Jakiś czas mnie już nie było na blogu, ale mimo to postanowiłem coś wrzucić.
Na pewno wiesz na czym polega rytuał voodoo, prawda? Początkowo praktykowano go do tzw. magii sympatycznej, mającej na celu polepszenie zdrowia, duchowe przewodnictwo itp. Wbijanie igieł w części lalki miało wzmacniać zaklęcie, nie powodować ból. Innym rytuałem jest czarne voodoo, które służy do zadawania bólu wrogom i nielubianym osobom.
Ta historia zdarzyła się naprawdę, w Polsce. Dwie zwariowane studentki Ola i Martyna spędziły weekend na imprezach, spotkaniach ze znajomymi… Zapomniały o ważnym egzaminie, na który powinny się przygotować. Kiedy zdały sobie sprawę, że jutro czeka je ważny test, niewiele już dało się zrobić. Nie mogły po prostu nie przyjść na ten egzamin. W akcie desperacji, pomyślały, że szczęściu zawsze można pomóc, może coś się wymyśli. Najpierw dla odpędzenia ponurych myśli o niezdanym egzaminie Ola wzięła jakieś czasopismo od matki, w którym był interesujący artykuł z zasadami do kart tarota, wywoływaniem duchów i obrzędem voodoo. To ostatnie w szczególności je zaciekawiło.
-Pieprzyć to! Pobawmy się w to voodoo, z tą babą, co? – dała propozycję Ola
-No ok… Chociaż i tak nic się nie stanie, ale dobra, spróbujmy, tak dla relaksu – zgodziła się Martyna, z początku niechętna.
Zgodnie z zasadami „gry”, bo była to dla nich zwykła zabawa, przygotowały małą laleczkę. Taką najprostszą ze starej szmaty, jakichś wiórów do wypełnienia jej, nitki i guzików. Zrobiły wszystko krok, po kroku, aż doszły do najciekawszego punktu: wbijania igieł… Zadowolenie coraz bardziej rosło. Odprawiając rytuał nie zdały sobie sprawy, że uwierzyły. Uwierzyły w złą moc voodoo. W powietrzu unosił się zatęchły zapach starych szmat. W ciele lalki symulującej nauczycielkę, znalazła się prawie cała paczka szpilek. Wbite na całej długości nóg, w korpus, ręce. Tak poszarpały nitki prawej ręki, że odpadła; robiło się coraz zabawniej. Szpilki trafiły również w szyję, jedna obok drugiej.
-Zobacz, wygląda teraz jakby miała korale! – zachichotała Martyna
Po zabawie, która skończyła się bardzo późno w nocy, Ola postanowiła przenocować u koleżanki. Nazajutrz, w bardzo ponurych nastrojach ruszyły na uczelnię… Całą drogę wyrzucały sobie, że mogły zostawić te zabawy w voodoo i spróbować się czegoś nauczyć. Czuły się podle. I do tego krępujące skręcanie w dołku, jak to zazwyczaj w stresie bywa.
Wchodząc na uczelnie zobaczyły snujących albo patrzących się w ziemie znajomych. Nie wyglądało to na zwykły stres przed egzaminem. Czuć było bardzo ciężką, melancholijną atmosferę. Prawie nostalgia.
-Hej, co jest, coś nie tak? – spytała Martyna podchodząc do kolegi Wojtka
-Ona… pani profesor jest w szpitalu, w stanie krytycznym, kiedy… - chłopak mówił bardzo powoli, z trudem przełykając ślinę.
-Co!? – wykrzyknęła dziewczyna, jej głos poniósł się echem po korytarzu. Wszyscy byli zbyt przejęci, żeby zwrócić na to uwagę. – Jak to? Co się stało? – pytała już ciszej, ale nadal roztrzęsionym głosem.
-Kiedy szła na uczelnię… Wpadła pod tramwaj i… Ma wszystkie kończyny połamane i porozcinane. Koła dosłownie odcięły jej prawą rękę, a korale, które miała… Wkręciły się w coś i prawie zmiażdżyły jej tchawicę… Lekarze chyba nic nie dadzą rady zrobić… - skończył mówić, ocierając łzy, mimowolnie napływające do oczu
Dziewczyny odeszły kawałek. Czuły jak nogi im się uginają. Walące serce, bardzo szybki oddech. Panika w głosie. Szybko wróciły do domu, żeby jak najprędzej wyciągnąć pieprzone igły z laleczki.
---
Autor: Wolin @ Trzecia strona wyobraźni &http://paranoir.pl/voodoo/
(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę o zachowanie autora, tłumacza i obu źródeł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz