarły, odskoczył do tyłu, z powrotem na miejsce, na którym jeszcze przed chwilą siedział. W wagonie paliło się światło, a tuż przed otwartymi drzwiami stał konduktor. "Za chwilę dojedziemy, proszę siedzieć spokojnie" dało się słyszeć z ust starucha, ale mężczyzna już tego nie usłyszał.
Tym razem powrót wspomnień zaczął się od przeraźliwego bólu. Paliło go całe ciało, jakby żywcem zostało obdarte ze skóry. Każdy oddech sprawiał mu ból, a otwarcie oczu stało się wielkim wysiłkiem. Udało mu się lekko uchylić powieki. Przez szparkę zobaczył klęczących nad nim ludzi. Nie dostrzegł rysów ich twarzy czy też ubioru, bo wszystko było zamazane. Krzyk wdarł się do jego uszu ponownie, lecz prócz niego usłyszał coś jeszcze. Szept, który pamiętał z pociągu, wydawał się być teraz tuż przy jego uchu. "Morderca, morderca" "już niedługo, o tak, prawie jesteśmy" słyszał powtarzane w kółko zdania, z których nic nie rozumiał. Po chwili scena uległa zmianie, tym razem zobaczył młodą kobietę z dzieckiem w dłoniach i mężczyznę nieopodal nich. Siedzieli na kocu w ogrodzie, a pogoda była wymarzona- słońce świeciło zza korony wielkiej jabłoni na bezchmurnym niebie. Wyraźnie dało się dojrzeć, iż jest to bardzo kochająca się rodzina. Mężczyzna-obserwator spoglądał na to wszystko z pewnym wzruszeniem, ale i zazdrością ponieważ sam zawsze marzył o takiej przyszłości. Nagle obraz zaczął się zmieniać, niebo poszarzało i znikąd pojawiły się burzowe chmury. Pierwszy piorun rozdarł niebo jakby na pół i uderzył w jabłoń. Drzewo stanęło w płomieniach, a powalona gruba gałąź odgrodziła męża od żony i dziecka. "Patrz, coś uczynił"- szept ponownie rozbrzmiał w uchu mężczyzny.
Otworzył oczy. Powoli zaczynał rozumieć, co się stało. "Czy ja..?"- nie udało mu się dokończyć pytania, gdyż przerwał mu konduktor-"Przypomnij sobie gazetę, którą rano widziałeś". I wtedy wróciły wszystkie wspomnienia.
Jechał samochodem, gdy nagle na jego drodze pojawił się inny pojazd. Chwilę później leżał na jezdni walcząc o każdy oddech. W oddali słyszał okrzyki przerażonych ludzi. "Nie żyją!"- to było ostatnie, co udało mu się uchwycić. Stracił przytomność, a gdy ją odzyskał, pochylał się nad nim ratownik medyczny. Samo istnienie sprawiało mu ból. Chciał zapytać co się stało, ale brakło mu sił. Zaczął odpływać w niebyt.
"Dojechaliśmy"- usłyszał. Wstał, a drzwi wyjściowe z pociągu były już otwarte, otchłań bez dna czekała na niego. Jego prywatne piekło. Po raz ostatni przywołał w głowie nagłówek z gazety, którą początkowo zignorował: "pijany mężczyzna powoduje wypadek: 3 osoby nie żyją, w tym kilkuletnie dziecko". Postąpił krok do przodu, a grunt usunął mu się spod nóg.
A potem wszystko zaczęło się od początku...
poniedziałek, 28 października 2013
niedziela, 27 października 2013
Randka
W życiu każdego faceta przychodzi taka chwila, gdy musi odstawić porno, walenie konia i zacząć swoją inicjację seksualną. Innymi słowy: znaleźć dziewczynę. Na mnie przyszła właśnie pora. Na imię mam Karol Pryhacz, mam dwadzieścia pięć lat i pracuje w Biurze Obsługi Klienta pewnej sieci komórkowej. Nigdy nie miałem dziewczyny. Moją najlepszą przygodą na tle seksualnym było pomacanie piersi mojej o dwa lata starszej siostry w wieku szesnastu lat, gdy była kompletnie narąbana. Odkąd skończyłem dwanaście lat nałogowo się masturbuje. Moje dotychczasowe życie bardzo istotnie wpłynęły na mój wygląd.
