Młody mężczyzna otworzył oczy. Pamiętał, że coś mu się śniło i był to względnie normalny sen, w którym wsiadł do samochodu i udał się w podróż. W chwili, gdy już był w drodze, sen się zakończył. Prócz wspomnienia tego snu, nie wiedział kim jest ani gdzie się znajduje. Z obserwacji otoczenia zrozumiał, że musi to być jego własny dom. Wiedział tylko jedno- pociąg zaraz przyjedzie. Pospiesznie wstał z łóżka, a jego wzrok padł na gazetę leżącą na stole. Wiedział, iż nie ma czasu, by ją przeczytać, dlatego zostawił ją w spokoju i wyszedł pospiesznie z domu. Nogi automatycznie poniosły go do miejsca jego przeznaczenia. Były to stare i zniszczone przez czas ruiny dworca kolejowego. Wnętrze budynku było praktycznie niedostępne, ponieważ dach wyglądał, jakby zapadł się już wiele lat wcześniej. Ściany powoli zaczął obrastać mech, choć w niektórych miejscach dało się dojrzeć pozostałości czerwonej farby, którą były pomalowane. Przed dworcem stała ławka, najpewniej przeznaczona dla ludzi czekających na podróż. Nie miał pojęcia, dlaczego znalazł się właśnie tutaj, ale ufał, że jest w tym jakiś cel, przesłonięty chwilową amnezją. Dlatego tak kurczowo chwycił się w chwili obecnej jego jedynego celu życia, którym była podróż tym konkretnym pociągiem. Chwilę po swoim nadejściu usłyszał stukot ciężkich kół maszyny.
Pociąg zatrzymał się w miejscu, w którym czekał na niego mężczyzna. Była to wiekowa i ogromna maszyna koloru szarego. Sprawiała wrażenie zaniedbanej i wypłowiałej, być może przez wieloletnią eksploatację. Drzwi się przed nim otwarły, więc przestąpił próg. Chwilę później usłyszał, jak pociąg powoli zaczyna toczyć się przed siebie. Mimo przekonania, że tak musi być, czuł lekką trwogę. "Dlaczego wybrałem właśnie ten pociąg i czemu zatrzymał się przy opuszczonym dworcu?". Rozmyślając, wszedł do pierwszego przedziału, który napotkał.
Zobaczył rozbłysk światła, a w tle słyszał kobiecy płacz i okrzyki przerażonych ludzi. Ból głowy przywrócił go do rzeczywistości. Zadrżał z przerażenia- "jeśli tak ma wyglądać powrót moich wspomnień, to czy amnezja nie jest błogosławieństwem?".
Przyjrzał się uważnie swojemu przedziałowi. Siedzenia były wytarte i równie zużyte, jak cały pociąg. Szyba w oknie była strasznie zarysowana, praktycznie niemożliwe było dojrzeć przez nią krajobraz, który przemierzał pociąg. Mechanizm otwierający górną część okna był pokryty grubą warstwą rdzy i prawdopodobnie od wieków niesprawny. W chwili, gdy tak uważnie obserwował miejsce, w którym się znalazł, drzwi otwarły się, a do przedziału wszedł staruszek w uniformie konduktora. Młodego mężczyznę na jego widok ogarnęło obrzydzenie. Starzec miał twarz pokrytą siecią zmarszczek, grube, połączone nad krzywym, orlim nosem brwi i usta wygięte w wiecznym grymasie niezadowolenia. Był mizernej postury, a ciało miał zdeformowane przez zaawansowany artretyzm. Całość przedstawiała się równie złowrogo jak i odrzucająco. "Bilet"-usłyszał od konduktora. Jego ręka bezwiednie powędrowała do bocznej kieszeni w jeansach, które miał na sobie. Wyciągnął stamtąd zgięty na pół kawałek papieru i podał starcowi. Ten po chwili oddał mu bilet i wyszedł z przedziału z szybkością, o którą mężczyzna by go nie podejrzewał. Drzwi ponownie zamknęły się na głucho. Młody mężczyzna pojął, iż bilet stanowi odpowiedź na kluczowe w chwili obecnej dla niego pytanie- dokąd zmierza. Wyciągnął go ponownie z kieszeni i dokładnie obejrzał.
