wtorek, 21 stycznia 2014

Creepypasta

Wielu z was pytało się mnie "jak ty to robisz, skąd bierzesz pomysły?", więc wreszcie postanowiłem udzielić wam odpowiedzi.

Choć byłoby dla was lepiej, gdybyście nie wiedzieli.

Naprawdę.

Dalej czytasz? Dobrze, ale pamiętaj, że ostrzegałem.

Zaczyna się niewinnie. Zawsze.

Sprawdzam czy nikogo nie ma w domu i zamykam drzwi na klucz. Wyłączam wszelkie światło prócz jednej lampki, która świeci bezpośrednio nad moją głową. Siadam wygodnie na sofie, a przede mną na stole spoczywa laptop, biała kartka papieru i... igła.

Delikatnie przekłuwam opuszkę prawego wskazującego palca i czekam, aż krew zbierze się w postaci purpurowej kropli. Wtedy ją rozsmarowuję kciukiem i używam do zrobienia kreski na kartce. Wyciskam więcej krwi i robię kolejną. A potem następną i następną, aż będzie ich pięć. Mam przed sobą pentagram odwrócony w dół, wykonany własną krwią, pora na dalszą część zabawy. Teraz przestaje być niewinnie. I przyjemnie.

Na samą myśl o tym, co mnie czeka, robi mi się niedobrze ze strachu. To jest niczym nałóg, prawie jak alkoholizm. Z tym, że alkoholik w stanie upojenia czuje się dobrze, dopiero potem następują przykre konsekwencje. Ze mną jest na odwrót. Żeby zobaczyć ukończone dzieło muszę przejść przez piekło i, moi drodzy, to nie jest przenośnia.

Czekam cierpliwie. Wiem, że już tu jest, ale droczy się ze mną, próbuje mnie rozdrażnić. Jak za każdym razem, ale ja nigdy nie daję mu tej satysfakcji. Wreszcie się ujawnia. A robi to bardzo, bardzo efektownie.

No i zaczyna się.

Zamykam oczy, by choć trochę załagodzić uczucie pękania w szwach czaszki. W mojej głowie rozbrzmiewa kakofonia jęków, krzyków bólu i podzwaniania łańcuchów- dźwięków wydobywających się wprost z samej Gehenny. Najgorsze jest jednak irytujące uczucie swędzenia pod czaszką, które nie chce ustąpić. Potem się robi jeszcze ciekawiej.

Na pewno wiesz jakie to uczucie, gdy podrapie cię zwierzak z paurami, powiedzmy kot. ON też mnie drapie. Z tą jednak różnicą, że...

Widzę, jak na mojej klatce piersiowej pojawiają się trzy wybrzuszenia- jego pazury drapią mnie od wewnątrz. Tak, dobrze się domyśliłeś, to boli. Cholernie boli. Ale to jeszcze nie finał, spokojnie!

Moje "ja" odsuwa się w najdalszy zakątek mózgu, gdzie drży ze strachu. No dobra, z podniecenia też. Wtedy on przejmuje władzę nad moim ciałem. Teraz do mnie należą jedynie dłonie.

Zaczyna zawsze schematycznie, zdążyłem się już przyzwyczaić. Przekrzywia moją głowę tak, by strzeliły kości. Potem z mojego gardła wydobywa się jego rechot, który bynajmniej nie przypomina śmiechu. Jest to odgłos, który można bardziej porównać do ostatniego dźwięku, jaki wydaje z siebie zarzynane prosię. Po tej procedurze zaczyna się seans.

Kładę drżące dłonie na klawiaturę. Palce same zaczynają tańczyć po odpowiednich klawiszach, powstaje tekst.

Przed moimi oczami ukazują się setki różnych sytuacji. Makabrycznych sytuacji. To są jego wspomnienia. Wizje demona często dotyczą Piekła, obdzieranych ze skóry potępionych, wrednych i obrzydliwych mord innych demonów, a także Pandemonium od wewnątrz. Szczególnie chlubi się tym, iż widział lochy, a nawet był tam kiedyś Oprawcą.

Po jakże pięknej i kolorowej wizji piekła, gdy moje mentalne "ja" jest na skraju popadnięcia w obłęd, przechodzimy na Ziemię, uff.

"Uff" oczywiście było sarkazmem. Teraz dopiero poznasz prawdziwą definicję słowa "przejebane".

Średniowiecze, czarna śmierć tańczy swój makabryczny taniec. Widzę potężny i owłosiony tors pod sobą i takie same nogi. Stopy mają trzy palce i długie czarne od brudu pazury. Nie trzeba się zbyt długo domyślać- jestem w ciele demona, a ściślej rzecz ujmując, w jednym z jego wspomnień. Mam stąd doskonały widok na kilkutygodniowe rozkładające się zwłoki ludzi, którzy chorowali na dżumę. Nieciekawy widok. Na nieszczęście dla mojej psychiki, mój uroczy towarzysz jest nekrofagiem.

Moja mentalne "ja" wymiotuje w głębi mojej czaszki. On się śmieje.

Przegniła, zielona ręka zostaje oderwana z mlaśnięciem od reszty ciała. Demon wkłada ją do ust i przeżuwa. Czuję dzięki temu okropny smak zepsutego ludzkiego mięsa. Mojemu przyjacielowi najwyraźniej bardzo smakuje, ponieważ odczuwam także stwardnienie pewnego narządu demona, który znajduje się poniżej jego pasa. Ohyda.

Potem wracamy do czasów współczesnych. Wiesz, wojny, głód bieda, kazirodztwo i temu podobne. Ot, taka miła i prawie normalna odskocznia od wcześniejszych wspomnień.

Następnie lądujemy w przyszłości.

Widzę apokalipsę, a właściwie różne sceny, które się dzieją w trakcie niej.

Wielkie i włochate demony kopulujące z młodymi kobietami. I dziewczynkami. Ich grube jak ręka mężczyzny przyrodzenia rozszarpują delikatne narządy kobiet. Postronnemu widzowi wydawać by się mogło, iż dochodzi do rozdziewiczenia, jednak ilość krwi wypływająca z dolnych partii ciał ziemianek zdecydowanie wykracza ponad normę występującą przy przebiciu błony dziewiczej.

Świat płonie, wszelkie budynki walą się na ziemię, a na ulicy leżą ciałka zmasakrowanych niemowląt. Zastanawiasz się, czemu na ulicy leżą ciała tylko niemowląt? Bo kobiety pali się na stosach razem z dziećmi, a mężczyzn wiesza na futurystycznych latarniach. Milusio.

Po tych wizjach czuję jak mój gość wychodzi z mojego ciała, równie paradnie jak wszedł. Tradycyjnie otwieram oczy i wymiotuję pod stół. Potem się posprząta.

Czytam napisany przeze mnie tekst i uśmiecham się do siebie. Najlepsze fragmenty wspomnień demona zebrane w całość i połączone zgrabnym wątkiem fabularnym. Warto było.