Przy wzroście 190 centymetrów ważę zaledwie czterdzieści pięć kilogramów. Rzecz biorąc widać wszystkie moje kości, a czasami na basenie prześwituje. Jestem też niesymetrycznie zbudowany. Nie chodzę na siłownię, nie ćwiczę lewej ręki, przez widać już z daleka że prawą rękę mam mocniejszą, bardziej umięśnioną. Moja twarz można by uznać za normalną, gdyby nie ślady po ospie, niewyciśnięte pryszcze, jedna brew, mnóstwo wągrów.
Niestety nigdy nie miałem dziewczyny. Można to uznać za fakt, że faceci zdobywają dziewczyny i są z nimi tylko po to to by zaspokoić swój popęd seksualny. A mi walenie konia spokojnie wystarczało przez te trzynaście lat. No właśnie- wystarczało.
Opisze wam teraz mój koszmar. Nie liczę na wasze współczucie. Nie liczę na waszą pomoc. To przestroga. Gdy skończę pisać tę wiadomość idę się zastrzelić.
Odkąd odkryłem uroki masturbacji, mój popęd seksualny, a zarazem zainteresowanie kobietami znacznie osłabło, przez co odkąd skończyłem trzynaście lat nie widziałem sensu w utrzymywaniu kontaktów z wyżej opisanymi przedstawicielkami. Owszem, znajomości tak, ale nigdy przyjaźnie, randki ani nic więcej. Nie byłem też zazdrosny o kolegów, którzy posiadali dziewczyny, o to ,że już bzykali ani o to, że się żenili oraz posiadali dzieci. Ha. Co to jest w porównaniu do mnie. Odkryłem wszystkie techniki masturbacji, każdy fetysz i dewiacje seksualną oraz co najważniejsze potrafię rozpoznać i nazwać każdą aktorkę, aktora porno i film pornograficzny z przedziału lat 1967-2009. Niestety w pewnym momencie przestało mi to wystarczać, pojawiło się zainteresowanie płcią piękną. Innymi słowami chciałem w końcu spróbować tego słynnego i polecanego przez moich kolegów aktu waginalnego.
Wszystkie moje znajomości z dziewczynami były zbyt słabe. Prawie w większości przypadkach gdy zaproponowałem swobodny seks dostałem przysłowiowego plaskacza w twarz. Chociaż kilka wągrów i pryszczy zostało dzięki temu wyciśniętych. Cała reszta skończyła się wystawieniem. A do burdelu nie miałem co iść. Jestem tylko biednym pracownikiem BOK-u i ledwo mi starcza do pierwszego. Nie dałbym rady zaoszczędzić na prostytutkę. Nie jestem też pedofilem dlatego uczennice gimnazjum i podstawówki odpadały. A licealistki jednak mają jakiś cennik. Nie jestem też facetem, który dobrze się bawi na dyskotekach, więc nie mogłem liczyć na darmowe bzykanko na imprezie. Nie posiadam też auta więc nie mógłbym wyrwać blachar.
Rozpoczęłam zatem poszukiwania na stronach i serwisach randkowych. Szukałem...
Sam nie wiem czego szukałem. Czy potrzebowałem dziewczyny? Czy raczej potrzebowałem kogoś kogo mógłbym przelecieć? Niestety nie mogłem znaleźć nikogo. Nawet moje internetowe znajomości kończyły się fiaskiem lub wystawieniem.
Pewnego dnia dostałem na e-mailem wiadomość. Nie pamiętam nadawcy, lecz jej treść brzmiała mniej więcej w ten sposób:
"Witaj. Widzę że posiadasz dużo kont w serwisach randkowych! Wiem, że twoje randki nie wypaliły! zarejestruj się na stroniewww.dladesperatow.pl! Gwarantujemy, że twoja randka wypali i uda ci się znaleźć miłość twojego życia!"
No cóż. Nazwa domeny dość skutecznie określiła kim jestem. Wszedłem na podany wyżej link. Spokojnie, teraz już wiem że strona jest dostępna tylko dla tych do otrzymali wiadomość email.