Pusta kartka została zmięta i rzucona w kąt przedziału, a z ust pasażera dało się słyszeć głośne przekleństwo. Zdrowy rozsądek został zastąpiony paniką w chwili, gdy mężczyzna zorientował się, że bilet jest jedynie pustym kawałkiem papieru. W głowie huczała mu tylko jedna myśl, byle dalej stąd. Wtedy wszystko uległo zmianie.
Zza okna przestało napływać światło dnia, zapanowała absolutna ciemność. Mężczyzna wstał i panicznie próbował odnaleźć uchwyt, dzięki którym mógłby otworzyć drzwi. Nagle bardzo wyraźnie usłyszał szept, choć wydawało się, iż dochodził z bardzo daleka- "już niedługo, prawie jesteśmy". Na dźwięk tego głosu, przenikliwie wysokiego i skrzeczącego, przeszły go ciarki. Nareszcie odnalazł uchwyt i szarpnął nim mocno. W chwili, gdy drzwi się otwarły, odskoczył do tyłu, z powrotem na miejsce, na którym jeszcze przed chwilą siedział. W wagonie paliło się światło, a tuż przed otwartymi drzwiami stał konduktor. "Za chwilę dojedziemy, proszę siedzieć spokojnie" dało się słyszeć z ust starucha, ale mężczyzna już tego nie usłyszał.
Tym razem powrót wspomnień zaczął się od przeraźliwego bólu. Paliło go całe ciało, jakby żywcem zostało obdarte ze skóry. Każdy oddech sprawiał mu ból, a otwarcie oczu stało się wielkim wysiłkiem. Udało mu się lekko uchylić powieki. Przez szparkę zobaczył klęczących nad nim ludzi. Nie dostrzegł rysów ich twarzy czy też ubioru, bo wszystko było zamazane. Krzyk wdarł się do jego uszu ponownie, lecz prócz niego usłyszał coś jeszcze. Szept, który pamiętał z pociągu, wydawał się być teraz tuż przy jego uchu. "Morderca, morderca" "już niedługo, o tak, prawie jesteśmy" słyszał powtarzane w kółko zdania, z których nic nie rozumiał. Po chwili scena uległa zmianie, tym razem zobaczył młodą kobietę z dzieckiem w dłoniach i mężczyznę nieopodal nich. Siedzieli na kocu w ogrodzie, a pogoda była wymarzona- słońce świeciło zza korony wielkiej jabłoni na bezchmurnym niebie. Wyraźnie dało się dojrzeć, iż jest to bardzo kochająca się rodzina. Mężczyzna-obserwator spoglądał na to wszystko z pewnym wzruszeniem, ale i zazdrością ponieważ sam zawsze marzył o takiej przyszłości. Nagle obraz zaczął się zmieniać, niebo poszarzało i znikąd pojawiły się burzowe chmury. Pierwszy piorun rozdarł niebo jakby na pół i uderzył w jabłoń. Drzewo stanęło w płomieniach, a powalona gruba gałąź odgrodziła męża od żony i dziecka. "Patrz, coś uczynił"- szept ponownie rozbrzmiał w uchu mężczyzny.
Otworzył oczy. Powoli zaczynał rozumieć, co się stało. "Czy ja..?"- nie udało mu się dokończyć pytania, gdyż przerwał mu konduktor-"Przypomnij sobie gazetę, którą rano widziałeś". I wtedy wróciły wszystkie wspomnienia.
Jechał samochodem, gdy nagle na jego drodze pojawił się inny pojazd. Chwilę później leżał na jezdni walcząc o każdy oddech. W oddali słyszał okrzyki przerażonych ludzi. "Nie żyją!"- to było ostatnie, co udało mu się uchwycić. Stracił przytomność, a gdy ją odzyskał, pochylał się nad nim ratownik medyczny. Samo istnienie sprawiało mu ból. Chciał zapytać co się stało, ale brakło mu sił. Zaczął odpływać w niebyt.
"Dojechaliśmy"- usłyszał. Wstał, a drzwi wyjściowe z pociągu były już otwarte, otchłań bez dna czekała na niego. Jego prywatne piekło. Po raz ostatni przywołał w głowie nagłówek z gazety, którą początkowo zignorował: "pijany mężczyzna powoduje wypadek: 3 osoby nie żyją, w tym kilkuletnie dziecko". Postąpił krok do przodu, a grunt usunął mu się spod nóg.
A potem wszystko zaczęło się od początku...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz