środa, 20 marca 2013

Jajko

Zdarzył się wypadek samochodowy,nie był szczególnie wyjątkowy,niemniej jednak śmiertelny.Twoja bolesna śmierć pozostawiła żonę i dzieci samym sobie.Ratownicy robili co mogli,aby cię ocalić,jednak ich wysiłki spełzły na niczym.Uwierz mi,twoje ciało było w tak opłakanym stanie że dobrze,że nie przeżyłeś.

-C...co się stało? - pytałeś - Gdzie ja jestem?
-Nie żyjesz - Krótko odparłem.Nie ma co owijać w bawełne.
-Pamiętam tą ... ciężarówkę?Wpadła w ...poślizg?
-Owszem.
-J... Ja zginąłem? - Fakty jeszcze do ciebie nie dotarły.
-Tak,ale rozpacz nie ma sensu.Wszyscy umierają.

Rozejrzałeś się po pustce.Byliśmy tu tylko my dwoje.

-Co to za miejsce? - Pytaniom nie było końca - Czy to zaświaty?
-Coś w ten deseń.
-Jesteś ... Bogiem?
-Tak. - odparłem - Jestem Bogiem.
-Moje dzieci ... i żona - zacząłeś - Czy są całe?
-To lubię! - roześmiałem się - Właśnie zginąłeś a twoje największe zmartwienie to to,czy twoja rodzina żyje.Dobry z ciebie człowiek.

Patrzyłeś na mnie zafascynowany.Wyglądałem zwyczajnie,jak każdy człowiek.Nie miałem aury boskiego autorytetu.Przypominałem bardziej szkolnego belfra niż Wszechmogącego.

-Nie martw się,nic im nie będzie.Dzieci nie miały czasu,aby zacząć cię lekceważyć,więc zapamiętają cię jako idealnego tatę.Twoja żona,mimo zewnętrznej rozpaczy będzie czuła ulgę.Szczerze mówiąc,twoje małżeństwo chyliło się ku upadkowi.Na pocieszenie dodam,że ulga przyniesie jej poczucie winy.
-Ach tak - wetchnąłeś - A więc co teraz?Niebo czy piekło?
-Nie. - odpowiedziałem - Odrodzisz się.
-W takim razie Hindusi mieli rację?
-W każdej religi tkwi ziarno prawdy. - Odparłem - Przejdźmy się.

Spacerowaliśmy w nicości.
-Dokąd idziemy?
-Donikąd.Po prostu miło się przejść podczas rozmowy.
-Jaki to ma sens? - spytałeś. - Przecież kiedy się odrodzę ,nie będę miał dawnych wspomnień ani doświadczeń,prawda?Będę dzieckiem,a wszystko co dotychcasz zrobiłem pozostanie bez znaczenia..
-Nie do końca.Cała wiedza o twoich poprzednich życiach jest ukryta w tobie.Po prostu teraz jej nie pamiętasz. - Zatrzymałem się i położyłem ręce na twoich ramionach. - Nie wyobrażasz sobie nawet jak wspaniała,wielka i piękna jest twoja dusza.Twój ludzki umysł jest zdolny pomieścić tylko niewielki fragment twojego "ja".Przypomina to trochę sytuację,kiedy sprawdzasz temperaturę wody.Wkładasz do niej czubek palca,jego niewielką część,a gdy go wyciągasz,twój umysł zdobywa wszystkie jego doświadczenia.Twoje ostatnie życie trwało tylko 34 lata,więc nie byłeś w stanie przypomnić sobie reszty twojej wewnętrznej świadomości.Jeśli pobylibyśmy tutaj trochę dłużej,zacząłbyś sobie wszystko przypominać.Przy przejściu między życiami nieszczególnie ma to sens.
-W takim razie ile razy się odradzałem?
-Oh,niezliczenie wiele w przeróżnych wcieleniach.Teraz powinieneś odrodzić się jako chińska wieśniaczka około roku 540.
-Chwila,co?-spytałeś zdziwiony.-Cofasz mnie w czasie?
-Technicznie?Owszem.Tam,skąd pochodzę,czas nie istnieje.Tylko wasz wszechświat go posiada.
-Skąd pochodzisz?
-Skądś.Skądś indziej.Są tam inni tacy jak ja.Wiem,że chciałbyś poznać szczegóły ale i tak byś nie zrozumiał.

Troszkę się zasmuciłeś.

-Chwileczkę.Jeśli odradzałem się w różnych miejsach w różnym czasie,to czy zdarzyło mi się spotkać samego siebie?
-Pewnie.Ciągle ci się to zdarza.A ponieważ oba życia zdają sobie sprawę tylko z własnego trwania,ty nawet o tym nie wiesz.
-Po co to wszystko?
-Poważnie?Pytasz mnie o sens życia?Trochę to oklepane,nie sądzisz?

Spojrzałem ci w oczy.

-Musisz dorosnąć,aby poznać sens życia czy powód istnienia wszechświata.
-Masz na myśli mnie czy rasę ludzką?
-Tylko ciebie.Cały wszechświat istnieje dla ciebie.Każde nowe życie sprawia,że dorastasz,a twoja inteligencja wciąż rośnie i rośnie.
-Tylko mnie?A co z całą resztą?
-Nie ma "całej reszty".Jesteśmy tylko my dwoje.

Wpatrywałeś się we mnie próbując to wszystko przetrawić.

-Ale wszyscy ludzie na ziemi...
-Każdy z nich jest tobą.
-Czekaj.Jestem wszystkimi?!
-Teraz łapiesz.- Odparłem uradowany klepiąc cię po plecach.
-Jestem każdym człowiekiem,który istniał?
-I każdym,który będzie.
-Jestem Abrahamem Lincolnem?
-Jesteś też Johnem Wikesem Boothem.-Dodałem.
-Jestem Hitlerem?-Spytałeś z przerażeniem.
-I każdym,kogo zabił.
-Nawet Jezusem?
-I każdym,kto za nim podążał.