Tak powstają moje Creepypasty.

poniedziałek, 28 października 2013

Pociąg do piekła

Młody mężczyzna otworzył oczy. Pamiętał, że coś mu się śniło i był to względnie normalny sen, w którym wsiadł do samochodu i udał się w podróż. W chwili, gdy już był w drodze, sen się zakończył. Prócz wspomnienia tego snu, nie wiedział kim jest ani gdzie się znajduje. Z obserwacji otoczenia zrozumiał, że musi to być jego własny dom. Wiedział tylko jedno- pociąg zaraz przyjedzie. Pospiesznie wstał z łóżka, a jego wzrok padł na gazetę leżącą na stole. Wiedział, iż nie ma czasu, by ją przeczytać, dlatego zostawił ją w spokoju i wyszedł pospiesznie z domu. Nogi automatycznie poniosły go do miejsca jego przeznaczenia. Były to stare i zniszczone przez czas ruiny dworca kolejowego. Wnętrze budynku było praktycznie niedostępne, ponieważ dach wyglądał, jakby zapadł się już wiele lat wcześniej. Ściany powoli zaczął obrastać mech, choć w niektórych miejscach dało się dojrzeć pozostałości czerwonej farby, którą były pomalowane. Przed dworcem stała ławka, najpewniej przeznaczona dla ludzi czekających na podróż. Nie miał pojęcia, dlaczego znalazł się właśnie tutaj, ale ufał, że jest w tym jakiś cel, przesłonięty chwilową amnezją. Dlatego tak kurczowo chwycił się w chwili obecnej jego jedynego celu życia, którym była podróż tym konkretnym pociągiem. Chwilę po swoim nadejściu usłyszał stukot ciężkich kół maszyny.

Pociąg zatrzymał się w miejscu, w którym czekał na niego mężczyzna. Była to wiekowa i ogromna maszyna koloru szarego. Sprawiała wrażenie zaniedbanej i wypłowiałej, być może przez wieloletnią eksploatację. Drzwi się przed nim otwarły, więc przestąpił próg. Chwilę później usłyszał, jak pociąg powoli zaczyna toczyć się przed siebie. Mimo przekonania, że tak musi być, czuł lekką trwogę. "Dlaczego wybrałem właśnie ten pociąg i czemu zatrzymał się przy opuszczonym dworcu?". Rozmyślając, wszedł do pierwszego przedziału, który napotkał.

Zobaczył rozbłysk światła, a w tle słyszał kobiecy płacz i okrzyki przerażonych ludzi. Ból głowy przywrócił go do rzeczywistości. Zadrżał z przerażenia- "jeśli tak ma wyglądać powrót moich wspomnień, to czy amnezja nie jest błogosławieństwem?".
Przyjrzał się uważnie swojemu przedziałowi. Siedzenia były wytarte i równie zużyte, jak cały pociąg. Szyba w oknie była strasznie zarysowana, praktycznie niemożliwe było dojrzeć przez nią krajobraz, który przemierzał pociąg. Mechanizm otwierający górną część okna był pokryty grubą warstwą rdzy i prawdopodobnie od wieków niesprawny. W chwili, gdy tak uważnie obserwował miejsce, w którym się znalazł, drzwi otwarły się, a do przedziału wszedł staruszek w uniformie konduktora. Młodego mężczyznę na jego widok ogarnęło obrzydzenie. Starzec miał twarz pokrytą siecią zmarszczek, grube, połączone nad krzywym, orlim nosem brwi i usta wygięte w wiecznym grymasie niezadowolenia. Był mizernej postury, a ciało miał zdeformowane przez zaawansowany artretyzm. Całość przedstawiała się równie złowrogo jak i odrzucająco. "Bilet"-usłyszał od konduktora. Jego ręka bezwiednie powędrowała do bocznej kieszeni w jeansach, które miał na sobie. Wyciągnął stamtąd zgięty na pół kawałek papieru i podał starcowi. Ten po chwili oddał mu bilet i wyszedł z przedziału z szybkością, o którą mężczyzna by go nie podejrzewał. Drzwi ponownie zamknęły się na głucho. Młody mężczyzna pojął, iż bilet stanowi odpowiedź na kluczowe w chwili obecnej dla niego pytanie- dokąd zmierza. Wyciągnął go ponownie z kieszeni i dokładnie obejrzał.

Pusta kartka została zmięta i rzucona w kąt przedziału, a z ust pasażera dało się słyszeć głośne przekleństwo. Zdrowy rozsądek został zastąpiony paniką w chwili, gdy mężczyzna zorientował się, że bilet jest jedynie pustym kawałkiem papieru. W głowie huczała mu tylko jedna myśl, byle dalej stąd. Wtedy wszystko uległo zmianie.

Zza okna przestało napływać światło dnia, zapanowała absolutna ciemność. Mężczyzna wstał i panicznie próbował odnaleźć uchwyt, dzięki którym mógłby otworzyć drzwi. Nagle bardzo wyraźnie usłyszał szept, choć wydawało się, iż dochodził z bardzo daleka- "już niedługo, prawie jesteśmy". Na dźwięk tego głosu, przenikliwie wysokiego i skrzeczącego, przeszły go ciarki. Nareszcie odnalazł uchwyt i szarpnął nim mocno. W chwili, gdy drzwi się otwarły, odskoczył do tyłu, z powrotem na miejsce, na którym jeszcze przed chwilą siedział. W wagonie paliło się światło, a tuż przed otwartymi drzwiami stał konduktor. "Za chwilę dojedziemy, proszę siedzieć spokojnie" dało się słyszeć z ust starucha, ale mężczyzna już tego nie usłyszał.

Tym razem powrót wspomnień zaczął się od przeraźliwego bólu. Paliło go całe ciało, jakby żywcem zostało obdarte ze skóry. Każdy oddech sprawiał mu ból, a otwarcie oczu stało się wielkim wysiłkiem. Udało mu się lekko uchylić powieki. Przez szparkę zobaczył klęczących nad nim ludzi. Nie dostrzegł rysów ich twarzy czy też ubioru, bo wszystko było zamazane. Krzyk wdarł się do jego uszu ponownie, lecz prócz niego usłyszał coś jeszcze. Szept, który pamiętał z pociągu, wydawał się być teraz tuż przy jego uchu. "Morderca, morderca" "już niedługo, o tak, prawie jesteśmy" słyszał powtarzane w kółko zdania, z których nic nie rozumiał. Po chwili scena uległa zmianie, tym razem zobaczył młodą kobietę z dzieckiem w dłoniach i mężczyznę nieopodal nich. Siedzieli na kocu w ogrodzie, a pogoda była wymarzona- słońce świeciło zza korony wielkiej jabłoni na bezchmurnym niebie. Wyraźnie dało się dojrzeć, iż jest to bardzo kochająca się rodzina. Mężczyzna-obserwator spoglądał na to wszystko z pewnym wzruszeniem, ale i zazdrością ponieważ sam zawsze marzył o takiej przyszłości. Nagle obraz zaczął się zmieniać, niebo poszarzało i znikąd pojawiły się burzowe chmury. Pierwszy piorun rozdarł niebo jakby na pół i uderzył w jabłoń. Drzewo stanęło w płomieniach, a powalona gruba gałąź odgrodziła męża od żony i dziecka. "Patrz, coś uczynił"- szept ponownie rozbrzmiał w uchu mężczyzny.