Na stronie powitał mnie napis:
"Witaj. Podaj swoje dane i preferencje, a my ci wybierzemy idealną partnerkę abyś mógł z nią spędzić resztę swojego życia! Jedna zasada: Gdy ci już ją wybierzemy musisz ją zaakceptować. Czy zgadzasz się na takie warunki?"
Cóż mogłem zrobić. Zaakceptowałem. Podałem swoje imię, datę urodzenia, kolor oczu, zarobki i orientację seksualną. Zdziwiłem się, że tak mało. No ale bywa. Po zaakceptowaniu danych ekran zrobił się biały i pojawił się napis. "Godzina 17:00. Kawiarnia na rogu Piłsudskiego i Kościuszki. Stolik numer 13. Na imię ma Paulina. Niebieska sukienka. Powodzenia "
Wiedziałem gdzie. To była kawiarnia, w której kiedyś pracowałem. Poszedłem na miejsce. Byłem podjarany. Nieważne jak wyglądała. Nieważne jak paskudna była. Liczył się fakt, że w końcu zarucham. Albo będę miał dziewczynę. Przybyłem do restauracji o godzinie 16:45 ubrany w najlepszy garnitur ,jaki miałem. Ten sam, który miałem na swojej osiemnastce.
Czekałem cierpliwie. O 17:00 do restauracji weszła kobieta w niebieskiej sukience. No cóż. Nie miałem specjalnych wymagań. Ale w tej chwili zrozumiałem, że nie byłem aż tak bardzo zdesperowany! Ta kobieta miała około metr siedemdziesiąt sześć i ponad trzysta kilogramów wagi. Jej sukienka mogłaby być użyta jako spadochron dla całego plutonu. Rzeczywiście była niebieska. Dodatkowy kamuflaż dla spadochroniarzy. Wstałem szybko chcąc spieprzać jak najszybciej, gdy nagle odezwał się głos w mojej głowie: "Halo. To ja. Twój penis. To może być twoja jedyna szansa. Nie spieprz tego"
Dość ostro przemówił mi to rozumu. Postanowiłem zaryzykować. A nuż ma wspaniałą osobowość?
Moje szybkie podniesienie się usprawiedliwiłem faktem, że chciałem jej odsunąć. I drugie też. A nawet trzecie.
Sama randka była dla mnie najgorszym przeżyciem i na samo jej wspomnienie aż mnie mdli. Przytoczę kilka sytuacji:
Zamówiła wszystko co było w menu. I zjadła to.
Jadła i mówiła jednocześnie. Mówiła i mówiła. Była z zawodu patologiem i opowiadała mi o krojeniu, szyciu, balsamowaniu i tak dalej. Przy jedzeniu. Sama jedząc. Jej ślina pryskała wszędzie. Kilka razy napluła mi w oko. Jadła szybko. Praktycznie nie gryząc. Zupę przystawiła sobie do ust i wypiła duszkiem. Opowiadała o swoich kotach. Ma ich ponad czterdzieści. Sama miała lat dwadzieścia.
I kazała mi zapłacić za kolacje. Owszem wiem że to obowiązek faceta, ale kurde. Zapłaciłem równowartość pięciu moich pensji.
Postanowiłem odprowadzić ją do domu. Wielkie, ciężkie babsko, mogące być używane jako pocisk do katapulty, przez całą drogę szło, jakby to była jakaś góra. Cuchnęła obrzydliwie. Dziwię się, że nie zwymiotowałem. W sumie nie miałem czym bo moją kolację też pożarła.
Seks? Nie było żadnego seksu. W połowie drogi to domu dokonałem bohaterskiego odwrotu.
Uciekłem. I dobrze.
Wróciłem do domu. Pierwsze co zostałem to mój włączony komputer z otwartą przeglądarką internetową. Włączona była moja poczta. Miałem jedną wiadomość. Brzmiała:
"Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś"
Powiem, że to było dość bezpośrednie i zaskoczyło mnie. Postanowiłem zrezygnować. Widocznie Paulina zdążyła się poskarżyć admini strony. Wbiłem na stronę poczytać regulamin.
Zamiast strony zobaczyłem swój pokój. Skurwysyny zamontowały kamerę. Widziałem siebie samego. Co gorsza nie udało mi się zdemontować kamer. Każda pokazywała inne ujęcie gdy tylko się zbliżałem do miejsca gdzie powinna być. Tamtą noc przespałem u kumpla.