Zamilkłeś.

-Za każdym razem,kiedy kogoś skrzywdziłeś,krzywdziłeś sam siebie.Tak samo z dobrocią.Każda radosna czy smutna chwila była lub będzie przeżyta przez ciebie.
-Dlaczego?-Spytałeś.-Czemu to robisz?
-Żebyś kiedyś mógł być jak ja.Tym właśnie jesteś,moim dzieckiem.
-Łaał-Odparłeś naiwnie.-Jestem Bogiem?
-Jeszcze nie.Jesteś płodem.Wciąż rośniesz.Jeśli przeżyjesz każde ludzkie życie jakie istnieje,będziesz wystarczająco duży,by się urodzić.
-A więc cały wszechświat to ... To po protstu..
-Swego rodzaju jajko.-Odpowiedziałem.-Czas już,żebyś przeszedł do kolejnego życia.

Z tymi słowami wysłałem cię w dalszą podróż.

poniedziałek, 18 marca 2013

Voodoo

Jakiś czas mnie już nie było na blogu, ale mimo to postanowiłem coś wrzucić.


Na pewno wiesz na czym polega rytuał voodoo, prawda? Początkowo praktykowano go do tzw. magii sympatycznej, mającej na celu polepszenie zdrowia, duchowe przewodnictwo itp. Wbijanie igieł w części lalki miało wzmacniać zaklęcie, nie powodować ból. Innym rytuałem jest czarne voodoo, które służy do zadawania bólu wrogom i nielubianym osobom.

Ta historia zdarzyła się naprawdę, w Polsce. Dwie zwariowane studentki Ola i Martyna spędziły weekend na imprezach, spotkaniach ze znajomymi… Zapomniały o ważnym egzaminie, na który powinny się przygotować. Kiedy zdały sobie sprawę, że jutro czeka je ważny test, niewiele już dało się zrobić. Nie mogły po prostu nie przyjść na ten egzamin. W akcie desperacji, pomyślały, że szczęściu zawsze można pomóc, może coś się wymyśli. Najpierw dla odpędzenia ponurych myśli o niezdanym egzaminie Ola wzięła jakieś czasopismo od matki, w którym był interesujący artykuł z zasadami do kart tarota, wywoływaniem duchów i obrzędem voodoo. To ostatnie w szczególności je zaciekawiło.

-Pieprzyć to! Pobawmy się w to voodoo, z tą babą, co? – dała propozycję Ola
-No ok… Chociaż i tak nic się nie stanie, ale dobra, spróbujmy, tak dla relaksu – zgodziła się Martyna, z początku niechętna.

Zgodnie z zasadami „gry”, bo była to dla nich zwykła zabawa, przygotowały małą laleczkę. Taką najprostszą ze starej szmaty, jakichś wiórów do wypełnienia jej, nitki i guzików. Zrobiły wszystko krok, po kroku, aż doszły do najciekawszego punktu: wbijania igieł… Zadowolenie coraz bardziej rosło. Odprawiając rytuał nie zdały sobie sprawy, że uwierzyły. Uwierzyły w złą moc voodoo. W powietrzu unosił się zatęchły zapach starych szmat. W ciele lalki symulującej nauczycielkę, znalazła się prawie cała paczka szpilek. Wbite na całej długości nóg, w korpus, ręce. Tak poszarpały nitki prawej ręki, że odpadła; robiło się coraz zabawniej. Szpilki trafiły również w szyję, jedna obok drugiej.

-Zobacz, wygląda teraz jakby miała korale! – zachichotała Martyna

Po zabawie, która skończyła się bardzo późno w nocy, Ola postanowiła przenocować u koleżanki. Nazajutrz, w bardzo ponurych nastrojach ruszyły na uczelnię… Całą drogę wyrzucały sobie, że mogły zostawić te zabawy w voodoo i spróbować się czegoś nauczyć. Czuły się podle. I do tego krępujące skręcanie w dołku, jak to zazwyczaj w stresie bywa.

Wchodząc na uczelnie zobaczyły snujących albo patrzących się w ziemie znajomych. Nie wyglądało to na zwykły stres przed egzaminem. Czuć było bardzo ciężką, melancholijną atmosferę. Prawie nostalgia.

-Hej, co jest, coś nie tak? – spytała Martyna podchodząc do kolegi Wojtka
-Ona… pani profesor jest w szpitalu, w stanie krytycznym, kiedy… - chłopak mówił bardzo powoli, z trudem przełykając ślinę.
-Co!? – wykrzyknęła dziewczyna, jej głos poniósł się echem po korytarzu. Wszyscy byli zbyt przejęci, żeby zwrócić na to uwagę. – Jak to? Co się stało? – pytała już ciszej, ale nadal roztrzęsionym głosem.
-Kiedy szła na uczelnię… Wpadła pod tramwaj i… Ma wszystkie kończyny połamane i porozcinane. Koła dosłownie odcięły jej prawą rękę, a korale, które miała… Wkręciły się w coś i prawie zmiażdżyły jej tchawicę… Lekarze chyba nic nie dadzą rady zrobić… - skończył mówić, ocierając łzy, mimowolnie napływające do oczu

Dziewczyny odeszły kawałek. Czuły jak nogi im się uginają. Walące serce, bardzo szybki oddech. Panika w głosie. Szybko wróciły do domu, żeby jak najprędzej wyciągnąć pieprzone igły z laleczki.

---

Autor: Wolin @ Trzecia strona wyobraźni &http://paranoir.pl/voodoo/

(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora, tłumacza i obu źródeł.