Otworzył oczy. Powoli zaczynał rozumieć, co się stało. "Czy ja..?"- nie udało mu się dokończyć pytania, gdyż przerwał mu konduktor-"Przypomnij sobie gazetę, którą rano widziałeś". I wtedy wróciły wszystkie wspomnienia.
Jechał samochodem, gdy nagle na jego drodze pojawił się inny pojazd. Chwilę później leżał na jezdni walcząc o każdy oddech. W oddali słyszał okrzyki przerażonych ludzi. "Nie żyją!"- to było ostatnie, co udało mu się uchwycić. Stracił przytomność, a gdy ją odzyskał, pochylał się nad nim ratownik medyczny. Samo istnienie sprawiało mu ból. Chciał zapytać co się stało, ale brakło mu sił. Zaczął odpływać w niebyt.
"Dojechaliśmy"- usłyszał. Wstał, a drzwi wyjściowe z pociągu były już otwarte, otchłań bez dna czekała na niego. Jego prywatne piekło. Po raz ostatni przywołał w głowie nagłówek z gazety, którą początkowo zignorował: "pijany mężczyzna powoduje wypadek: 3 osoby nie żyją, w tym kilkuletnie dziecko". Postąpił krok do przodu, a grunt usunął mu się spod nóg.

A potem wszystko zaczęło się od początku...

niedziela, 27 października 2013

Randka

W życiu każdego faceta przychodzi taka chwila, gdy musi odstawić porno, walenie konia i zacząć swoją inicjację seksualną. Innymi słowy: znaleźć dziewczynę. Na mnie przyszła właśnie pora. Na imię mam Karol Pryhacz, mam dwadzieścia pięć lat i pracuje w Biurze Obsługi Klienta pewnej sieci komórkowej. Nigdy nie miałem dziewczyny. Moją najlepszą przygodą na tle seksualnym było pomacanie piersi mojej o dwa lata starszej siostry w wieku szesnastu lat, gdy była kompletnie narąbana. Odkąd skończyłem dwanaście lat nałogowo się masturbuje. Moje dotychczasowe życie bardzo istotnie wpłynęły na mój wygląd.
Przy wzroście 190 centymetrów ważę zaledwie czterdzieści pięć kilogramów. Rzecz biorąc widać wszystkie moje kości, a czasami na basenie prześwituje. Jestem też niesymetrycznie zbudowany. Nie chodzę na siłownię, nie ćwiczę lewej ręki, przez widać już z daleka że prawą rękę mam mocniejszą, bardziej umięśnioną. Moja twarz można by uznać za normalną, gdyby nie ślady po ospie, niewyciśnięte pryszcze, jedna brew, mnóstwo wągrów.
Niestety nigdy nie miałem dziewczyny. Można to uznać za fakt, że faceci zdobywają dziewczyny i są z nimi tylko po to to by zaspokoić swój popęd seksualny. A mi walenie konia spokojnie wystarczało przez te trzynaście lat. No właśnie- wystarczało.
Opisze wam teraz mój koszmar. Nie liczę na wasze współczucie. Nie liczę na waszą pomoc. To przestroga. Gdy skończę pisać tę wiadomość idę się zastrzelić.
Odkąd odkryłem uroki masturbacji, mój popęd seksualny, a zarazem zainteresowanie kobietami znacznie osłabło, przez co odkąd skończyłem trzynaście lat nie widziałem sensu w utrzymywaniu kontaktów z wyżej opisanymi przedstawicielkami. Owszem, znajomości tak, ale nigdy przyjaźnie, randki ani nic więcej. Nie byłem też zazdrosny o kolegów, którzy posiadali dziewczyny, o to ,że już bzykali ani o to, że się żenili oraz posiadali dzieci. Ha. Co to jest w porównaniu do mnie. Odkryłem wszystkie techniki masturbacji, każdy fetysz i dewiacje seksualną oraz co najważniejsze potrafię rozpoznać i nazwać każdą aktorkę, aktora porno i film pornograficzny z przedziału lat 1967-2009. Niestety w pewnym momencie przestało mi to wystarczać, pojawiło się zainteresowanie płcią piękną. Innymi słowami chciałem w końcu spróbować tego słynnego i polecanego przez moich kolegów aktu waginalnego.
Wszystkie moje znajomości z dziewczynami były zbyt słabe. Prawie w większości przypadkach gdy zaproponowałem swobodny seks dostałem przysłowiowego plaskacza w twarz. Chociaż kilka wągrów i pryszczy zostało dzięki temu wyciśniętych. Cała reszta skończyła się wystawieniem. A do burdelu nie miałem co iść. Jestem tylko biednym pracownikiem BOK-u i ledwo mi starcza do pierwszego. Nie dałbym rady zaoszczędzić na prostytutkę. Nie jestem też pedofilem dlatego uczennice gimnazjum i podstawówki odpadały. A licealistki jednak mają jakiś cennik. Nie jestem też facetem, który dobrze się bawi na dyskotekach, więc nie mogłem liczyć na darmowe bzykanko na imprezie. Nie posiadam też auta więc nie mógłbym wyrwać blachar.
Rozpoczęłam zatem poszukiwania na stronach i serwisach randkowych. Szukałem...
Sam nie wiem czego szukałem. Czy potrzebowałem dziewczyny? Czy raczej potrzebowałem kogoś kogo mógłbym przelecieć? Niestety nie mogłem znaleźć nikogo. Nawet moje internetowe znajomości kończyły się fiaskiem lub wystawieniem.
Pewnego dnia dostałem na e-mailem wiadomość. Nie pamiętam nadawcy, lecz jej treść brzmiała mniej więcej w ten sposób:
"Witaj. Widzę że posiadasz dużo kont w serwisach randkowych! Wiem, że twoje randki nie wypaliły! zarejestruj się na stroniewww.dladesperatow.pl! Gwarantujemy, że twoja randka wypali i uda ci się znaleźć miłość twojego życia!"
No cóż. Nazwa domeny dość skutecznie określiła kim jestem. Wszedłem na podany wyżej link. Spokojnie, teraz już wiem że strona jest dostępna tylko dla tych do otrzymali wiadomość email.
Na stronie powitał mnie napis:
"Witaj. Podaj swoje dane i preferencje, a my ci wybierzemy idealną partnerkę abyś mógł z nią spędzić resztę swojego życia! Jedna zasada: Gdy ci już ją wybierzemy musisz ją zaakceptować. Czy zgadzasz się na takie warunki?"
Cóż mogłem zrobić. Zaakceptowałem. Podałem swoje imię, datę urodzenia, kolor oczu, zarobki i orientację seksualną. Zdziwiłem się, że tak mało. No ale bywa. Po zaakceptowaniu danych ekran zrobił się biały i pojawił się napis. "Godzina 17:00. Kawiarnia na rogu Piłsudskiego i Kościuszki. Stolik numer 13. Na imię ma Paulina. Niebieska sukienka. Powodzenia "
Wiedziałem gdzie. To była kawiarnia, w której kiedyś pracowałem. Poszedłem na miejsce. Byłem podjarany. Nieważne jak wyglądała. Nieważne jak paskudna była. Liczył się fakt, że w końcu zarucham. Albo będę miał dziewczynę. Przybyłem do restauracji o godzinie 16:45 ubrany w najlepszy garnitur ,jaki miałem. Ten sam, który miałem na swojej osiemnastce.
Czekałem cierpliwie. O 17:00 do restauracji weszła kobieta w niebieskiej sukience. No cóż. Nie miałem specjalnych wymagań. Ale w tej chwili zrozumiałem, że nie byłem aż tak bardzo zdesperowany! Ta kobieta miała około metr siedemdziesiąt sześć i ponad trzysta kilogramów wagi. Jej sukienka mogłaby być użyta jako spadochron dla całego plutonu. Rzeczywiście była niebieska. Dodatkowy kamuflaż dla spadochroniarzy. Wstałem szybko chcąc spieprzać jak najszybciej, gdy nagle odezwał się głos w mojej głowie: "Halo. To ja. Twój penis. To może być twoja jedyna szansa. Nie spieprz tego"
Dość ostro przemówił mi to rozumu. Postanowiłem zaryzykować. A nuż ma wspaniałą osobowość?
Moje szybkie podniesienie się usprawiedliwiłem faktem, że chciałem jej odsunąć. I drugie też. A nawet trzecie.
Sama randka była dla mnie najgorszym przeżyciem i na samo jej wspomnienie aż mnie mdli. Przytoczę kilka sytuacji:
Zamówiła wszystko co było w menu. I zjadła to.
Jadła i mówiła jednocześnie. Mówiła i mówiła. Była z zawodu patologiem i opowiadała mi o krojeniu, szyciu, balsamowaniu i tak dalej. Przy jedzeniu. Sama jedząc. Jej ślina pryskała wszędzie. Kilka razy napluła mi w oko. Jadła szybko. Praktycznie nie gryząc. Zupę przystawiła sobie do ust i wypiła duszkiem. Opowiadała o swoich kotach. Ma ich ponad czterdzieści. Sama miała lat dwadzieścia.
I kazała mi zapłacić za kolacje. Owszem wiem że to obowiązek faceta, ale kurde. Zapłaciłem równowartość pięciu moich pensji.
Postanowiłem odprowadzić ją do domu. Wielkie, ciężkie babsko, mogące być używane jako pocisk do katapulty, przez całą drogę szło, jakby to była jakaś góra. Cuchnęła obrzydliwie. Dziwię się, że nie zwymiotowałem. W sumie nie miałem czym bo moją kolację też pożarła.
Seks? Nie było żadnego seksu. W połowie drogi to domu dokonałem bohaterskiego odwrotu.
Uciekłem. I dobrze.
Wróciłem do domu. Pierwsze co zostałem to mój włączony komputer z otwartą przeglądarką internetową. Włączona była moja poczta. Miałem jedną wiadomość. Brzmiała:
"Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś"
Powiem, że to było dość bezpośrednie i zaskoczyło mnie. Postanowiłem zrezygnować. Widocznie Paulina zdążyła się poskarżyć admini strony. Wbiłem na stronę poczytać regulamin.
Zamiast strony zobaczyłem swój pokój. Skurwysyny zamontowały kamerę. Widziałem siebie samego. Co gorsza nie udało mi się zdemontować kamer. Każda pokazywała inne ujęcie gdy tylko się zbliżałem do miejsca gdzie powinna być. Tamtą noc przespałem u kumpla.
Następnego dnia poszedłem do pracy. Zignorowałem setki smsów. Po prostu wyłączyłem telefon. Każdy sms brzmiał tak samo "Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś".
Ciekawa metoda stalkingu. Mój kumpel nie widział tych sms. Uznałem wtedy, że się ze mnie nabija.
W pracy zaczął się prawdziwy horror. Każda moja rozmowa wyglądała tak samo:
„-Witam. Tutaj Karol Prychacz w czym mogę pomóc?”
„-Złamałeś zasade. Weź sznur i się powieś"
W tym momencie na pierwsze parę rozmów reagowałem śmiechem, mówiłem tylko, że niezły żart. Niestety po godzinie puściły mi nerwy. Zaczynałem drzeć ryja, wrzeszczeć i krzyczeć.
-CO TY SOBIE KURWA MYŚLISZ? ODPIERDOL SIĘ ODE MNIE!
Mniej więcej w takim tonie. Pewnie myślicie, że to zabawne. Ale gdy szef mnie zawołał i wywalił z pracy za wulgarne zachowanie w stosunku do klientów, zacząłem coś podejrzewać.
Wróciłem do domu. Zrezygnowałem z pójścia na policję. Szef nie słyszał słów. Słyszał petentów. Jak każdy.
Moje mieszkanie zostało całkowicie zdemolowane. Na wszystkich ścianach był napis.
Kumpel nic nie zauważył.
Tak samo nie widział obrazu z kamer na monitorze. Ani e-maila.
Nie słyszał też cichego głosiku mówiącego: "Złamałeś zasadę. Weź sznur i się powieś".
Cztery dni. To działa na podświadomość. Serio.
Cztery dni, jak słyszę ten głosik.
Cztery pieprzone dni.
Ale nie dam im tej satysfakcji.
Mam pistolet. Kulka w łeb załatwi każdą sprawę. Nie będą mną rządzić.
Zadziwił mnie tylko fakt, jakim cudem przeżyłem wpadnięcie pod autobus dwa dni temu. I nawet zadrapania nie miałem...

sobota, 21 września 2013

I czasami widzę, jak twoja też cię obserwuje.

"I czasami widzę, jak twoja też cię obserwuje."

Mój brat jest półtora roku starszy ode mnie i ma Zespół Aspergera. Dla tych, którzy mogą nie wiedzieć, jest to upośledzenie umiejętności społecznych, coś na podobieństwo autyzmu. Ogólnie chodzi o to, że ma tendencję do mówienia nieodpowiednich rzeczy i ma się w poważaniu lub nie rozumie konsekwencji swoich słów. Skupia się także wyłącznie na swoich hobby i mówi o nich bez ustanku, nie zwraca uwagi, czy ktoś to rozumie, czy jest tym zainteresowany. W dzieciństwie przez swoją chorobę opowiadał mi przerażające rzeczy. Nigdy nie miał w zamiarze mnie wystraszyć, jak by to robiła większość starszych braci, ale raczej przekazywał mi informacje, które jego zdaniem były prawdą.

Kiedy miałam 7 lub 8 lat, graliśmy wspólnie w grę wideo. Bez odrywania wzroku od ekranu powiedział: "Wiesz, że podczas snu nie mamy kontroli nad tym, co robimy? Mógłbym wstać we śnie, wziąć nóż i cię zabić, a ty byś nawet nie wiedziała." Kiedy poskarżyłam się mamie na to, co mi powiedział, ona poszła do niego, upomniała go, że nie może mówić takich rzeczy swojej młodszej siostrze, bo się boję. Jego odpowiedzią było: "A niby czemu? To prawda. Powinna wiedzieć." Od tamtej pory zamykałam drzwi od pokoju na klucz.