Następnego dnia poszedłem do pracy. Zignorowałem setki smsów. Po prostu wyłączyłem telefon. Każdy sms brzmiał tak samo "Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś".
Ciekawa metoda stalkingu. Mój kumpel nie widział tych sms. Uznałem wtedy, że się ze mnie nabija.
W pracy zaczął się prawdziwy horror. Każda moja rozmowa wyglądała tak samo:
„-Witam. Tutaj Karol Prychacz w czym mogę pomóc?”
„-Złamałeś zasade. Weź sznur i się powieś"
W tym momencie na pierwsze parę rozmów reagowałem śmiechem, mówiłem tylko, że niezły żart. Niestety po godzinie puściły mi nerwy. Zaczynałem drzeć ryja, wrzeszczeć i krzyczeć.
-CO TY SOBIE KURWA MYŚLISZ? ODPIERDOL SIĘ ODE MNIE!
Mniej więcej w takim tonie. Pewnie myślicie, że to zabawne. Ale gdy szef mnie zawołał i wywalił z pracy za wulgarne zachowanie w stosunku do klientów, zacząłem coś podejrzewać.
Wróciłem do domu. Zrezygnowałem z pójścia na policję. Szef nie słyszał słów. Słyszał petentów. Jak każdy.
Moje mieszkanie zostało całkowicie zdemolowane. Na wszystkich ścianach był napis.
Kumpel nic nie zauważył.
Tak samo nie widział obrazu z kamer na monitorze. Ani e-maila.
Nie słyszał też cichego głosiku mówiącego: "Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś".
Cztery dni. To działa na podświadomość. Serio.
Cztery dni, jak słyszę ten głosik.
Cztery pieprzone dni.
Ale nie dam im tej satysfakcji.
Mam pistolet. Kulka w łeb załatwi każdą sprawę. Nie będą mną rządzić.
Zadziwił mnie tylko fakt, jakim cudem przeżyłem wpadnięcie pod autobus dwa dni temu. I nawet zadrapania nie miałem...
Przy wzroście 190 centymetrów ważę zaledwie czterdzieści pięć kilogramów. Rzecz biorąc widać wszystkie moje kości, a czasami na basenie prześwituje. Jestem też niesymetrycznie zbudowany. Nie chodzę na siłownię, nie ćwiczę lewej ręki, przez widać już z daleka że prawą rękę mam mocniejszą, bardziej umięśnioną. Moja twarz można by uznać za normalną, gdyby nie ślady po ospie, niewyciśnięte pryszcze, jedna brew, mnóstwo wągrów.
Niestety nigdy nie miałem dziewczyny. Można to uznać za fakt, że faceci zdobywają dziewczyny i są z nimi tylko po to to by zaspokoić swój popęd seksualny. A mi walenie konia spokojnie wystarczało przez te trzynaście lat. No właśnie- wystarczało.
Opisze wam teraz mój koszmar. Nie liczę na wasze współczucie. Nie liczę na waszą pomoc. To przestroga. Gdy skończę pisać tę wiadomość idę się zastrzelić.
Odkąd odkryłem uroki masturbacji, mój popęd seksualny, a zarazem zainteresowanie kobietami znacznie osłabło, przez co odkąd skończyłem trzynaście lat nie widziałem sensu w utrzymywaniu kontaktów z wyżej opisanymi przedstawicielkami. Owszem, znajomości tak, ale nigdy przyjaźnie, randki ani nic więcej. Nie byłem też zazdrosny o kolegów, którzy posiadali dziewczyny, o to ,że już bzykali ani o to, że się żenili oraz posiadali dzieci. Ha. Co to jest w porównaniu do mnie. Odkryłem wszystkie techniki masturbacji, każdy fetysz i dewiacje seksualną oraz co najważniejsze potrafię rozpoznać i nazwać każdą aktorkę, aktora porno i film pornograficzny z przedziału lat 1967-2009. Niestety w pewnym momencie przestało mi to wystarczać, pojawiło się zainteresowanie płcią piękną. Innymi słowami chciałem w końcu spróbować tego słynnego i polecanego przez moich kolegów aktu waginalnego.
Wszystkie moje znajomości z dziewczynami były zbyt słabe. Prawie w większości przypadkach gdy zaproponowałem swobodny seks dostałem przysłowiowego plaskacza w twarz. Chociaż kilka wągrów i pryszczy zostało dzięki temu wyciśniętych. Cała reszta skończyła się wystawieniem. A do burdelu nie miałem co iść. Jestem tylko biednym pracownikiem BOK-u i ledwo mi starcza do pierwszego. Nie dałbym rady zaoszczędzić na prostytutkę. Nie jestem też pedofilem dlatego uczennice gimnazjum i podstawówki odpadały. A licealistki jednak mają jakiś cennik. Nie jestem też facetem, który dobrze się bawi na dyskotekach, więc nie mogłem liczyć na darmowe bzykanko na imprezie. Nie posiadam też auta więc nie mógłbym wyrwać blachar.
Rozpoczęłam zatem poszukiwania na stronach i serwisach randkowych. Szukałem...
Sam nie wiem czego szukałem. Czy potrzebowałem dziewczyny? Czy raczej potrzebowałem kogoś kogo mógłbym przelecieć? Niestety nie mogłem znaleźć nikogo. Nawet moje internetowe znajomości kończyły się fiaskiem lub wystawieniem.
Pewnego dnia dostałem na e-mailem wiadomość. Nie pamiętam nadawcy, lecz jej treść brzmiała mniej więcej w ten sposób:
"Witaj. Widzę że posiadasz dużo kont w serwisach randkowych! Wiem, że twoje randki nie wypaliły! zarejestruj się na stroniewww.dladesperatow.pl! Gwarantujemy, że twoja randka wypali i uda ci się znaleźć miłość twojego życia!"
No cóż. Nazwa domeny dość skutecznie określiła kim jestem. Wszedłem na podany wyżej link. Spokojnie, teraz już wiem że strona jest dostępna tylko dla tych do otrzymali wiadomość email.
Na stronie powitał mnie napis:
"Witaj. Podaj swoje dane i preferencje, a my ci wybierzemy idealną partnerkę abyś mógł z nią spędzić resztę swojego życia! Jedna zasada: Gdy ci już ją wybierzemy musisz ją zaakceptować. Czy zgadzasz się na takie warunki?"
Cóż mogłem zrobić. Zaakceptowałem. Podałem swoje imię, datę urodzenia, kolor oczu, zarobki i orientację seksualną. Zdziwiłem się, że tak mało. No ale bywa. Po zaakceptowaniu danych ekran zrobił się biały i pojawił się napis. "Godzina 17:00. Kawiarnia na rogu Piłsudskiego i Kościuszki. Stolik numer 13. Na imię ma Paulina. Niebieska sukienka. Powodzenia "
Wiedziałem gdzie. To była kawiarnia, w której kiedyś pracowałem. Poszedłem na miejsce. Byłem podjarany. Nieważne jak wyglądała. Nieważne jak paskudna była. Liczył się fakt, że w końcu zarucham. Albo będę miał dziewczynę. Przybyłem do restauracji o godzinie 16:45 ubrany w najlepszy garnitur ,jaki miałem. Ten sam, który miałem na swojej osiemnastce.
Czekałem cierpliwie. O 17:00 do restauracji weszła kobieta w niebieskiej sukience. No cóż. Nie miałem specjalnych wymagań. Ale w tej chwili zrozumiałem, że nie byłem aż tak bardzo zdesperowany! Ta kobieta miała około metr siedemdziesiąt sześć i ponad trzysta kilogramów wagi. Jej sukienka mogłaby być użyta jako spadochron dla całego plutonu. Rzeczywiście była niebieska. Dodatkowy kamuflaż dla spadochroniarzy. Wstałem szybko chcąc spieprzać jak najszybciej, gdy nagle odezwał się głos w mojej głowie: "Halo. To ja. Twój penis. To może być twoja jedyna szansa. Nie spieprz tego"
Dość ostro przemówił mi to rozumu. Postanowiłem zaryzykować. A nuż ma wspaniałą osobowość?
Moje szybkie podniesienie się usprawiedliwiłem faktem, że chciałem jej odsunąć. I drugie też. A nawet trzecie.