Najstraszniejsza rzecz, którą od niego usłyszałam, prześladuje mnie do dziś. Miałam może z 5 lat, nasze sypialnie są połączone wspólną łazienką. Zawsze zostawialiśmy drzwi otwarte, abyśmy mogli się nawzajem widzieć. Jednego dnia, kiedy się bawiliśmy, wspomniał o tym, jak widział ubiegłej nocy swoją kopię. Zapytałam go, co dokładnie ma na myśli, a on odpowiedział, że często budzi się w nocy i widzi kopię samego siebie stojącą przy łóżku i obserwującą go we śnie. Byłam poważnie przestraszona i zapytałam go, jak to wyglądało. Zerwał się na nogi i powiedział: "Pokażę ci." Stanął przede mną i wpatrywał się pustym wzrokiem we mnie, zero emocji na twarzy. Kazałam mu przestać, bo się bałam. Powiedział, ze nie rozumie, czemu miałabym się bać, bo już to przecież widziałam wcześniej. Zapytałam, co chce przez to powiedzieć, na co on odpowiedział: "Czasami, kiedy widzę moją kopię obserwującą mnie, zaglądam do twojego pokoju i widzę, jak twoja też cię obserwuje."

Nawet teraz, prawie 20 lat później, budzę się czasem w środku nocy z uczuciem bycia obserwowaną. Nie otwierając oczu chowam głowę pod koc, aż to uczucie minie, bo boję się, że gdy je otworzę, to zobaczę kopię samej siebie wpatrującą się we mnie pustym wzrokiem.

---

Tłumaczenie: Lestatt Gaara | http://paranoir.pl/i-czasami-widze-jak-twoja-tez-cie-obserwuje/
Autor: zooxantelas

(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora i źródła.

niedziela, 7 lipca 2013

Amnesia: Custom Story

Większość z Was słyszała zapewne o Amnesii - grze komputerowej osadzonej w konwencji horroru. Wcielasz się w kolesia, który musi opuścić przesiąknięty mrokiem zamek i przy okazji nie dopuścić do zwyciężenia sił zła. Nie mam jednak w zamiarach recenzowania tego tworu, przejdźmy więc do rzeczy. Twórcy gry umożliwili graczom tworzenie własnych przygód, czyli tzw. Custom Story. W necie jest tego pełno - począwszy od poważnych produkcji, będących nieraz lepszymi od samej podstawowej wersji, a skończywszy na krótkich i humorystycznych tworach. Jako iż ukończyłem podstawową przygodę i kilkadziesiąt innych, zacząłem szukać czegoś nowego - jakiegoś naprawdę mocnego i psychoryjnego dodatku.

Gdybym mógł cofnąć czas...

Skacząc po różnych forach internetowych, na jednym z nich natknąłem się w końcu na interesujący wątek. Miałem spore szczęście, gdyż temat został założony dosłownie kilka sekund przed tym, jak go znalazłem. Po chwili kliknąłem na odnośnik "game.rar". Tytuł nie brzmiał jakoś zachęcająco, a login autora był co najmniej dziwny - zzxnrtnbk4a. Wyglądało mi to na jakiegoś spamującego bota, ale cóż... Zdziwiłem się, kiedy po załadowaniu żądanej strony, co z moim łączem trwało kilkanaście sekund, wyskoczył błąd 404, co chyba oznaczało brak strony o podanym adresie. Zrezygnowany wróciłem na stronę główną i zjechałem na sam dół, żeby zobaczyć kto jest online. O dziwo zobaczyłem przekreślony nick twórcy usuniętego przed chwilą tematu, co oznaczało, że został zbanowany. Kliknąłem w jego profil myśląc, że może znajdę tam coś interesującego. Żadnego awatara, sygnatury, danych osobowych, nic. Oprócz adresu e-mail. Zastanowiłem się chwilę i postanowiłem jednak wysłać mu wiadomość z nadzieją, że dowiem się czegoś o dodatkowej przygodzie, którą zamieścił. Wszedłem na pocztę i zanim kliknąłem "Nowa wiadomość" odruchowo przeszedłem do skrzynki odbiorczej. Były w niej cztery nowe wiadomości; jakiś spam, mail powitalny z forum i list bez tematu. Spojrzałem na nadawcę i w jednej chwili serce zaczęło mi szybciej bić. Był to e-mail owego użytkownika, do którego chciałem właśnie napisać. Szybko włączyłem link i rozczarowany spojrzałem na puste pole, w którym powinna znajdować się treść maila. Chciałem już zamknąć okno, kiedy zauważyłem, że nadawca dodał załącznik. Okazało się, że były to jakieś spakowane pliki w archiwum o nazwie "game". Pobrałem plik na dysk i szybko wypakowałem. Tak jak myślałem – była to jakaś custom story do Amnesii i byłem praktycznie pewien, że to ten sam, który przed chwilą usiłował zamieścić na forum. Opanowałem jednak swoje podekscytowanie i stwierdziłem, że odpalę grę w nocy, wraz ze znajomym. Szybko zapomniałem o wiadomości, którą dostałem, choć wyraźnie zaznaczyłem na forum, że mój adres e-mail ma pozostawać ukryty dla użytkowników. Wyłączyłem komputer i poszedłem opowiedzieć o wszystkim kumplowi.

Szczerze mówiąc sam bym sobie nie uwierzył w to, co się stało, więc nie dziwiłem się Michałowi, który miał spędzić u mnie dzisiaj noc. Było coś około godziny 22:30 kiedy zakończyłem przygotowania do nocnego grania - zasłoniłem okna, zgasiłem wszystkie światła, przygotowałem jakieś kanapki oraz coś do picia i stanowczo zabroniłem komukolwiek z rodziny wchodzić do pokoju. Lubiłem taki klimat, kiedy zamierzałem oglądać lub grać w coś, co miało mnie przestraszyć. Odpaliłem laptopa, wkleiłem zawartość rozpakowanego wcześniej archiwum do odpowiedniego folderu i czekałem z uruchomieniem gry na Michała. Pojawił się na kilka minut przed 23:00. Zamknęliśmy się w pokoju i usiedliśmy przed biurkiem, wpatrując się w laptopa. Obaj byliśmy podekscytowani i w końcu, lekko drżącą ręką, kliknąłem dwa razy na ikonę Amnesii. Początkowo wszystko wyglądało normalnie - pojawiały się animacje przedstawiające twórców gry itp. Lecz kiedy tylko pokazało się główne menu, od razu zobaczyliśmy, że coś jest nie tak. Zamiast standardowego tła, obrazującego jakiś mroczny pokój i kawałek korytarza, widać było jakby obraz z czterech różnych kamer. Pierwsza z nich przedstawiała niewielkie pomieszczenie o białych ścianach i podłodze w tym samym kolorze. Na środku stał stalowy stół, do którego przypięty był zupełnie nagi mężczyzna, a wokół leżały dziwne narzędzia; jakieś noże, wiertła, obcęgi etc. Druga z kamer ukazywała jakby kamienną piwnicę, a w niej dziwną maszynę. Był to okrąg, w środku którego zamocowany był drewniany krzyż, zaś do niego przypięta była naga kobieta. Okrąg obracał się powoli. Kolejny obraz z kamery prezentował pokój podobny do pierwszego, z tym że ściany wyłożone były jakby materacami czy czymś w tym rodzaju. W środku znajdowała się jakaś mała dziewczynka ze związanymi rękami i zasłoniętymi oczami, błądząca po pomieszczeniu. Również pozbawiona była jakiegokolwiek odzienia. Ostatnia kamera monitorowała mały pokoik, w którego centrum ulokowano stalowe krzesło. Był do niego przypięty jakiś mężczyzna z workiem na głowie. Nie ruszał się, tylko siedział wyprostowany. O dziwo, ubrany był w ciemne jeansy i białą koszulkę z jakimś niewidocznym nadrukiem. Wszystkie obrazy wyglądały na stworzone za pomocą komputera, ale było w nich coś.. coś zbyt realnego jak na grę. Do tego żadna z animacji postaci nie powtórzyła się przez bite piętnaście minut, kiedy to siedzieliśmy w osłupieniu, wpatrując się w ekran. Dopiero po dłuższym czasie Michał zdołał coś powiedzieć.

- Kurwa... - jedno słowo, gdyż żaden inny komentarz nie przychodził nam do głowy. Zdecydowaliśmy się jednak uruchomić dodatek. Spostrzegliśmy, że brakuje odnośnika "Continue game", co mnie lekko zaniepokoiło. Po kliknięciu przycisku "Custom Story" okazało się, że na liście nie ma ŻADNEJ gry. Nie ukrywam, wkurwiłem się lekko, bo tutaj była cała kolekcja ukończonych przeze mnie przygód. Obaj byliśmy rozdrażnieni brakiem jakichkolwiek plików i zdecydowaliśmy się na rozpoczęcie podstawowej rozgrywki w Amnesii od nowa. Wszystko uruchomiło się jak należy, jednak kiedy tylko zobaczyliśmy, gdzie nasza postać się znajduje, od razu wyczuliśmy, że nie jest to standardowa przygoda Amnesii. Czyżby pobrany przeze mnie dodatek zastąpił podstawową wersję gry? Na to wychodziło. Spauzowałem grę, rzuciłem się na oparcie krzesła i spojrzałem na Michała. Obaj wiedzieliśmy, że coś jest cholernie nie tak...

Napiłem się coli i w milczeniu odpauzowałem grę, po czym rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym znajdował się bohater. Wyglądało to na jakąś starą fabrykę; brudne ściany, z których poodpadała już biała farba, wokół porozrzucane drewniane skrzynki i liczne śmieci. Jedyne światło rzucała zwisająca z sufitu, gasnąca co chwilę lampa. Na przeciwległej ścianie widać było zarys drzwi. Ruszyłem przed siebie, a kroki postaci odbijały się echem w grze. Nie słyszałem żadnego podkładu muzycznego, ale i bez tego gra wydawała się wystarczająco straszna. Odnosiłem dziwne wrażenie, że skądś znam to miejsce i sądząc po wyrazie twarzy Michała, on również miał podobne myśli. Ogarnął nas lekki niepokój i narastał z każdym krokiem. Przed drzwiami leżała jakaś kartka, a na niej jakiś tekst. Podniosłem ją i po chwili na ekranie wyświetliła się jej powiększona wersja, co pozwoliło nam odczytać wiadomość.

"Witaj.

Kiedy przejdziesz przez te drzwi, będziesz miał możliwość udowodnienia, czy jesteś godzien wstąpienia w nasze szeregi. Zrób wszystko jak należy, a dostąpisz zaszczytu tytułowania się członkiem naszej Rodziny.

W każdym następnym pomieszczeniu będziesz miał do wykonania pewne zdanie. Sprawdzimy, czy dysponujesz cechami prawdziwego Wyznawcy.

Powodzenia."

Niewiele z tego zrozumieliśmy, ale uznaliśmy to za jakieś krótkie wprowadzenie do fabuły. Otworzyłem drzwi i wyświetlił się ekran ładowania - żadnego obrazka, po prostu czarny ekran i napis "Zaczekaj chwilę...". Po kilku sekundach ponownie wcieliłem się w postać. Tym razem stałem w długim, ciemnym korytarzu. Widoczność była ograniczona do metra, może dwóch. Kamienne, brudne ściany, niski sufit i brak jakichkolwiek dźwięków - to wystarczyło, żeby strach zaczął nas stopniowo ogarniać. Nagle coś trzasnęło, a ja aż podskoczyłem. Odruchowo zatrzymałem grę i rozejrzałem się po pokoju.

- Stary, wyluzuj, to tylko drzwi. Ktoś z domu wyszedł, albo wszedł... - na te słowa Michała jedynie skinąłem głową i przekląłem w duchu swoje tchórzostwo. Włączyłem grę i zacząłem powoli iść przed siebie. Cały czas mijałem te same brudne ściany jakiegoś budynku. Wyglądały znajomo, ale wolałem nie wypowiadać swoich myśli na głos w obawie, że mój kumpel jedynie mnie wyśmieje. Po kilku minutach wsłuchiwania się w monotonne kroki postaci zauważyłem, że po lewej stronie z mroku wyłoniły się jakieś drzwi. Wyglądały tak samo jak poprzednie i tutaj również na ziemi leżała jakaś kartka. Podniosłem ją.

"Cenimy sobie wyobraźnię..."

Tym razem nic nie zrozumiałem, ale stwierdziłem, że za chwilę wszystko się wyjaśni. Pchnąłem drzwi i natychmiast oślepiła mnie biel pokoju, w którym się znalazłem. Kiedy oczy przywykły do ekranu, bijącego teraz jasnym światłem, pojąłem, gdzie jestem. Było to pierwsze z pomieszczeń, które widziałem na tle głównego menu. I tutaj również na środku był stół z nagim mężczyzną, a wokół porozrzucane liczne narzędzia. Podszedłem bliżej i zrozumiałem, o co chodziło z tą wyobraźnią - miałem pociąć tego kolesia w jak najciekawszy sposób. Zdziwiłem się, że w ogóle w Amnesii jest taka możliwość i pochwaliłem w duchu twórcę dodatku. Złapałem za pierwsze narzędzie, jakie było pod ręką - duży, ząbkowany nóż. Zastanowiłem się chwilę i skierowałem niewielki celownik na palce mojego... pacjenta, że tak to ujmę. Moja postać jednym ruchem odcięła kciuk od ciała. I wtedy z głośników wydobył się głośny krzyk, a postać na stole zaczęła gwałtownie się wyrywać. Obaj z Michałem podskoczyliśmy, zaskoczeni tak nagłym przerwaniem tej monotonnej ciszy. Serca waliły nam jak młoty. Teraz, już drżącymi dłońmi, odcinałem mężczyźnie kolejne palce, uprzednio jednak przyciszając głos. Obejrzałem masę horrorów ze scenami gore, więc takie rzeczy nie robiły na mnie większego wrażenia. Teraz jednak wszystko wydawało się cholernie realne. Po skończonej zabawie moja ofiara jedynie płakała żałośnie. Następnie odłożyłem nóż i wziąłem do ręki wiertło. Przyłożyłem ostrą końcówkę do kolana nieszczęśnika, po czym rozpocząłem wiercenie dziury. Tutaj ponownie wydobył się nieziemski krzyk, lecz byłem na to przygotowany. Szybko wydrążyłem po jednym otworze w kolanach skazańca. Następnie zrobiłem kilka równie chorych rzeczy; wyrwałem zęby, osmaliłem skórę palnikiem, okaleczyłem ciało nożem, połamałem nos młotkiem, rozciąłem policzki. Dawało mi to niezłą frajdę, a Michał siedział jedynie z boku i oglądał to z niesmakiem. Ostatecznie mężczyzna przestał się ruszać, a cała podłoga pochlapana była krwią. Wtedy zobaczyłem, że na przeciwległej ścianie znajdują się drzwi; albo ich wcześniej nie zauważyłem, albo pojawiły się wraz ze śmiercią mojej ofiary. Przed nimi leżała kartka. Odczytałem ją.

"Wspaniale. Ale to nie koniec. Gwałt jest w naszym kręgu czymś normalnym. Pamiętaj o tym."

Zdziwiłem się jak cholera, ale wiedziałem już, co się święci. Seks w Amnesii? Czy to aby nie przesada? Otworzyłem kolejne drzwi, spodziewając się już, co zobaczę. Moje przeczucia się spełniły - znajdowałem się w drugim z pomieszczeń, jakie widziałem na obrazach z kamer. Na środku stała opisana przeze mnie wcześniej maszyna - obracający się okrąg z krzyżem w środku, do którego przywiązana była naga kobieta. Powoli podszedłem do niej, wyglądała na nieprzytomną. Zobaczyłem, że jest możliwość interakcji z tą postacią, wiec kliknąłem "E". Postać uderzyła kobietę z pięści w głowę kilka razy pod rząd, a ta obudziła się z krzykiem i zawodzeniem. Dalej było tylko ciekawiej. Wyświetliła się animacja, nad którą nie panowałem. Mogłem jedynie przerwać działania bohatera, ponownie klikając klawisz. Z tej samej perspektywy, co przez całą grę, widziałem jak główny bohater gry gwałci dziewczynę, bijając ją przy tym po twarzy i całym ciele. Sceny rodem z jakiegoś perwersyjnego pornola.

- Kurwa, wyłącz to pojebane gówno! - usłyszałem głos obok siebie. Byłem jednak zbyt wciągnięty żeby zareagować, więc kumpel po prostu odszedł od biurka i rzucił się na łóżko, wpatrując się w sufit.

Zawodzenia i błagalne krzyki kobiety trwały przez dobre pięć minut, a ja przez ten cały czas nie przerywałem poczynań postaci. Po chwili ustały wszelkie dźwięki i spostrzegłem, że dziewczyna przestała się ruszać. Wokół ponownie było pełno krwi. Zatrzymałem grę i obróciłem się na krześle do Michała. Nie odezwałem się nawet słowem. Nigdy nie widziałem tak popierdolonego custom game do Amnesii. Ale chciałem dowiedzieć się, co będzie dalej. Jakie jest zakończenie. Drżąc na całym ciele obróciłem się z powrotem do laptopa i kontynuowałem grę. Znów to samo - pojawiły się drzwi, prowadzące dalej, a przed nimi zwitek papieru.

"Bezwzględność..."

Tylko tyle. Żadnej wskazówki. Wszedłem przez drzwi i znalazłem się w kolejnym pokoju. Ściany wyłożone były materacami, podłoga również. Po pomieszczeniu błądziła kilkunastoletnia, naga dziewczynka ze związanymi rękami i zasłoniętymi oczami. Płakała donośnie i wołała rodziców, których tutaj nie było. Przede mną leżał łom.

Co za pierdolony psychol robił tę grę?

Po chwili wahania, upewniwszy się, że Michał nie patrzy i nie będzie robił mi wyrzutów, złapałem za łom i podszedłem do kolejnej ofiary. Zatrzymała się i obróciła w moją stronę, nadal płacząc.

- Mama? Tata? Proszę, pomóżcie mi... - urwała zdanie w pół i zalała się krwią, kiedy tępe narzędzie trzymane przeze mnie uderzyło ją z całym impetem w głowę. Upadła na ziemię i cicho mamrotała coś w stylu:

- Przepraszam... Nie rób mi krzywdy... - jej głosik był cienki i słaby. Jeszcze kilka zamachów łomem i bez wątpienia padła martwa. Z rozpieprzonej czaszki wylewał się mózg, a białe materace zabarwiły się na czerwono. Kolejne zadanie wykonane, choć tym razem miałem niewielkie wyrzuty sumienia. Wszystko było takie realne... Powtarzając sobie, że to tylko gra, minąłem ciało i ruszyłem do kolejnych drzwi, nadal trzymając łom w dłoni. Kolejna kartka.

"Wyśmienicie. Ostatnie zadanie."

Znów całe gówno informacji, ale i tym razem wiedziałem, że sobie poradzę. Przekroczyłem ostatnie drzwi i znalazłem się w tym samym niewielkim pokoju, który widziałem na czwartym obrazie z kamery. Na środku stało stalowe krzesło, a na nim siedział mężczyzna. Podszedłem do niego. Na głowie miał worek, a jego biała koszulka wydała się jakoś dziwnie znajoma. Zignorowałem jednak to podświadome ostrzeżenie i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Nie było w nim żadnego narzędzia, więc wywnioskowałem, że ostatnią ofiarę również muszę pozbawić życia łomem. Zamachnąłem się i uderzyłem mężczyznę w głowę. I jeszcze raz. I kolejny. Worek szybko przesiąknął krwią, a mój cel zmarł bez słowa. To chyba było najłatwiejsze z dotychczasowych zadań. Rozejrzałem się w poszukiwaniu drzwi, lecz znalazłem jedynie kartkę.

"To koniec. Brawo. Witamy w Bractwie."