Sama randka była dla mnie najgorszym przeżyciem i na samo jej wspomnienie aż mnie mdli. Przytoczę kilka sytuacji:
Zamówiła wszystko co było w menu. I zjadła to.
Jadła i mówiła jednocześnie. Mówiła i mówiła. Była z zawodu patologiem i opowiadała mi o krojeniu, szyciu, balsamowaniu i tak dalej. Przy jedzeniu. Sama jedząc. Jej ślina pryskała wszędzie. Kilka razy napluła mi w oko. Jadła szybko. Praktycznie nie gryząc. Zupę przystawiła sobie do ust i wypiła duszkiem. Opowiadała o swoich kotach. Ma ich ponad czterdzieści. Sama miała lat dwadzieścia.
I kazała mi zapłacić za kolacje. Owszem wiem że to obowiązek faceta, ale kurde. Zapłaciłem równowartość pięciu moich pensji.
Postanowiłem odprowadzić ją do domu. Wielkie, ciężkie babsko, mogące być używane jako pocisk do katapulty, przez całą drogę szło, jakby to była jakaś góra. Cuchnęła obrzydliwie. Dziwię się, że nie zwymiotowałem. W sumie nie miałem czym bo moją kolację też pożarła.
Seks? Nie było żadnego seksu. W połowie drogi to domu dokonałem bohaterskiego odwrotu.
Uciekłem. I dobrze.
Wróciłem do domu. Pierwsze co zostałem to mój włączony komputer z otwartą przeglądarką internetową. Włączona była moja poczta. Miałem jedną wiadomość. Brzmiała:
"Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś"
Powiem, że to było dość bezpośrednie i zaskoczyło mnie. Postanowiłem zrezygnować. Widocznie Paulina zdążyła się poskarżyć admini strony. Wbiłem na stronę poczytać regulamin.
Zamiast strony zobaczyłem swój pokój. Skurwysyny zamontowały kamerę. Widziałem siebie samego. Co gorsza nie udało mi się zdemontować kamer. Każda pokazywała inne ujęcie gdy tylko się zbliżałem do miejsca gdzie powinna być. Tamtą noc przespałem u kumpla.
Następnego dnia poszedłem do pracy. Zignorowałem setki smsów. Po prostu wyłączyłem telefon. Każdy sms brzmiał tak samo "Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś".
Ciekawa metoda stalkingu. Mój kumpel nie widział tych sms. Uznałem wtedy, że się ze mnie nabija.
W pracy zaczął się prawdziwy horror. Każda moja rozmowa wyglądała tak samo:
„-Witam. Tutaj Karol Prychacz w czym mogę pomóc?”
„-Złamałeś zasade. Weź sznur i się powieś"
W tym momencie na pierwsze parę rozmów reagowałem śmiechem, mówiłem tylko, że niezły żart. Niestety po godzinie puściły mi nerwy. Zaczynałem drzeć ryja, wrzeszczeć i krzyczeć.
-CO TY SOBIE KURWA MYŚLISZ? ODPIERDOL SIĘ ODE MNIE!
Mniej więcej w takim tonie. Pewnie myślicie, że to zabawne. Ale gdy szef mnie zawołał i wywalił z pracy za wulgarne zachowanie w stosunku do klientów, zacząłem coś podejrzewać.
Wróciłem do domu. Zrezygnowałem z pójścia na policję. Szef nie słyszał słów. Słyszał petentów. Jak każdy.
Moje mieszkanie zostało całkowicie zdemolowane. Na wszystkich ścianach był napis.
Kumpel nic nie zauważył.
Tak samo nie widział obrazu z kamer na monitorze. Ani e-maila.
Nie słyszał też cichego głosiku mówiącego: "Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś".
Cztery dni. To działa na podświadomość. Serio.
Cztery dni, jak słyszę ten głosik.
Cztery pieprzone dni.
Ale nie dam im tej satysfakcji.
Mam pistolet. Kulka w łeb załatwi każdą sprawę. Nie będą mną rządzić.
Zadziwił mnie tylko fakt, jakim cudem przeżyłem wpadnięcie pod autobus dwa dni temu. I nawet zadrapania nie miałem...
Subskrybuj:
Posty (Atom)