I tyle. Gra się wyłączyła, wyrzucając mnie na pulpit. Wpatrywałem się tępo przed siebie. Z jednej strony byłem zafascynowany dodatkiem, który wprowadził dosyć ciekawe możliwości do gry, ale z drugiej czułem się dziwnie. Było mi szkoda tych ludzi. Zaśmiałem się cicho - przecież to tylko animowane postaci. Spojrzałem na zegarek, była 01:16. Chciałem już iść spać, stwierdziwszy, że dzisiaj już nic ciekawego nie zrobię. Włączyłem przeglądarkę, żeby wylogować się z poczty i spostrzegłem, że mam jedną nową wiadomość. Ponownie bez tematu. Zawołałem Michała i ten z niechęcią podszedł do mnie i przysiadł zrezygnowany na krześle. Otworzyliśmy ją – żadnego tekstu, jedynie cztery pliki wideo w formie załączników. Każdy ważył około 15mb. Pobrałem wszystkie naraz, co zajęło jednak chwilę czasu. Siedzieliśmy w milczeniu w obawie przed tym, co zobaczymy na filmach. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność, minuty zdawały się wiecznością. W końcu pliki zapisały się na dysku. Cały drżąc, włączyłem pierwszy z nich. Naszym oczom ukazało się białe pomieszczenie, na którego środku stał metalowy stół. Na nim leżał jakiś mężczyzna. Zamarłem, a wnętrzności podeszły mi do gardła. To już nie była komputerowa animacja - to był autentyczny obraz z monitoringu. Widziałem przerażenie malujące się na twarzy Michała. Po chwili w kadr weszła niska, otyła postać. Ubrana była jedynie w krótkie, czarne spodenki, a na głowie miała maskę, przedstawiającą świńską głowę. Beznamiętnie podeszła do leżącego na stole mężczyzny i zaczęła odcinać mu palce...

Nie mogłem nic powiedzieć.

W głowie aż szumiało mi od natłoku pytań. Słyszałem, jak Michał zachłysnął się powietrzem, kiedy zobaczył pierwsze sceny filmiku. Dalej robiło się coraz gorzej. Zamaskowany psychol zaczął na żywca wiercić swej ofierze dziury w kolanach, a następnie okaleczał jej ciała. W tle było słychać krzyki, jęki i błaganie o litość. Żadnej reakcji ze strony oprawcy – po prostu nadal ciął. Filmik sam w sobie nie wzbudziłby takich emocji, gdyby nie fakt, że ten pojebaniec robił dokładnie to samo, co moja postać w Amnesii...

Kiedy jęki ustały, mężczyzna po prostu odrzucił narzędzia i przeszedł do kolejnego pomieszczenia. I tutaj wideo się skończyło...

Nie wiem jak długo siedzieliśmy w milczeniu. Wiem tylko, że nie wiedziałem, co mam teraz zrobić. Na tym filmie zginął jakiś mężczyzna i nie wyglądało to na kadr z jakiejś wyreżyserowanej produkcji. Przełknąłem ślinę i spoconą ze strachu dłonią uruchomiłem kolejny plik. Ponownie znajome pomieszczenie i scena, którą tak naprawdę sam zaaranżowałem. Ten sam psychopata podszedł do obracającej się na krzyżu kobiety i kilkoma uderzeniami w twarz wybudził ją ze snu. Następnie ściągnął spodnie i zmusił swoją ofiarę do seksu oralnego, dotykał ją, uderzał z całych sił, szarpał za włosy, gwałcił we wszystkie możliwe otwory, po czym pozostawił martwą. Zwymiotowałem obok biurka. Michał nawet nie zareagował, tylko szlochał cicho z twarzą ukrytą w dłoniach. Pierwszy raz widziałem go płaczącego, ale nie dziwiłem mu się. To wszystko było... Chore. Pojebane.

Zostały nam jeszcze dwa filmy do obejrzenia i choć byliśmy już wystarczająco roztrzęsieni, wiedzieliśmy, że trzeba zobaczyć, jak to gówno się skończy. Resztkami sił włączyłem trzeci plik. W białym pokoju siedziała naga mała dziewczynka ze skrępowanymi kończynami i zasłoniętymi oczami. Skulona szlochała w kącie i wołała rodziców. Na sam ten widok do oczu naszły mi łzy. Wiedziałem, co ją czeka. Po kilku sekundach do pomieszczenia wszedł ten sam facet. W ręku trzymał łom. Na dźwięk otwieranych drzwi dziewczynka uniosła głowę i zawołała cicho.

- Mama? - jej przyszły oprawca milczał. Przypatrywał się jej chwilę, a następnie podszedł do niej i z całej siły uderzył w głowę narzędziem. Dźwięk łamanych kości dobiegł do moich uszu z głośników. Widziałem, jak to niewinne dziecko pada na ziemię, a wokół głowy pojawia się czerwona kałuża. Kilka kolejnych uderzeń doszczętnie zmiażdżyło czaszkę i spowodowało wylanie się jakiejś galaretowatej substancji na ziemię. Ledwo powstrzymywałem wymioty. I tutaj wideo się zakończyło. Pozostawał ostatni plik. Ten, z którym wiązało się najwięcej pytań. Kim był mężczyzna w worku? Dlaczego nie krzyczał, kiedy był katowany? Najechałem kursorem na plik; tylko tak było można to sprawdzić. Kliknąłem dwa razy.

Przez pierwsze dwadzieścia sekund widać było jedynie siedzącego na stalowym krześle mężczyznę. Nie ruszał się i jedynie po poruszającej się delikatnie klatce piersiowej można było wywnioskować, że żyje. W dwudziestej drugiej sekundzie drzwi otworzyły się i do środka wszedł raz jeszcze zamaskowany kat, w dłoni trzymając zakrwawiony łom. Podszedł do mężczyzny i przyglądał mu się dłuższą chwilę. Liczyłem na to, że zdejmie swojej ofierze worek z głowy i ukaże jej oblicze. Jednak ten bez zbędnych ceregieli zamachnął się i trzasnął, pozbawił życia kolejnego człowieka. Odgłos łamanej czaszki ponownie wydobył się z głośników. Michał trząsł się na całym ciele. Obaj wiedzieliśmy, że te pliki nie trafiły do nas przez przypadek. To my zabiliśmy tych ludzi. Nie mam pojęcia jak, ale takie były fakty. Chciałem już zamknąć okno odtwarzacza wideo, lecz zauważyłem, że dzieje się coś jeszcze, co nie miało miejsca w grze. Psychol w świńskiej masce wyjął zza pasa nóż i zaczął oddzielać głowę od ciała. Biała koszulka ubrudzona była krwią. Tak znajoma, biała koszulka...

Nie wiem czemu, ale w pewnym momencie poczułem nagły skok adrenaliny. Serce waliło mi jak młot, ręce drżały mi nieziemsko. Chyba powoli docierało do mnie, co tak naprawdę się stało...

Wybiegłem z pokoju i gwałtownie otworzyłem drzwi do pokoju rodziców. Na łóżku leżała jedynie matka.

- Gdzie... Gdzie tato? - zapytałem drżącym głosem ze łzami w oczach.

- Ojciec? Wyszedł gdzieś w pośpiechu około godziny temu, a co? Coś nie tak? - zapytała spokojnym tonem. Usłyszałem wołanie z mojego pokoju i jak najszybciej tam pobiegłem. Michał stał przed biurkiem pokazując palcem na monitor. Był zapłakany i cały się trząsł. Powoli przeniosłem wzrok na monitor i zalałem się łzami.

Spauzowana klatka filmu prezentowała mężczyznę podkładającego niezdarnie obciętą głowę do kamery. Głowę MOJEGO OJCA.

To ja go zabiłem...

---

Autor: Jarosław 'Astaroth' Sitarczuk @http://paranoir.pl/amnesia-custom-story/
Korekta: Yaveleth

(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora i źródła.